Raz jeszcze pod Wawel. Nie gra, a punkty...

24.04.2014
Ostatnie wyjazdy do Krakowa piłkarze Podbeskidzia wspominają raczej w dobrym kontekście. Dotyczy to w głównej mierze gry, którą „Górale” na dwóch krakowskich stadionach zaprezentowali.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Po 2-tygodniowej przerwie piłkarze drużyn ekstraklasowych powracają do rywalizacji o punkty. To jednocześnie otwarcie „nowego rozdania” – dodatkowej serii siedmiu meczów w grupach, które zdecydują o wszystkich ostatecznych rozstrzygnięciach w sezonie 2013/2014. Bój o utrzymanie bielszczanie rozpoczynają więc na nowo pod Wawelem. Tu, choć pod drugiej stronie krakowskich Błoni, gościli właśnie przed dwoma tygodniami z jakże dobrym skutkiem. Po historycznie szybkim golu Damiana Chmiela Podbeskidzie pokonało Wisłę 1-0 i tuż przed zakończeniem rundy zasadniczej wreszcie opuścili strefę spadkową. Jednak w grupie drużyn walczących o utrzymanie zdarzyć może się dosłownie wszystko. Do niedawna „bezpieczna” Cracovia, dziś „Górali” wyprzedza zaledwie o cztery punkty! Także „Pasy” dalekie są zatem od mentalnego komfortu i gry bez ciśnienia. Dla jednych i drugich, niezależnie od zajmowanego aktualnie miejsca, udany start w ekstraklasową „dogrywkę” byłby wymarzonym rozwiązaniem. Ale to dane może być tylko jednej drużynie. Alternatywa – podział zdobyczy – to półśrodek, zwłaszcza dla Podbeskidzia mało wartościowy.

W Krakowie Podbeskidziu zawsze grało się dobrze. Wyniki oczywiście bywały różne. Pamiętamy dwa ostatnie boje ekstraklasowe z Cracovią – przegrany 1-3 jeszcze za kadencji trenera Roberta Kasperczyka i 2-4 minionej jesieni, gdy „Góralami” dowodził po raz ostatni Czesław Michniewicz. W obu wspomnianych przypadkach bielszczanie z gry zasługiwali na coś więcej. W pierwszym z meczów podnieśli się po fantastycznym trafieniu „centrostrzałem” Marka Sokołowskiego, zaś w tym sezonie prowadzili 2-1 do 65. minuty spotkania. Brakło dwukrotnie pewności, szczęścia, może i umiejętności. W piątek gra – jakkolwiek przekłada się na końcowy rezultat – ma znaczenie drugorzędne. Finisz T-Mobile Ekstraklasy, czego doświadczyliśmy w ubiegłym sezonie, to przede wszystkim skrupulatne i... nerwowe liczenie punktów.

Słów kilka o personaliach. Trener Leszek Ojrzyński znów ma ból głowy w kontekście zestawienia formacji ofensywnej. Zespołowi nie pomoże już w tym sezonie kontuzjowany Jan Blażek, a godnego zastępcy nie widać. Może być i tak, że postać ową wykreuje piątkowa potyczka. Jeśli szkoleniowiec zdecyduje się na identyczne ustawienie, jak w sparingu z Górnikiem Zabrze, to za strzelanie bramek odpowiedzialni będą głównie Fabian Pawela i Mikołaj Lebedyński. Taki zestaw, przynajmniej dotychczas, przedstawiał się mało optymistycznie... Ponadto, z uwagi na nadmiar żółtych kartek w środku pola zabraknie Dariusza Łatki.

Cracovia? Silniejsza aniżeli w niedawnym meczu, zremisowanym 1-1 w Bielsku-Białej. Wówczas w talii trenera Wojciecha Stawowego brakowało m.in. Dawida Nowaka i Saidiego Ntibazonkizy. Tych zawodników specjalnie przedstawiać nie trzeba. W ofensywie gwarantują siłę rażenia, której bielszczanie będą musieli stawić czoła.

Kraków to dla Podbeskidzia miejsce poniekąd szczęśliwe. Oby i tym razem. Pod Wawelem startuje kolejna misja uniknięcia degradacji.


31. kolejka T-Mobile Ekstraklasy
Cracovia Kraków – Podbeskidzie Bielsko-Biała
25 kwietnia 2014 roku (piątek, godzina 18:00)
Sędzia: Mariusz Złotek (Stalowa Wola)
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również