Prezes Podbeskidzia: Nie ma co się obrażać na PZPN, czy rzeczywistość
30.06.2011
Okrzesik swój wyjazd do Warszawy ocenia ambiwalentnie. - Remis. Tak bym to ocenił. Mamy licencję, ale musimy grać na stadionie w Wodzisławiu. Ja jednak powtórzę jeszcze raz - zrobimy wszystko, żeby jak najszybciej wrócić do Bielska-Białej - mówi.
Skoro wrócić, to czy w klubie już pogodzili się z tym, że inauguracja z Jagiellonią Białystok odbędzie się w Wodzisławiu? - Nie. Po prostu trudno ocenić, czy jest szansa na rozegranie tego meczu w Bielsku-Białej. W tej sprawie nic nie zależy od klubu. Jest bardzo duża szansa, że do 17 lipca wszystko na naszym obiekcie będzie poprawione. Wtedy niezwłocznie zwrócimy się do PZPN-u z prośbą o lustrację, ale nie mam pojęcia, czy jest szansa na to, żeby odbyła się ona w ciągu tych 12 dni, które pozostaną do ligi i czy w tym czasie może się zebrać komisja licencyjna. Nie wiem tego.... - tłumaczy prezes "Górali".
Decyzja komisji odwoławczej nie jest jednak dla niego żadnym zaskoczeniem. Nie ma też o nią pretensji. - Nie ma co się obrażać na związek, czy na rzeczywistość. Komisję interesuje stan, jaki jest na dziś. A na dziś stadion miejski nie spełnia wymogów ekstraklasowych. Gdyby ktoś zrobił lustrację teraz, to zauważyłby, że nie ma żadnych krzesełek. Nie było więc specjalnych możliwości dyskusji, czy szans na przedstawienie naszych argumentów. Uważam, że to uczciwe postawienie sprawy. Chodzi tylko o to, żeby dać nam szansę. Jeżeli się poprawimy to ją dostaniemy - twierdzi Okrzesik.
Prezes podsumował też całą batalię o licencję. - Było z tym trochę nerwów. Mogliśmy pójść od razu po linii najmniejszego oporu i zgłosić stadion w Wodzisławiu, ale chcieliśmy spróbować wojen i uważam, że warto było. Chcieliśmy i nadal chcemy przekonać PZPN, że możemy grać w Bielsku przez ten okres przejściowy, kiedy będzie się toczyć budowa nowego stadionu. To było nasze świadome ryzyko - kończy Janusz Okrzesik.
Skoro wrócić, to czy w klubie już pogodzili się z tym, że inauguracja z Jagiellonią Białystok odbędzie się w Wodzisławiu? - Nie. Po prostu trudno ocenić, czy jest szansa na rozegranie tego meczu w Bielsku-Białej. W tej sprawie nic nie zależy od klubu. Jest bardzo duża szansa, że do 17 lipca wszystko na naszym obiekcie będzie poprawione. Wtedy niezwłocznie zwrócimy się do PZPN-u z prośbą o lustrację, ale nie mam pojęcia, czy jest szansa na to, żeby odbyła się ona w ciągu tych 12 dni, które pozostaną do ligi i czy w tym czasie może się zebrać komisja licencyjna. Nie wiem tego.... - tłumaczy prezes "Górali".
Decyzja komisji odwoławczej nie jest jednak dla niego żadnym zaskoczeniem. Nie ma też o nią pretensji. - Nie ma co się obrażać na związek, czy na rzeczywistość. Komisję interesuje stan, jaki jest na dziś. A na dziś stadion miejski nie spełnia wymogów ekstraklasowych. Gdyby ktoś zrobił lustrację teraz, to zauważyłby, że nie ma żadnych krzesełek. Nie było więc specjalnych możliwości dyskusji, czy szans na przedstawienie naszych argumentów. Uważam, że to uczciwe postawienie sprawy. Chodzi tylko o to, żeby dać nam szansę. Jeżeli się poprawimy to ją dostaniemy - twierdzi Okrzesik.
Prezes podsumował też całą batalię o licencję. - Było z tym trochę nerwów. Mogliśmy pójść od razu po linii najmniejszego oporu i zgłosić stadion w Wodzisławiu, ale chcieliśmy spróbować wojen i uważam, że warto było. Chcieliśmy i nadal chcemy przekonać PZPN, że możemy grać w Bielsku przez ten okres przejściowy, kiedy będzie się toczyć budowa nowego stadionu. To było nasze świadome ryzyko - kończy Janusz Okrzesik.
Polecane
Ekstraklasa