Radosław Gilewicz: Mam nadzieję, że bielscy działacze wytrzymają ciśnienie
02.10.2012
Chciałbym porozmawiać o zbliżającym się meczu Podbeskidzia z Górnikiem. Czy w obecnej formie obu drużyn ma pan jakiekolwiek wątpliwości, co do końcowego wyniku?
Radosław Gilewicz: - To może być teoretycznie łatwe spotkanie dla Górnika Zabrze. Choćby ze względu na to, że Górnik jest w dobrej dyspozycji, pokonał mistrza Polski wysoko i w bardzo dobrym stylu. Ale gra z takim przeciwnikiem, który już od 13 ligowych spotkań nie wygrał, a więc to jest bardzo długa seria. Podbeskidzie, wygrywając, nie potrafi dotrzymać wyniku do końca, czego przykładem był chociażby ostatni mecz z Ruchem. To przeciwnik, który nie ma nic do stracenia. Może być groźny dla Górnika, ale nie musi. Dyspozycja dnia znowu zadecyduje, tak jak często w naszych klubach to wygląda. Faworytem na pewno jest Górnik, to nie ulega żadnej wątpliwości, ale równie dobrze to może być dla zabrzan ciężkie spotkanie. Nie musi, ale może być.
W ostatnim meczu ze Śląskiem Wrocław przełamał się strzelecko Prejuce Nakoulma. Czy pan, jako były napastnik, zgodzi się, że teraz, gdy nikt nie liczy mu już minut bez strzelonej bramki, może mu się grać zdecydowanie lepiej?
- Zdecydowanie. Jestem wręcz przekonany, że to może być dla niego decydujący moment. Z perspektywy byłego napastnika mogę powiedzieć, że rzeczywiście, kiedy wszyscy liczą minuty, jest krytyka, nie docenia się dobrych spotkań, w których się bramki nie strzeliło, bo napastnicy są rozliczani tylko z goli, gra się ciężko. Nakoulma miał dobre spotkania, ale nie zdobywał bramek i czuł się niedoceniany przez wszystkich. To może być kluczowe. Teraz może mu być łatwiej dochodzić do pozycji strzeleckich i zdobywać bramki. Może brzmi to troszeczkę śmiesznie, ale tak jest. Wtedy się już nie myśli, co będzie, kiedy się nie strzeli, tylko po prostu jest ta pewność siebie przed bramką, więc gra się zdecydowanie inaczej.
Przejdźmy do Podbeskidzia. Czy pana zdaniem tej drużynie zwyczajnie brakuje jakości?
- W tym momencie, że Podbeskidziu brakuje mocnego kolektywu. Bielszczanie są drugi rok w ekstraklasie i jak wiemy dobrze, to jest najtrudniejszy okres. Popatrzmy na niemiecką Bundesligę, w której Augsburg jest na ostatnim miejscu, a w zeszłym roku jako beniaminek spisywał się nawet dobrze i utrzymał się bez problemów. W tym roku ma na razie ogromne problemy. Tak było, jest i będzie. Coś w tym jest, że beniaminek ma w drugim roku zdecydowanie ciężej. Brakuje w Podbeskidziu jednego meczu na przełamanie. Jeżeliby drużyna prowadziła i utrzymała to do końca, to wpłynęłoby to na nią zdecydowanie lepiej psychicznie. Wtedy gra się zdecydowanie lepiej gra. A teraz jest tylko odliczanie. Dziesięć, jedenaście, dwanaście... To wpływa na psychikę poszczególnych piłkarzy. Nie ma teraz takiego mocnego kolektywu, który pozwoliłby odnieść jedno, czy drugie zwycięstwo. Być może wtedy drużyna bardziej by uwierzyła w siebie. A tak, z każdym kolejnym meczem bez wygranej gra się coraz trudniej.
A co z jakością piłkarską?
- Wydaje mi się, że jej nie brakuje. Porównując do innych drużyn ekstraklasowych, nie mają aż tak znacząco gorszego składu. Wydaje mi się, że rzecz w góralskim charakterze, którego ostatnio brakuje, a nie w umiejętnościach.
Trenerzy Podbeskidzia i Górnika są najdłużej nieprzerwanie pracującymi z jednym klubem ekstraklasy szkoleniowcami w Polsce. Czy pana zdaniem w Bielsku-Białej nadszedł już jednak czas na zmiany i drużynę powinien poprowadzić ktoś inny, czy byłoby to tylko szukanie drogi na skróty?
- Zdecydowanie to drugie. Jednak ja mam nadzieję, że działacze nie będą działać pod wpływem emocji, byle tylko coś zrobić. Mamy początek sezonu. A przypadek Górnika Zabrze najlepiej pokazuje, że warto przeczekać trudny moment i nie ulec presji mediów i kibiców. Trener Adam Nawałka miał taki okres, że w Zabrzu wszyscy chcieli jego głowy. Stało się inaczej, trudny moment został przetrzymany i teraz są tego efekty. Powtarzam, Podbeskidzie jest w stanie jeszcze coś dobrego zrobić. Wydaje mi się, że trener Kasperczyk to odczuwa, bo inaczej pewnie zrobiłby to samo co Michał Probierz w Wiśle Kraków, który widział, że nie ma już tej chemii z drużyną. Uważam, że ta tendencja pozwalająca na długą pracę trenerów, wpływa lepiej na drużyny niż efekt "nowej miotły", który może zadziała w jednym, czy dwóch spotkaniach, ale nie dłużej. Trener Waldemar Fornalik pracował w Ruchu długu zrobił wynik. Trener Nawałka też robi wynik i widać jego efekty pracy, więc dlaczego miałoby tak samo nie być za jakiś czas w Podbeskidziu? To jest ciężki okres, ale mam nadzieję, że uda się go przetrzymać.
Rozmawiał Michał Trela.
Radosław Gilewicz: - To może być teoretycznie łatwe spotkanie dla Górnika Zabrze. Choćby ze względu na to, że Górnik jest w dobrej dyspozycji, pokonał mistrza Polski wysoko i w bardzo dobrym stylu. Ale gra z takim przeciwnikiem, który już od 13 ligowych spotkań nie wygrał, a więc to jest bardzo długa seria. Podbeskidzie, wygrywając, nie potrafi dotrzymać wyniku do końca, czego przykładem był chociażby ostatni mecz z Ruchem. To przeciwnik, który nie ma nic do stracenia. Może być groźny dla Górnika, ale nie musi. Dyspozycja dnia znowu zadecyduje, tak jak często w naszych klubach to wygląda. Faworytem na pewno jest Górnik, to nie ulega żadnej wątpliwości, ale równie dobrze to może być dla zabrzan ciężkie spotkanie. Nie musi, ale może być.
W ostatnim meczu ze Śląskiem Wrocław przełamał się strzelecko Prejuce Nakoulma. Czy pan, jako były napastnik, zgodzi się, że teraz, gdy nikt nie liczy mu już minut bez strzelonej bramki, może mu się grać zdecydowanie lepiej?
- Zdecydowanie. Jestem wręcz przekonany, że to może być dla niego decydujący moment. Z perspektywy byłego napastnika mogę powiedzieć, że rzeczywiście, kiedy wszyscy liczą minuty, jest krytyka, nie docenia się dobrych spotkań, w których się bramki nie strzeliło, bo napastnicy są rozliczani tylko z goli, gra się ciężko. Nakoulma miał dobre spotkania, ale nie zdobywał bramek i czuł się niedoceniany przez wszystkich. To może być kluczowe. Teraz może mu być łatwiej dochodzić do pozycji strzeleckich i zdobywać bramki. Może brzmi to troszeczkę śmiesznie, ale tak jest. Wtedy się już nie myśli, co będzie, kiedy się nie strzeli, tylko po prostu jest ta pewność siebie przed bramką, więc gra się zdecydowanie inaczej.
Przejdźmy do Podbeskidzia. Czy pana zdaniem tej drużynie zwyczajnie brakuje jakości?
- W tym momencie, że Podbeskidziu brakuje mocnego kolektywu. Bielszczanie są drugi rok w ekstraklasie i jak wiemy dobrze, to jest najtrudniejszy okres. Popatrzmy na niemiecką Bundesligę, w której Augsburg jest na ostatnim miejscu, a w zeszłym roku jako beniaminek spisywał się nawet dobrze i utrzymał się bez problemów. W tym roku ma na razie ogromne problemy. Tak było, jest i będzie. Coś w tym jest, że beniaminek ma w drugim roku zdecydowanie ciężej. Brakuje w Podbeskidziu jednego meczu na przełamanie. Jeżeliby drużyna prowadziła i utrzymała to do końca, to wpłynęłoby to na nią zdecydowanie lepiej psychicznie. Wtedy gra się zdecydowanie lepiej gra. A teraz jest tylko odliczanie. Dziesięć, jedenaście, dwanaście... To wpływa na psychikę poszczególnych piłkarzy. Nie ma teraz takiego mocnego kolektywu, który pozwoliłby odnieść jedno, czy drugie zwycięstwo. Być może wtedy drużyna bardziej by uwierzyła w siebie. A tak, z każdym kolejnym meczem bez wygranej gra się coraz trudniej.
A co z jakością piłkarską?
- Wydaje mi się, że jej nie brakuje. Porównując do innych drużyn ekstraklasowych, nie mają aż tak znacząco gorszego składu. Wydaje mi się, że rzecz w góralskim charakterze, którego ostatnio brakuje, a nie w umiejętnościach.
Trenerzy Podbeskidzia i Górnika są najdłużej nieprzerwanie pracującymi z jednym klubem ekstraklasy szkoleniowcami w Polsce. Czy pana zdaniem w Bielsku-Białej nadszedł już jednak czas na zmiany i drużynę powinien poprowadzić ktoś inny, czy byłoby to tylko szukanie drogi na skróty?
- Zdecydowanie to drugie. Jednak ja mam nadzieję, że działacze nie będą działać pod wpływem emocji, byle tylko coś zrobić. Mamy początek sezonu. A przypadek Górnika Zabrze najlepiej pokazuje, że warto przeczekać trudny moment i nie ulec presji mediów i kibiców. Trener Adam Nawałka miał taki okres, że w Zabrzu wszyscy chcieli jego głowy. Stało się inaczej, trudny moment został przetrzymany i teraz są tego efekty. Powtarzam, Podbeskidzie jest w stanie jeszcze coś dobrego zrobić. Wydaje mi się, że trener Kasperczyk to odczuwa, bo inaczej pewnie zrobiłby to samo co Michał Probierz w Wiśle Kraków, który widział, że nie ma już tej chemii z drużyną. Uważam, że ta tendencja pozwalająca na długą pracę trenerów, wpływa lepiej na drużyny niż efekt "nowej miotły", który może zadziała w jednym, czy dwóch spotkaniach, ale nie dłużej. Trener Waldemar Fornalik pracował w Ruchu długu zrobił wynik. Trener Nawałka też robi wynik i widać jego efekty pracy, więc dlaczego miałoby tak samo nie być za jakiś czas w Podbeskidziu? To jest ciężki okres, ale mam nadzieję, że uda się go przetrzymać.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów