Radosław Gilewicz przed sezonem: Jestem o naszych spokojny (wywiad)

14.08.2012
- Dla Grodzickiego Śląsk to za wysokie progi. Uda się go zastąpić. Górnik stać na powtórzenie wyniku z poprzedniego sezonu. Podbeskidzie i Piast powinny się spokojnie utrzymać - mówi Radosław Gilewicz.

Zacznijmy od drużyny, która w zeszłym sezonie była najwyżej sklasyfikowana, czyli Ruchu Chorzów. Tu działo się latem o tyle dużo, że po kilku sezonach odszedł trener. Był też fatalny występ w pucharach. Jak pana zdaniem zaważy to na formie zawodników?

Radosław Gilewicz: - Tak naprawdę dopiero boisko zweryfikuje, w jakiej oni będą formie fizycznej i psychicznej. Po takim dwumeczu, jak z Viktorią Pilzno, na pewno nie jest łatwo się podnieść. Można to było zobaczyć w meczu z Łowiczem, gdzie wkradł się lekki niepokój. Zwycięstwo zostało uratowane dzięki szczęściu i dobrym umiejętnościom Matko Perdijicia, ale po to się ma bramkarza. Z drugiej strony, to są bardzo ciężkie spotkania. Wiem, że z drużynami słabszych lig gra się bardzo ciężko i najważniejsze w takich potyczkach jest to, żeby przejść dalej. Mam nadzieję, że w przypadku Ruchu będzie to tylko ostrzeżenie.

W lidze poprzeczka będzie już jednak od początku zawieszona dużo wyżej...

- Zaczynają na Lechu, ale to przeciwnik, który również jest pod ogromną presją, dlatego nie wydaje mi się, żeby Ruch w tym pierwszym, inauguracyjnym spotkaniu był na straconej pozycji. Nie ma trenera, który odszedł do kadry, ale jest drugi szkoleniowiec, który jest dobrze znany. Dlatego myślę, że początek będzie dla Ruchu niełatwy, ale w miarę upływu czasu „Niebiescy” powinni być w coraz lepszej dyspozycji.

Czy pana zdaniem Ruch można wymieniać jednym tchem obok drużyn, które są faworytami ligi, czyli Wisły Kraków, Legii Warszawa, Śląska Wrocław i Lecha Poznań?

- Ja na pewno będę ostatnią osobą, która będzie typować drużyny, osiągające sukces na koniec naszej ligi. Obserwując ostatnie dwa lata, nie zobaczyłem zespołu, który mógłby odstawić resztę stawki z kilkupunktową przewagą i spokojnie rządzić w lidze. Ekstraklasa jest bardzo wyrównana, nie stoi na wysokim poziomie, więc tutaj każdy z każdym może wygrać, nawet ostatnia drużyna z pierwszą. Faworyt nie zawsze tu wygrywa. Na pewno Ruch na podstawie tego, że poprzedni sezon jako wicemistrz Polski, dokonał solidnych wzmocnień, może się wliczać do czołówki ligi.

A co pan sądzi o zmianach personalnych w Ruchu? Przyszli m.in. Maciej Sadlok, Pavel Szultes, czy Mindaugas Panka, ale odszedł np. Rafał Grodzicki...

- Niektórzy piłkarze przychodzą i od razu potrafią się w zespół wkomponować, ale w większości przypadków potrzeba na to troszeczkę dłużej. Taki Maciek Sadlok zna drużynę, a i tak potrzebuje się wkomponować. Ja natomiast miałem wcześniej już swoje zdanie o Grodzickim i go nie zmieniam, jego forma i gra w Śląsku Wrocław potwierdzają, że to są dla niego za wysokie progi i uważam, że można go spokojnie zastąpić w Ruchu. Polonia Warszawa piłkarzom ogólnie nie służyła, za czasów pana Wojciechowskiego żaden piłkarz się w tym klubie nie rozwinął, więc uważam, że ci zawodnicy, którzy stamtąd przyszli, potrzebują ogrania i pewności siebie. Tego im brakuje, bo jakość mają.

Przejdźmy do Górnika Zabrze, gdzie wydawało się pewne, że odejdą Łukasz Skorupski, Prejuce Nakoulma, tymczasem na kilka dni przed ligą zanosi się na to, że oni jednak zostaną. Czy to oznacza, że Górnik stać przynajmniej na powtórzenie wyniku z poprzedniego sezonu?

- Zdecydowanie tak. Trener Adam Nawałka pokazał w przeszłości, że potrafi załatać dziury, a zawodnicy, których zatrudnia, to są za każdym razem dobre wzmocnienia. Są nie tylko uzupełnieniami, ale też coś dają tej drużynie. Nie boję się powiedzieć, że Górnik również będzie się w naszej lidze prezentował swobodnie. Przeszłość pokazała mi, że ta drużyna naprawdę dobrze funkcjonuje wspólnie, że trener dobrze współpracuje z zawodnikami, ci świetnie się przy nim rozwijają, co widać chociażby na przykładzie Arkadiusza Milika. Nie ma wielkich osłabień. Ci zawodnicy zostali, bo jak się popatrzy ogólnie, to rynek transferowy jest bardzo ciężki na całym świecie i kryzys jest bardzo wyraźny.

Górnik stracił za to kapitana, Michała Pazdana. Jakie jest pana zdanie na jego temat? To będzie luka trudna do zapełnienia, czy przeciwnie, już po kilku kolejkach wykreowany będzie jego następca?

- Wydaje mi się, że Pazdan był takim zawodnikiem, który zostawi lukę po sobie. To naprawdę solidny piłkarz i skłamałbym, mówiąc, że nic tej drużynie nie dawał. Był solidny, grał na swoim poziomie, momentami naprawdę dobrym. Trener Nawałka na pewno jednak znajdzie kogoś na jego miejsce, jestem o to spokojny.

A odpadnięcie z Pucharu Polski to jakieś ostrzeżenie przed ligą, czy kompletnie nie przywiązuje pan wagi do tego wyniku?

- Absolutnie nie. To jest puchar, każda edycja, w każdym kraju, rządzi się swoimi prawami. Tam nikt nie patrzy, czy ktoś gra w ekstraklasie, I czy w II lidze. Niespodzianki były, są i będą i nie uważam, żeby to był jakiś zwiastun złej formy. Myślę, że to bardziej zawodników Górnika wkurzy, zezłości, niż jakoś utemperuje.

Czas na Podbeskidzie Bielsko-Biała. Drugi sezon dla beniaminka jest najtrudniejszy. To tylko frazes, czy coś w tym jest?

- Rzeczywiście jest tak, że ten drugi sezon jest dla beniaminków bardzo ciężki. Jeżeli miałbym patrzeć na podstawie sparingów, to mógłbym wywnioskować, że w tym przypadku tak nie będzie. Ale na pewno Podbeskidzie będzie miało swoje problemy. Tyle, że oni już pokazali, że ten góralski charakter w odpowiednich momentach daje się we znaki drużynom przeciwnym. A, tak jak powiedziałem, w związku z tym, że nasza liga nie stoi na wysokim poziomie i różnica w jakości poszczególnych zespołów nie jest zbyt duża, to nie powiedziałbym o bielszczanach, że będą mieli jakieś poważniejsze kłopoty z utrzymaniem. To jest solidna drużyna, choć wahania formy na pewno będzie miała. Pokazała, że potrafi wygrać na boiskach tych najlepszych, więc raczej jestem spokojny.

Problemy finansowe dały się we znaki także Podbeskidziu. Klub ściągał zawodników, którzy jeszcze w ekstraklasie nie grali. Czy pana zdaniem to dobra droga, by zamiast szukać tanich obcokrajowców, ściągać zawodników z niższych lig?

- Zdecydowanie. Ściągnęli chłopaka, który strzelił kilkadziesiąt bramek w poprzednim sezonie (Kamil Adamek – przyp. M.T). I bardzo dobrze! Po to są w regionie takie kluby, jak Drzewiarz Jasienica, żeby promować takich piłkarzy. Chwała działaczom i trenerom, że oglądają się w swoim regionie za graczami, którzy się wyróżniają. I trzeba od czasu do czasu wpuścić świeżą krew w drużynę, żeby zaskoczyć konkurencję. Warto dać chłopakowi szansę, może akurat ją wykorzysta i będzie to początkiem nowej kariery? Mówiłem o kryzysie, jaki jest w Europie i jest taka tendencja, że wiele klubów coraz bardziej dba o wychowanków, czy graczy z najbliższej okolicy, bo są tańsi. Często są dobrymi wzmocnieniami, a w przypadku zagranicznych piłkarzy, za naprawdę wartościowych, trzeba sporo zapłacić.

A jak wpłynie na grę Podbeskidzia strata Sylwestra Patejuka?

- To był piłkarz, który robił różnicę. Jest naprawdę bardzo solidnym zawodnikiem i nie będzie go łatwo zastąpić. Ale... każdego można zastąpić i myślę, że Podbeskidzie kogoś takiego znajdzie. Przynajmniej na tym samym poziomie, albo nawet jeszcze lepszym.

Został jeszcze Piast Gliwice. Beniaminek – namiesza w lidze, czy skupi się na zachowaniu ligowego bytu?

- Ciężko powiedzieć o beniaminku, że może walczyć o coś więcej. Nasza liga jest bardzo wyrównana, więc Piast, który zasłużenie awansował do ekstraklasy, może być raczej spokojny. Przeszłość pokazała, że u nas beniaminkowie nie muszą się u nas niczego bać. Został szkielet z I ligi, większość zawodników zna się bardzo dobrze. Nie było większych zmian, ale z drugiej strony, po co miały być? Jeżeli się osiąga sukces, to wystarczy na kilka pozycji ściągnąć dobrych zawodników, żeby wzmocnić konkurencję i również co do Piasta mam odczucie, że będzie dla nich ten sezon udany.

Gliwiczanie ściągnęli m.in. Jakuba Świerczoka, napastnika z bliskiej panu ligi niemieckiej. Czy doświadczenie kilku meczów w Kaiserslautern i pół roku treningów w Bundeslidze zrobiło z niego lepszego piłkarza?

- Nawet najlepszy trening nie zastąpi meczu. To się okaże, w jakiej będzie dyspozycji. On sobie musi z jednego zdać sprawę – w polskiej lidze wciąż musi pokazywać, że jest dobrym piłkarzem. Póki co, dostał szansę w Bundeslidze, jeszcze nic takiego nie pokazał, ale jak na swój wiek i ten przeskok, jakiego doświadczył, było widać, że ten chłopak ma ogromny potencjał. Będzie już z innego pułapu w naszej lidze startował. Nikt nie będzie już go lekceważył i musi pokazać wyższość. Z drugiej strony, obok siebie ma Wojciecha Kędziorę, który jest już bardzo doświadczonym piłkarzem i to nie jest tak, że Świerczok jest zbawieniem Piasta. To on się musi dopasować do tej drużyny, jest młodym chłopakiem, więc jeżeli tego nie zrobi, to będzie miał problemy. Piast to zespół bez gwiazd, ale dobry kolektyw i miejmy nadzieję, że nie będzie „gwiazdorzył”, tylko coś da tej drużynie, bo z tego będzie rozliczany.

Drugim ściągniętym napastnikiem był Adrian Sikora. Jak pan ocenia to, że trenerzy zdecydowali się dać mu szansę po kompletnie nieudanym sezonie w Podbeskidziu?

- Bardzo dobrze, że dostał tę szansę, bo każdy zasłużył na kolejną. Jeżeli w Piaście nie da rady, to dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że czas Sikory minął. Patrząc, z jakimi problemami borykał się przed przyjazdem do Bielska-Białej, można było się spodziewać, że będzie bez formy. Bardzo mało grał przez dwa lata poprzedzające powrót do Polski. Nawet w naszej lidze trzeba jakąś formę prezentować. Adrian będzie chciał coś udowodnić kibicom, mediom. Jeżeli ktoś potrafi strzelać bramki, to tylko kwestia dobrego przygotowania i chęci, a wtedy może coś tej drużynie dać.

Rozmawiał Michał Trela.

autor: Michał Trela

Przeczytaj również