"Przespaliśmy pierwszą połowę"
Drużyna spod Klimczoka zanotowała czwarty kolejny remis, pod szkoleniowym okiem Jana Kociana wygrała tylko jeden z pięciu meczów. Wczoraj słabo zaprezentowała się przed przerwa, po zmianie stron lepiej, ale straciła bramkę, musiała zatem gonić wynik. – Do tego meczu nie weszliśmy tak, jak powinniśmy i jak to sobie zakładaliśmy przed spotkaniem. Graliśmy bardzo nerwowo, próbowaliśmy rozgrywać akcje środkiem boiska, ponieważ skrzydła nie dawały takiej jakość jak powinny. Przespaliśmy pierwszą połowę, w tej części meczu rywale grali od nas lepiej. W szatni porozmawialiśmy z zawodnikami i nasza gra zaczęła wyglądać lepiej po przerwie. Niestety straciliśmy gola z kontrataku, udało się wyrównać, ale remis w naszej sytuacji niewiele nam daje – ocenił trener Kocian.
Po dwóch porażkach 0:1 premierową zdobycz po zmianie szkoleniowca wywalczył MKS Kluczbork. – Mimo, że przyszło nam grać kolejne spotkanie w mikrocyklu – w środę graliśmy zaległy mecz ze Stomilem Olsztyn, za nami daleka podróż, gra na ciężkim boisku, która kosztowała nas sporo sił – to mówiłem swoim zawodnikom, żeby o tym nie myśleli. Mieliśmy się skupić tylko na Podbeskidziu. Wpajaliśmy także graczom, że Podbeskidzie w tym meczu gra o trzy punkty i powinna to być dla nich formalność, ponieważ jesteśmy na końcu tabeli, ale dlatego właśnie nasza ambicja i wola walki mogła zrównoważyć atuty rywala. Kazałem piłkarzom grać bardzo agresywnie. Mieliśmy nękać obrońców, utrudniać im rozegranie i zagęścić środek boiska. Udało nam się parę razy odebrać piłkę i zagrozić bielszczanom. Ten mecz na pewno sporo nas kosztował i jeśli chodzi o kondycję, to odbiło się to na nas w końcówce. Grając z zespołem tej klasy nie możemy sobie pozwolić na marnowanie tylu sytuacji. W przerwie mówiłem swoim zawodnikom, żeby wierzyli w siebie i w końcu udało nam się strzelić upragnioną bramkę. W drugiej połowie Podbeskidzie podkręciło tempo, ale udało nam się to wytrzymać – skomentował podział punktów odpowiedzialny od niedawna za wyniki MKS-u Tomasz Asensky.