Prezes Podbeskidzia: Nikt w tej sytuacji nie może spać spokojnie

29.09.2012
- Jestem świadom tego, że w poniedziałek przystąpimy do pracy, rozmów, a kto wie, czy nie decyzji. Sytuacja wymaga działań - mówi Marek Glogaza, prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała.
Jak rzadko, chciałbym spytać o sprawy sportowe. Jak pan ocenia początek sezonu w wykonaniu Podbeskidzia?

Marek Glogaza, prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Źle. Nie ma co owijać w bawełnę. Źle. Nawet bardzo źle. Zawsze staram się nie podejmować decyzji pod wpływem emocji. Trzeba się z tym, mówiąc kolokwialnie, przespać, natomiast absolutnie nie można tego tak zostawić. Ja jestem świadom tego, że w poniedziałek przystąpimy do rozmów, pracy, a kto wie, czy nie decyzji...

Trener Robert Kasperczyk może spać spokojnie?

- Nikt z nas nie może spać spokojnie, bo sytuacja wymaga natychmiastowych działań. Natomiast absolutnie w tej chwili nie myśli się o zmianie pierwszego trenera. Naturalnie, że trzeba jednak podjąć decyzje, kto wie, czy nie również kadrowe. Mam tu na myśli niższy szczebel, bo ewidentnie widać, że coś tu nie gra. Zwłaszcza chodzi chyba o mentalność, albo przygotowanie fizyczne. Staram się na ten temat bardzo często rozmawiać z trenerem, po przyszłym tygodniu mamy posiedzenie rady nadzorczej, na które jest zaproszony trener i będziemy się wspólnie zastanawiać, ale na pewno decyzje trzeba podejmować. Nie można zostawić tego tak, jak jest.

Wiadomo było od początku, że terminarz jest ciężki, ale czy w najczarniejszych snach wyobrażał sobie taki start drużyny w ekstraklasie?

- Trudno było mi wyobrazić sobie coś takiego. To również dla mnie osobiście jest spory egzamin na wytrzymałość.

Jak panu, jako prezesowi, patrzy się na postawę drużyny na boisku?

- Naturalnie, że nie jest mi łatwo, bo ja w dużej mierze jestem za to odpowiedzialny i w sporej części muszę to wziąć na siebie. Jestem również kibicem, więc przeżywam to w dwójnasób. Rozmawiam z moimi kolegami kibicami, słyszę ich opinie i rzeczywiście nie jest to rzecz, która by przynosiła satysfakcję. Natomiast to nie oznacza, że trzeba się załamywać. To oznacza, że trzeba po prostu zacząć podejmować decyzje.

Bierze pan pod uwagę spotkanie i rozmowę z drużyną?

- Myślę, że nie jest dobrym rozwiązaniem, póki zarząd i rada nadzorcza mają zaufanie do trenera, podkopywanie jego autorytetu w taki sposób. Nie powinno się wchodzić między niego a zawodników bezpośrednio. Być może indywidualne rozmowy są rzeczywiście potrzebne, ale nie sądzę, by dobrym rozwiązaniem było wchodzenie zarządu, dyrektorów do szatni i zastępowanie w tej sprawie trenera.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również