Prezes Podbeskidzia: Nie jestem tu po to, by być popularny (wywiad)
07.05.2012
Zacznijmy od spraw personalnych. Czy Sylwester Patejuk zostanie w przyszłym sezonie w Podbeskidziu?
Marek Glogaza: - Nie wiadomo jeszcze. Rozmowy są prowadzone.
A co z innymi zawodnikami?
- Zaraz po zakończeniu sezonu, kończymy negocjacje z kilkoma zawodnikami, robimy podsumowanie wspólnie ze sztabem trenerskim i decyzje zapadną niebawem. Proszę o cierpliwość. Dosłownie kilka, kilkanaście dni.
Nie uważa pan, że to dość późno na finiszowanie rozmów o nowych kontraktach?
- Nie sądzę. To są nasi "pracownicy". Wszyscy, którzy mają znać ważne fakty, dotyczące drużyny, je znają. Zostałem poproszony z drugiej strony, żeby pewne sprawy utrzymać jeszcze kilka dni w tajemnicy. Mogę tylko powiedzieć, że wszystko jest na dobrej drodze. A cele, które sobie stawiamy, to zbudowanie dobrego zespołu, to oparcie się na zawodnikach, którzy chcą się z tym regionem bardzo mocno związać. Niekoniecznie oczywiście stąd pochodzących, ale zostający tutaj na dłuższe lata nie tylko jako zawodnicy. Oprócz tego lekkie wzmocnienia i poszukiwanie nowych zawodników zwłaszcza w regionie. Podbeskidzie jest klubem całego regionu.
Czyli rewolucji latem nie będzie?
- Ja w ogóle jestem przeciwnikiem rewolucji.
Ktoś jeszcze może odejść, oprócz Sylwestra Patejuka?
- Prawdopodobnie tak, kilka osób odejdzie. Wolałbym nie mówić które, chociaż ich nazwiska są mi znane. Na razie nie będę ich ujawniał.
Co miał na myśli trener, mówiąc, że słaba postawa w ostatnich meczach nie jest przypadkiem?
- Nie chodzi o sprawy organizacyjne czy finansowe między klubem, a zarządem. Chodziło o sprawy sportowe.
Jakby się pan odniósł do tego, co się działo na trybunach w czasie meczu z Polonią Warszawa? Został pan dość ostro potraktowany...
- To jest trudny temat. Nie powiem, że to jest sprawa przyjemna, ale trzeba oddzielić dwie sprawy - formę tego protestu i rzeczywiste argumenty. Z formą nie będę dyskutował. Zastanowię się nad tym, czy warto jakieś kroki w tej sprawie podejmować. Ważniejszy w tym konkretnym przypadku jest sens tych protestów. Wszystkie argumenty, które podnosi stowarzyszenie kibiców, nie mają racji bytu. To są zarzuty wyssane z palca, hipotezy, wnioski, które nie mają w żadnym wypadku potwierdzenia w faktach. Natomiast powiem taką rzecz: to są młodzi, często nieroztropni ludzie. Mniejsze pretensje mam do tych, którzy krzyczą, choć nikomu nie jest przyjemnie, gdy jest wyzywany. Zdecydowanie większe pretensje mam do ludzi, którzy inspirują ten protest. Jestem przekonany, co więcej wiem, na razie nie mam na to dowodów, kto tych ludzi inspiruje. To są ludzie, którzy są odpowiedzialni za patologiczne procesy w klubie. One się zakończyły, natomiast ci ludzie próbują łapać się każdej możliwej szansy, żeby odwrócić bieg rzeczy. I to tak naprawdę jest problem.
Czy chodzi o kogoś z poprzednich władz?
- Wolałbym nie komentować.
A o co chodzi kibicom?
- Chodzi o niewłaściwe i niezgodne z prawem wykorzystanie wizerunku Reksia na sektorówce, a także nieznane mi rozliczenia finansowe. Gdyby przyszli i zapytali, to bym im wszystko powiedział. Jesteśmy rozliczeni z każdej złotówki ze stowarzyszeniem, mamy podpisaną umowę, pomagamy im i organizujemy wiele rzeczy, więc nie rozumiem o co chodzi. Być może o to, że wcześniej wykładano pieniądze w sposób nieformalny, a ja takich rzeczy nie będę robił. Akcjonariusze postawili mnie na czele zarządu nie po to, żebym był popularny, ale żebym był odpowiedzialny. I póki tu będę, będę wszystko robił w sposób odpowiedzialny. A wszystkie sprawy patologiczne zostały ucięte i tak będę robił dalej. Nie ugnę się przed takimi naciskami.
Jak wyglądają sprawy finansowe, a zwłaszcza premie dla zawodników, o których też skandowali kibice?
- Nie będę wchodził w szczegóły, bo kontrakty są objęte poufnością, ale sprawy finansowe wyglądają następująco. Mówię wyraźnie i stanowczo, że nie zalegamy naszym piłkarzom z tytułu umów o prace i z tytułu kontraktów. Zdarza się, że przesuwamy o kilka dni - podkreślam, kilka dni - niektóre płatności. Wiąże nas z piłkarzami pisemne porozumienie i powtarzam to za naszym kapitanem Markiem Sokołowskim - i zawodnicy absolutnie nie mają do nas o to żalu. Drugą sprawą jest wypłata premii za awans do ekstraklasy. Połowę tej premii jeszcze piłkarzom zalegamy i umówiliśmy się tak, że zaraz po zakończeniu sezonu rozmawiamy na temat spłacenia tych zobowiązań w ratach. Wszystkie zobowiązania, które mamy wobec naszych pracowników, zostaną uregulowane. Te zobowiązania, które rzeczywiście są i to na piśmie. Natomiast opowieści ludzi, którzy poprzednio byli związani z klubem, że są jeszcze jakieś inne pieniądze, są opowieściami nieprawdziwymi.
Czyli premii za utrzymanie w ekstraklasie piłkarze jednak nie dostaną?
- Nic mi nie wiadomo o premii za utrzymanie w ekstraklasie.
Zakończyła się walka o ekstraklasę na boisku, teraz czas na sprawy licencyjne...
- Wypełniliśmy wszystkie wymogi, wynikające z podręcznika licencyjnego. Myślę, że można być spokojnym.
A jak przebiegała zeszłotygodniowa wizyta członków komisji licencyjnej na stadionie w Bielsku-Białej?
- To nie tyle była komisja, ale audyt. Myślę, że wszystko jest OK. Jak zawsze, są pewne drobne rzeczy, które należy uwzględnić, ale nie zauważyłem, żeby coś było takiego, co wzbudziłoby emocje, albo sprzeciw delegata. Ze strony miasta wszystko zostało wypełnione wręcz perfekcyjnie. Z naszej strony podręcznik też został zrobiony w 100 procentach zgodnie z procedurą. Nie ma powodów do obaw.
A czy nie byłoby bezpiecznej wpisać we wniosku stadion rezerwowy we wniosku licencyjnym?
- Po zeszłorocznym audycie, komisja wskazała nam listę rzeczy, które powinniśmy zrobić, by grać na tym stadionie. Wszystkie one zostały wypełnione z dużą nawiązką.
Całkiem niedawno Krzysztof Smulski - członek PZPN-u - powiedział, że na miejscu Podbeskidzia zgłosiłby stadion rezerwowy, bo to, że ktoś ma plany budowy, a nic się w rzeczywistości nie dzieje, nie da mu licencji...
- Wolałbym się nie odnosić do tego, bo nie znam tej wypowiedzi, nie wiem, w jakim była kontekście i wolałbym spytać o nią sam pana Smulskiego.
Rozmawiał Michał Trela.
Marek Glogaza: - Nie wiadomo jeszcze. Rozmowy są prowadzone.
A co z innymi zawodnikami?
- Zaraz po zakończeniu sezonu, kończymy negocjacje z kilkoma zawodnikami, robimy podsumowanie wspólnie ze sztabem trenerskim i decyzje zapadną niebawem. Proszę o cierpliwość. Dosłownie kilka, kilkanaście dni.
Nie uważa pan, że to dość późno na finiszowanie rozmów o nowych kontraktach?
- Nie sądzę. To są nasi "pracownicy". Wszyscy, którzy mają znać ważne fakty, dotyczące drużyny, je znają. Zostałem poproszony z drugiej strony, żeby pewne sprawy utrzymać jeszcze kilka dni w tajemnicy. Mogę tylko powiedzieć, że wszystko jest na dobrej drodze. A cele, które sobie stawiamy, to zbudowanie dobrego zespołu, to oparcie się na zawodnikach, którzy chcą się z tym regionem bardzo mocno związać. Niekoniecznie oczywiście stąd pochodzących, ale zostający tutaj na dłuższe lata nie tylko jako zawodnicy. Oprócz tego lekkie wzmocnienia i poszukiwanie nowych zawodników zwłaszcza w regionie. Podbeskidzie jest klubem całego regionu.
Czyli rewolucji latem nie będzie?
- Ja w ogóle jestem przeciwnikiem rewolucji.
Ktoś jeszcze może odejść, oprócz Sylwestra Patejuka?
- Prawdopodobnie tak, kilka osób odejdzie. Wolałbym nie mówić które, chociaż ich nazwiska są mi znane. Na razie nie będę ich ujawniał.
Co miał na myśli trener, mówiąc, że słaba postawa w ostatnich meczach nie jest przypadkiem?- Nie chodzi o sprawy organizacyjne czy finansowe między klubem, a zarządem. Chodziło o sprawy sportowe.
Jakby się pan odniósł do tego, co się działo na trybunach w czasie meczu z Polonią Warszawa? Został pan dość ostro potraktowany...
- To jest trudny temat. Nie powiem, że to jest sprawa przyjemna, ale trzeba oddzielić dwie sprawy - formę tego protestu i rzeczywiste argumenty. Z formą nie będę dyskutował. Zastanowię się nad tym, czy warto jakieś kroki w tej sprawie podejmować. Ważniejszy w tym konkretnym przypadku jest sens tych protestów. Wszystkie argumenty, które podnosi stowarzyszenie kibiców, nie mają racji bytu. To są zarzuty wyssane z palca, hipotezy, wnioski, które nie mają w żadnym wypadku potwierdzenia w faktach. Natomiast powiem taką rzecz: to są młodzi, często nieroztropni ludzie. Mniejsze pretensje mam do tych, którzy krzyczą, choć nikomu nie jest przyjemnie, gdy jest wyzywany. Zdecydowanie większe pretensje mam do ludzi, którzy inspirują ten protest. Jestem przekonany, co więcej wiem, na razie nie mam na to dowodów, kto tych ludzi inspiruje. To są ludzie, którzy są odpowiedzialni za patologiczne procesy w klubie. One się zakończyły, natomiast ci ludzie próbują łapać się każdej możliwej szansy, żeby odwrócić bieg rzeczy. I to tak naprawdę jest problem.
Czy chodzi o kogoś z poprzednich władz?
- Wolałbym nie komentować.
A o co chodzi kibicom?
- Chodzi o niewłaściwe i niezgodne z prawem wykorzystanie wizerunku Reksia na sektorówce, a także nieznane mi rozliczenia finansowe. Gdyby przyszli i zapytali, to bym im wszystko powiedział. Jesteśmy rozliczeni z każdej złotówki ze stowarzyszeniem, mamy podpisaną umowę, pomagamy im i organizujemy wiele rzeczy, więc nie rozumiem o co chodzi. Być może o to, że wcześniej wykładano pieniądze w sposób nieformalny, a ja takich rzeczy nie będę robił. Akcjonariusze postawili mnie na czele zarządu nie po to, żebym był popularny, ale żebym był odpowiedzialny. I póki tu będę, będę wszystko robił w sposób odpowiedzialny. A wszystkie sprawy patologiczne zostały ucięte i tak będę robił dalej. Nie ugnę się przed takimi naciskami.
Jak wyglądają sprawy finansowe, a zwłaszcza premie dla zawodników, o których też skandowali kibice?
- Nie będę wchodził w szczegóły, bo kontrakty są objęte poufnością, ale sprawy finansowe wyglądają następująco. Mówię wyraźnie i stanowczo, że nie zalegamy naszym piłkarzom z tytułu umów o prace i z tytułu kontraktów. Zdarza się, że przesuwamy o kilka dni - podkreślam, kilka dni - niektóre płatności. Wiąże nas z piłkarzami pisemne porozumienie i powtarzam to za naszym kapitanem Markiem Sokołowskim - i zawodnicy absolutnie nie mają do nas o to żalu. Drugą sprawą jest wypłata premii za awans do ekstraklasy. Połowę tej premii jeszcze piłkarzom zalegamy i umówiliśmy się tak, że zaraz po zakończeniu sezonu rozmawiamy na temat spłacenia tych zobowiązań w ratach. Wszystkie zobowiązania, które mamy wobec naszych pracowników, zostaną uregulowane. Te zobowiązania, które rzeczywiście są i to na piśmie. Natomiast opowieści ludzi, którzy poprzednio byli związani z klubem, że są jeszcze jakieś inne pieniądze, są opowieściami nieprawdziwymi.
Czyli premii za utrzymanie w ekstraklasie piłkarze jednak nie dostaną?
- Nic mi nie wiadomo o premii za utrzymanie w ekstraklasie.
Zakończyła się walka o ekstraklasę na boisku, teraz czas na sprawy licencyjne...
- Wypełniliśmy wszystkie wymogi, wynikające z podręcznika licencyjnego. Myślę, że można być spokojnym.
A jak przebiegała zeszłotygodniowa wizyta członków komisji licencyjnej na stadionie w Bielsku-Białej?
- To nie tyle była komisja, ale audyt. Myślę, że wszystko jest OK. Jak zawsze, są pewne drobne rzeczy, które należy uwzględnić, ale nie zauważyłem, żeby coś było takiego, co wzbudziłoby emocje, albo sprzeciw delegata. Ze strony miasta wszystko zostało wypełnione wręcz perfekcyjnie. Z naszej strony podręcznik też został zrobiony w 100 procentach zgodnie z procedurą. Nie ma powodów do obaw.
A czy nie byłoby bezpiecznej wpisać we wniosku stadion rezerwowy we wniosku licencyjnym?
- Po zeszłorocznym audycie, komisja wskazała nam listę rzeczy, które powinniśmy zrobić, by grać na tym stadionie. Wszystkie one zostały wypełnione z dużą nawiązką.
Całkiem niedawno Krzysztof Smulski - członek PZPN-u - powiedział, że na miejscu Podbeskidzia zgłosiłby stadion rezerwowy, bo to, że ktoś ma plany budowy, a nic się w rzeczywistości nie dzieje, nie da mu licencji...
- Wolałbym się nie odnosić do tego, bo nie znam tej wypowiedzi, nie wiem, w jakim była kontekście i wolałbym spytać o nią sam pana Smulskiego.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa