Prezes Podbeskidzia: W klubie zbyt lekką ręką wydawano duże pieniądze
09.02.2013
Rozmawiamy po ceremonii wręczenia bielskich "Harnasi". Jest pan rozczarowany, że Podbeskidzie tym razem nie dostało żadnej statuetki?
Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia: - Nie, absolutnie. Są lata tłuste i są lata chude. Wiadomo, że obecnie przeżywamy pewnego rodzaju kryzys, drużyna nie osiągnęła żadnego znaczącego wyniku sportowego. Nikogo ten wynik nie satysfakcjonuje. Mamy za sobą sporo zmian, przeprowadzanych z nadzieją na to, że będzie lepiej i znów będzie się można w mieście szczycić piłkarzami.
Z tego, co mi wiadomo, jest pan świeżo po powrocie z Turcji. Jakie wieści pan przywozi?
- Byłem z piłkarzami przez trzy dni. Powiem szczerze, że jestem zbudowany postawą tych chłopaków. Pomijając te dwa zwycięstwa w meczach sparingowych, ale w zespole zapanował taki nowy duch. Chyba wszyscy zapomnieli o tym, co było w poprzedniej rundzie i złapali ducha walki. Moja ocena sparingów też była jednoznaczna - nie można mówić, że tej drużynie czegoś brakuje piłkarsko. Ten zespół może wiele zdziałać i osiągnąć sporo zaskakujących wyników. Nie wiem, jaki będzie rezultat końcowy, ale na pewno stać tę drużynę na wiele. To, co się dzieje w Turcji, to jak się przykładają do pracy, jak się przygotowują mentalnie, jest sporą zmianą i to budującą, napawającą mnie optymizmem.
Po tym pierwszym gorącym miesiącu pana urzędowania, teraz jest trochę spokojniej?
- Oczywiście, zaczęliśmy, mówiąc kolokwialnie, od sprzątania. Z 12 zawodnikami rozwiązaliśmy kontrakty, nie mając jeszcze sprecyzowanych naszych oczekiwań. Samo to, że kadra została trochę uszczuplona, a za to wzmocniona bardzo obiecującymi czterema juniorami, bardzo mnie cieszy. Ja byłem zbudowany ich postawą. Przyglądałem się szczególnie tym młodym chłopakom. Mam na myśli Zakrzewskiego, Bujoka, Janeczkę i Gołucha. To są naprawdę chłopcy, którzy w przyszłości mogą stanowić o sile tego zespołu. Przypomina mi się powiedzenie: cudze chwalicie, swojego nie znacie. W ostatniej chwili zdecydowałem, żeby na zgrupowanie pojechali Bujok i Zakrzewski i jestem pod ich wrażeniem. Trener zresztą tak samo. Obaj dostali szansę od pierwszej minuty tego drugiego sparingu i muszę panu powiedzieć, że nie było widać różnicy piłkarskiej. Pewnie, że w niektórych momentach nadrabiali cechami wolicjonalnymi, ale takie szanse trzeba dawać. Myślę, że na dłużej się zadomowią w kadrze pierwszego zespołu i to jest właśnie droga, którą zmierzamy.
Wszystkie cele transferowe na tę zimę udało się zrealizować czy wciąż się za kimś rozglądacie?
- Nie do końca. Troszkę mamy z trenerem niedosyt. Przydałby się jeszcze nam nominalny, ofensywny lewy pomocnik. Taka typowa lewa noga, bo tego w drużynie brakuje. Tu jest jeszcze wakat. Wciąż prowadzę jakieś rozmowy. Ale chciałbym zaznaczyć, że nie będziemy robili tego transferu za wszelką cenę, bo mieliśmy propozycję Kameruńczyka, byliśmy na niego zdecydowani, chcieliśmy z niego postawić, ale jego oczekiwania finansowe były ponad miarę. Trzeba mierzyć siły na zamiary i tak wysokich kontraktów Podbeskidzie nie będzie podpisywało.
Straciliście natomiast Kamila Adamka. Nadal jesteście nim zainteresowani, czy chcecie już zamknąć ten temat?
- Temat Kamila Adamka jest w dalszym ciągu. Nawet w piątek przeprowadziłem kilka rozmów o nim. Rozmawiałem dwukrotnie z prezesem Drzewiarza Jasienica. Myślę, że sam Kamil Adamek powinien zweryfikować, co się wydarzyło i - obojętne czy z menedżerem, czy bez niego - powinien wyciągnąć racjonalne wnioski. Myślę, że pan menedżer trochę przesadza. Pewnych rzeczy sam Adamek nie wymyślił. To zachowanie Adamka musi być sterowane i niepotrzebnie kreowane. To jest dorosły facet i powinien pomyśleć, co chce robić. A przede wszystkim, powinien pomyśleć, że w dalszym ciągu chce grać w piłkę, a nie zajmować się jakąś polityką i słuchać podpowiadaczy z boku. To nie jest nastoletni chłopak, tylko dorosły człowiek. Być może jeszcze znajdziemy jakąś nić porozumienia, bo my w dalszym ciągu chcemy. Ale ja troszkę przewidziałem ten scenariusz. Podejrzewałem, że oni się zaczną kłócić, będą rozwiązywać swoje racje przez sądy, a sam Kamil Adamek zostanie na lodzie. I tak też się stało.
Mówi pan o rozwiązaniu 12 kontraktów, ale nie wszystkie się udało rozwiązać. Wciąż w kadrze zespołu jest Mateusz Niechciał...
- To jest problem i dla zawodnika i dla klubu. W piątek również długo pracowałem nad tym tematem. Ale to też świadczy o doborze zawodników wcześniej. Piłkarz niezweryfikowany, który nie potrafił się załapać do meczowej kadry, ma nagle kontrakt trzy- czy czteroletni. Podpisywało się kontrakty za duże pieniądze, bez weryfikacji. To jest jakieś nieporozumienie. Moim zdaniem zbyt lekką ręką wydawano duże pieniądze w Podbeskidziu i sprawa Niechciała jest właśnie tego efektem. Wszystko szło za łatwo i zawodnicy są przewartościowani. Niektóre inne kontrakty też były ponad miarę Podbeskidzia.
Mówi pan, że "cudze chwalicie, swojego nie znacie", tymczasem do kadry na obóz nie załapał się wychowanek Damian Byrtek. Dlaczego?
- Trener powiedział mi: "Ja Byrtka nie widzę w podstawowym składzie." W przypadku tego chłopaka, wydaje mi się więc, że najlepszym rozwiązaniem będzie wypożyczenie go do miejsca, w którym będzie grał. Jeśli będzie siedział na ławce, będzie się uwsteczniał. Chcieliśmy zrobić wszystko, by ograł się w innej drużynie. W tej chwili pojawiła się bardzo ciekawa oferta rocznego wypożyczenia z Polonii Warszawa. Być może wskutek tego, że kilku zawodników opuściło obóz tego klubu, zrobi się miejsce dla niego. 28 zdobytych punktów pozwala warszawianom myśleć optymistycznie i młodzieżą, uzupełnioną kilkoma wartościowymi zawodnikami, mogą zdobyć punkty, które zapewnią im byt w ekstraklasie. Osobną sprawą jest licencja. Ale wracając do pana pytania. Jeśli tylko usłyszę deklarację, że Byrtek będzie grał w Polonii, chciałbym go wypożyczyć, lecz z opcją, że trener Podbeskidzia będzie mógł go ściągnąć, a nie jak dotychczas, że zawodnik musi wyrazić zgodę na powrót. Myślę, że wyjdzie to z korzyścią przede wszystkim dla Byrtka.
Rozmawiał Michał Trela.
Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia: - Nie, absolutnie. Są lata tłuste i są lata chude. Wiadomo, że obecnie przeżywamy pewnego rodzaju kryzys, drużyna nie osiągnęła żadnego znaczącego wyniku sportowego. Nikogo ten wynik nie satysfakcjonuje. Mamy za sobą sporo zmian, przeprowadzanych z nadzieją na to, że będzie lepiej i znów będzie się można w mieście szczycić piłkarzami.
Z tego, co mi wiadomo, jest pan świeżo po powrocie z Turcji. Jakie wieści pan przywozi?
- Byłem z piłkarzami przez trzy dni. Powiem szczerze, że jestem zbudowany postawą tych chłopaków. Pomijając te dwa zwycięstwa w meczach sparingowych, ale w zespole zapanował taki nowy duch. Chyba wszyscy zapomnieli o tym, co było w poprzedniej rundzie i złapali ducha walki. Moja ocena sparingów też była jednoznaczna - nie można mówić, że tej drużynie czegoś brakuje piłkarsko. Ten zespół może wiele zdziałać i osiągnąć sporo zaskakujących wyników. Nie wiem, jaki będzie rezultat końcowy, ale na pewno stać tę drużynę na wiele. To, co się dzieje w Turcji, to jak się przykładają do pracy, jak się przygotowują mentalnie, jest sporą zmianą i to budującą, napawającą mnie optymizmem.
Po tym pierwszym gorącym miesiącu pana urzędowania, teraz jest trochę spokojniej?
- Oczywiście, zaczęliśmy, mówiąc kolokwialnie, od sprzątania. Z 12 zawodnikami rozwiązaliśmy kontrakty, nie mając jeszcze sprecyzowanych naszych oczekiwań. Samo to, że kadra została trochę uszczuplona, a za to wzmocniona bardzo obiecującymi czterema juniorami, bardzo mnie cieszy. Ja byłem zbudowany ich postawą. Przyglądałem się szczególnie tym młodym chłopakom. Mam na myśli Zakrzewskiego, Bujoka, Janeczkę i Gołucha. To są naprawdę chłopcy, którzy w przyszłości mogą stanowić o sile tego zespołu. Przypomina mi się powiedzenie: cudze chwalicie, swojego nie znacie. W ostatniej chwili zdecydowałem, żeby na zgrupowanie pojechali Bujok i Zakrzewski i jestem pod ich wrażeniem. Trener zresztą tak samo. Obaj dostali szansę od pierwszej minuty tego drugiego sparingu i muszę panu powiedzieć, że nie było widać różnicy piłkarskiej. Pewnie, że w niektórych momentach nadrabiali cechami wolicjonalnymi, ale takie szanse trzeba dawać. Myślę, że na dłużej się zadomowią w kadrze pierwszego zespołu i to jest właśnie droga, którą zmierzamy.
Wszystkie cele transferowe na tę zimę udało się zrealizować czy wciąż się za kimś rozglądacie?
- Nie do końca. Troszkę mamy z trenerem niedosyt. Przydałby się jeszcze nam nominalny, ofensywny lewy pomocnik. Taka typowa lewa noga, bo tego w drużynie brakuje. Tu jest jeszcze wakat. Wciąż prowadzę jakieś rozmowy. Ale chciałbym zaznaczyć, że nie będziemy robili tego transferu za wszelką cenę, bo mieliśmy propozycję Kameruńczyka, byliśmy na niego zdecydowani, chcieliśmy z niego postawić, ale jego oczekiwania finansowe były ponad miarę. Trzeba mierzyć siły na zamiary i tak wysokich kontraktów Podbeskidzie nie będzie podpisywało.
Straciliście natomiast Kamila Adamka. Nadal jesteście nim zainteresowani, czy chcecie już zamknąć ten temat?
- Temat Kamila Adamka jest w dalszym ciągu. Nawet w piątek przeprowadziłem kilka rozmów o nim. Rozmawiałem dwukrotnie z prezesem Drzewiarza Jasienica. Myślę, że sam Kamil Adamek powinien zweryfikować, co się wydarzyło i - obojętne czy z menedżerem, czy bez niego - powinien wyciągnąć racjonalne wnioski. Myślę, że pan menedżer trochę przesadza. Pewnych rzeczy sam Adamek nie wymyślił. To zachowanie Adamka musi być sterowane i niepotrzebnie kreowane. To jest dorosły facet i powinien pomyśleć, co chce robić. A przede wszystkim, powinien pomyśleć, że w dalszym ciągu chce grać w piłkę, a nie zajmować się jakąś polityką i słuchać podpowiadaczy z boku. To nie jest nastoletni chłopak, tylko dorosły człowiek. Być może jeszcze znajdziemy jakąś nić porozumienia, bo my w dalszym ciągu chcemy. Ale ja troszkę przewidziałem ten scenariusz. Podejrzewałem, że oni się zaczną kłócić, będą rozwiązywać swoje racje przez sądy, a sam Kamil Adamek zostanie na lodzie. I tak też się stało.
Mówi pan o rozwiązaniu 12 kontraktów, ale nie wszystkie się udało rozwiązać. Wciąż w kadrze zespołu jest Mateusz Niechciał...
- To jest problem i dla zawodnika i dla klubu. W piątek również długo pracowałem nad tym tematem. Ale to też świadczy o doborze zawodników wcześniej. Piłkarz niezweryfikowany, który nie potrafił się załapać do meczowej kadry, ma nagle kontrakt trzy- czy czteroletni. Podpisywało się kontrakty za duże pieniądze, bez weryfikacji. To jest jakieś nieporozumienie. Moim zdaniem zbyt lekką ręką wydawano duże pieniądze w Podbeskidziu i sprawa Niechciała jest właśnie tego efektem. Wszystko szło za łatwo i zawodnicy są przewartościowani. Niektóre inne kontrakty też były ponad miarę Podbeskidzia.
Mówi pan, że "cudze chwalicie, swojego nie znacie", tymczasem do kadry na obóz nie załapał się wychowanek Damian Byrtek. Dlaczego?
- Trener powiedział mi: "Ja Byrtka nie widzę w podstawowym składzie." W przypadku tego chłopaka, wydaje mi się więc, że najlepszym rozwiązaniem będzie wypożyczenie go do miejsca, w którym będzie grał. Jeśli będzie siedział na ławce, będzie się uwsteczniał. Chcieliśmy zrobić wszystko, by ograł się w innej drużynie. W tej chwili pojawiła się bardzo ciekawa oferta rocznego wypożyczenia z Polonii Warszawa. Być może wskutek tego, że kilku zawodników opuściło obóz tego klubu, zrobi się miejsce dla niego. 28 zdobytych punktów pozwala warszawianom myśleć optymistycznie i młodzieżą, uzupełnioną kilkoma wartościowymi zawodnikami, mogą zdobyć punkty, które zapewnią im byt w ekstraklasie. Osobną sprawą jest licencja. Ale wracając do pana pytania. Jeśli tylko usłyszę deklarację, że Byrtek będzie grał w Polonii, chciałbym go wypożyczyć, lecz z opcją, że trener Podbeskidzia będzie mógł go ściągnąć, a nie jak dotychczas, że zawodnik musi wyrazić zgodę na powrót. Myślę, że wyjdzie to z korzyścią przede wszystkim dla Byrtka.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa