Radosław Gilewicz: Jest zastój. Kluby idą na przeczekanie (wywiad)
15.02.2012
Jak pan ocenia okienko transferowe w klubach ekstraklasowych z województwa śląskiego? Ktoś się w ogóle znacząco wzmocnił?
Radosław Gilewicz: - Jeżeli były jakieś wzmocnienia, to bardzo kontrolowane. Z różnych względów bardziej wyglądało mi to na korektę składu, niż jakieś duże wzmocnienia.
Nie ma pan wrażenia, że momentami było po prostu nudno?
- Powiem inaczej, trochę szerzej. Ogólnie w całej Europie jest widoczny zastój na rynku transferowym. Ten zimowy okres normalnie jest bardzo długi, a w tym roku przeciwnie, bardzo krótki. Co więcej, ze względu na mistrzostwa Europy kończymy już 5 maja. Rozgrywa się tylko kilkanaście spotkań, więc nie robi się zimą wielkich zmian. W Polsce mamy tylko dwa i pół miesiąca grania i wiele klubów - mam wrażenie - chce ten okres "przeczekać". W końcu ledwo się liga zacznie, a już się skończy. Zespoły przygotowują więc większe zmiany na letnie okienko transferowe. Nie ma też chyba specjalnego ciśnienia na zmiany. Liczą się dobre rezultaty. Kibice oczywiście chcieliby transferów, ale tutaj nasze kluby są ograniczane również przez względy finansowe. Myślę, że jakby Górnik Zabrze, Ruch Chorzów i Podbeskidzie Bielsko-Biała miały trochę więcej pieniążków, to więcej by zainwestowali. Z punktu widzenia kibiców jest więc nudno, ale liczą się końcowe wyniki. A trenerzy postarają się je osiągnąć tymi zawodnikami, których mają.
Porozmawiajmy o naszych klubach trochę konkretniej. Zacznijmy od zmian w Ruchu, który zajmuje najwyższe miejsce w tabeli...
- Tak naprawdę nie było w Chorzowie potrzeby zbyt dużych zmian. Przyszedł Andrzej Niedzielan, który zwiększy konkurencję w ataku. Przede wszystkim, musimy zobaczyć, jakie ma w tym momencie predyspozycje. Bo to nie jest tak, że Andrzej przychodzi i będzie od razu grał. Przynajmniej nie sądzę, żeby tak było. Do tej pory Ruch był silny przede wszystkim w ofensywie, więc nie podejrzewam, żeby Andrzej był w stanie wygryźć któregoś z napastników. Jednak ci trzej - Arkadiusz Piech, Maciej Jankowski i Paweł Abbott - mają dużą przewagę i w najbliższych tygodniach nie spodziewam się, żeby Niedzielan któregoś z nich dogonił.
Oprócz niego do klubu doszedł jeszcze Arkadiusz Lewiński...
- To zawodnik, który na pewno swoją szansę dostanie. Z pewnością będzie umiejętnie wprowadzany przez Waldemara Fornalika do drużyny, tak jak to ma miejsce z innymi młodymi piłkarzami. Nie będzie rzucony od razu na głęboką wodę. Wydaje mi się, że jeśli będzie prezentował odpowiedni poziom, dostanie szansę.
Do Podbeskidzia trafiło natomiast czterech zawodników.
- A czytałem, że mogli pozyskać Andrzeja Niedzielana i Macieja Iwańskiego! Mieli tam trafić, nie trafili. Podoba mi się, że wszystko jest tam takie przemyślane. Widać, że sztab szkoleniowy uważa grę w ofensywie za zadowalającą, a to on podejmuje decyzje. Prawdopodobnie Podbeskidzie dobrze zrobiło, choć z całą pewnością stwierdzić tego nie możemy.
A co z tymi, którzy ostatecznie do Bielska-Białej trafili?
- Ivan Ćurić pokazał skuteczność w swoim kraju, ale... tu jest w nowym państwie. Moim zdaniem nikogo nie będzie interesować, czego dokonał w Chorwacji, tak jak nikogo za granicą nie interesuje, czego dokonał polski piłkarz w naszym kraju. Na pewno dużym wzmocnieniem będzie Łukasz Mierzejewski. To dobry zawodnik, ograny, jeśli dobrze się wkomponuje, to sporo wniesie. Tyle, że pamiętajmy, iż nazwiska nie grają. Dajmy mu czas, tak jak Niedzielanowi. Na pewno wzmocni zespół jeśli chodzi o doświadczenie, a czas pokaże, czy będzie się w stanie przebić do składu.
Zostaje nam wreszcie Górnik...
- Tutaj zmiany były największe. Czas zweryfikuje, czy ta drużyna jest już gotowa. Moim zdaniem to będą ciężkie miesiące dla Górnika, ale staram się patrzeć bardziej optymistycznie, bo też potencjał nowych piłkarzy jest adekwatny do tego, który prezentowali ci, którzy odeszli. Za Daniela Gołębiewskiego przyszedł Michał Zieliński, odszedł Adam Banaś, do Zabrza trafił za niego Ołeksandr Szeweluchin. Nie znam tego zawodnika, więc nie jestem w stanie powiedzieć, czy to wzmocnienie. A Banaś? Cóż, to była ikona klubu, ale każdy jest do zastąpienia. Wydaje mi się, że ta drużyna ma potencjał na spokojne utrzymanie.
A jakie jest pana zdanie w kwestii Tomasza Zahorskiego? Górnik zrobił dobry interes, czy jeszcze za nim zatęskni?
- Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że w ostatnich miesiącach, a nawet roku było widać, że ten piłkarz już się w Zabrzu wypalił. Z jego punktu widzenia, transfer do MSV Duisburg to był dobry krok, bo zawodnik potrzebuje takiej motywacji. Tu był wypalony, za długo grał w Górniku. Nie wykorzystał pięciu minut po mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii, kiedy mógł wyjechać, a nie wyjechał. Wpadł tutaj w szarzyznę, oczekiwania były większe, a on ich nie spełnił, mimo że to utalentowany gracz.
A z perspektywy Górnika?
- Na pewno zszedł z kosztów... To był drogi w utrzymaniu piłkarz, a jak wiadomo Górnik boryka się z problemami finansowymi. Myślę, że już teraz są w Zabrzu zawodnicy, którzy mogą go zastąpić. Trener Adam Nawałka jest w stanie zapełnić tę lukę i mówię to z całą świadomością.
Rozmawiał Michał Trela.
Radosław Gilewicz: - Jeżeli były jakieś wzmocnienia, to bardzo kontrolowane. Z różnych względów bardziej wyglądało mi to na korektę składu, niż jakieś duże wzmocnienia.
Nie ma pan wrażenia, że momentami było po prostu nudno?
- Powiem inaczej, trochę szerzej. Ogólnie w całej Europie jest widoczny zastój na rynku transferowym. Ten zimowy okres normalnie jest bardzo długi, a w tym roku przeciwnie, bardzo krótki. Co więcej, ze względu na mistrzostwa Europy kończymy już 5 maja. Rozgrywa się tylko kilkanaście spotkań, więc nie robi się zimą wielkich zmian. W Polsce mamy tylko dwa i pół miesiąca grania i wiele klubów - mam wrażenie - chce ten okres "przeczekać". W końcu ledwo się liga zacznie, a już się skończy. Zespoły przygotowują więc większe zmiany na letnie okienko transferowe. Nie ma też chyba specjalnego ciśnienia na zmiany. Liczą się dobre rezultaty. Kibice oczywiście chcieliby transferów, ale tutaj nasze kluby są ograniczane również przez względy finansowe. Myślę, że jakby Górnik Zabrze, Ruch Chorzów i Podbeskidzie Bielsko-Biała miały trochę więcej pieniążków, to więcej by zainwestowali. Z punktu widzenia kibiców jest więc nudno, ale liczą się końcowe wyniki. A trenerzy postarają się je osiągnąć tymi zawodnikami, których mają.
Porozmawiajmy o naszych klubach trochę konkretniej. Zacznijmy od zmian w Ruchu, który zajmuje najwyższe miejsce w tabeli...
- Tak naprawdę nie było w Chorzowie potrzeby zbyt dużych zmian. Przyszedł Andrzej Niedzielan, który zwiększy konkurencję w ataku. Przede wszystkim, musimy zobaczyć, jakie ma w tym momencie predyspozycje. Bo to nie jest tak, że Andrzej przychodzi i będzie od razu grał. Przynajmniej nie sądzę, żeby tak było. Do tej pory Ruch był silny przede wszystkim w ofensywie, więc nie podejrzewam, żeby Andrzej był w stanie wygryźć któregoś z napastników. Jednak ci trzej - Arkadiusz Piech, Maciej Jankowski i Paweł Abbott - mają dużą przewagę i w najbliższych tygodniach nie spodziewam się, żeby Niedzielan któregoś z nich dogonił.
Oprócz niego do klubu doszedł jeszcze Arkadiusz Lewiński...
- To zawodnik, który na pewno swoją szansę dostanie. Z pewnością będzie umiejętnie wprowadzany przez Waldemara Fornalika do drużyny, tak jak to ma miejsce z innymi młodymi piłkarzami. Nie będzie rzucony od razu na głęboką wodę. Wydaje mi się, że jeśli będzie prezentował odpowiedni poziom, dostanie szansę.
Do Podbeskidzia trafiło natomiast czterech zawodników.- A czytałem, że mogli pozyskać Andrzeja Niedzielana i Macieja Iwańskiego! Mieli tam trafić, nie trafili. Podoba mi się, że wszystko jest tam takie przemyślane. Widać, że sztab szkoleniowy uważa grę w ofensywie za zadowalającą, a to on podejmuje decyzje. Prawdopodobnie Podbeskidzie dobrze zrobiło, choć z całą pewnością stwierdzić tego nie możemy.
A co z tymi, którzy ostatecznie do Bielska-Białej trafili?
- Ivan Ćurić pokazał skuteczność w swoim kraju, ale... tu jest w nowym państwie. Moim zdaniem nikogo nie będzie interesować, czego dokonał w Chorwacji, tak jak nikogo za granicą nie interesuje, czego dokonał polski piłkarz w naszym kraju. Na pewno dużym wzmocnieniem będzie Łukasz Mierzejewski. To dobry zawodnik, ograny, jeśli dobrze się wkomponuje, to sporo wniesie. Tyle, że pamiętajmy, iż nazwiska nie grają. Dajmy mu czas, tak jak Niedzielanowi. Na pewno wzmocni zespół jeśli chodzi o doświadczenie, a czas pokaże, czy będzie się w stanie przebić do składu.
Zostaje nam wreszcie Górnik...
- Tutaj zmiany były największe. Czas zweryfikuje, czy ta drużyna jest już gotowa. Moim zdaniem to będą ciężkie miesiące dla Górnika, ale staram się patrzeć bardziej optymistycznie, bo też potencjał nowych piłkarzy jest adekwatny do tego, który prezentowali ci, którzy odeszli. Za Daniela Gołębiewskiego przyszedł Michał Zieliński, odszedł Adam Banaś, do Zabrza trafił za niego Ołeksandr Szeweluchin. Nie znam tego zawodnika, więc nie jestem w stanie powiedzieć, czy to wzmocnienie. A Banaś? Cóż, to była ikona klubu, ale każdy jest do zastąpienia. Wydaje mi się, że ta drużyna ma potencjał na spokojne utrzymanie.
A jakie jest pana zdanie w kwestii Tomasza Zahorskiego? Górnik zrobił dobry interes, czy jeszcze za nim zatęskni?
- Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że w ostatnich miesiącach, a nawet roku było widać, że ten piłkarz już się w Zabrzu wypalił. Z jego punktu widzenia, transfer do MSV Duisburg to był dobry krok, bo zawodnik potrzebuje takiej motywacji. Tu był wypalony, za długo grał w Górniku. Nie wykorzystał pięciu minut po mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii, kiedy mógł wyjechać, a nie wyjechał. Wpadł tutaj w szarzyznę, oczekiwania były większe, a on ich nie spełnił, mimo że to utalentowany gracz.
A z perspektywy Górnika?
- Na pewno zszedł z kosztów... To był drogi w utrzymaniu piłkarz, a jak wiadomo Górnik boryka się z problemami finansowymi. Myślę, że już teraz są w Zabrzu zawodnicy, którzy mogą go zastąpić. Trener Adam Nawałka jest w stanie zapełnić tę lukę i mówię to z całą świadomością.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów