Prezes Podbeskidzia: Nasza czujność w pewnym momencie została uśpiona
14.11.2013
Podbeskidziu w obecnym sezonie brakuje klasowej ”9”, która swoimi trafieniami gwarantowała w stawce kilka punktów więcej. - Specyfika, sposób na grę Demjana pozwalał nam na o wiele więcej niż teraz. Robert dawał czas innym zawodnikom na podejście do strefy obronnej rywala, świetnie blokował, doprowadzał do ostatniego, przedostatniego podania. Teraz nie mamy piłkarza, który wysoko ustawiony umiałby się utrzymać przy piłce i dać czas kolegom – ocenia Borecki.
- Mimo naszej niestandardowej oferty, w decydującym momencie okazało się bardzo daleko. Drużyna belgijska nas zdecydowanie przebiła – dodaje sternik bielszczan.
W Bielsku testowano kilkunastu zawodników na pozycję napastnika, jednak do zakontraktowania następcy Słowaka, nie doszło. - Czekaliśmy na jeden ruch i nikt nie był do niego w pełni przekonany. Sam trener Michniewicz odrzucił kilka kandydatur. A kiedy już zdecydował się na Nowozelandczyka Brighta, wyszła sprawa jego wady zdrowotnej. Doszło już do badań medycznych, ale okazało się, że bilirubinę ma na poziomie sześciu. To świadczyło o jakimś procesie chorobowym i ostatecznie z niego zrezygnowaliśmy, nie chcąc ryzykować – opisuje prezes Podbeskidzia.
Drużynę po Czesławie Michniewiczu niedawno przejął Leszek Ojrzyński, choć sam prezes przyznaje, że pod uwagę brane były jeszcze kandydatury Tomasza Hajty i Marka Chojnackiego. – Hajto był poważnie rozważany jako jeden z trzech kandydatów, obok Leszka Ojrzyńskiego i Marka Chojnackiego. I choć o każdym z nich mam bardzo dobre zdanie, w końcu musiałem wybrać jednego. Padło na Ojrzyńskiego – komentuje Borecki.
- Spisaliśmy krótszy kontrakt z myślą, że jeśli wszystko będzie w porządku, to wrócimy do rozmów. Dla Ojrzyńskiego to też jest duże wyzwanie. Przejął klub w trudnym momencie, na początek chyba delikatnie rozczarował się mentalnym poziomem niektórych piłkarzy, myślał, że to są inni ludzie, ale ma pole do popisu. Pracuje nie tylko dla nas i na nasz sukces, ale i w dalszym ciągu na swoje nazwisko – ocenia rozmówca.
Prezes Podbeskidzia odnosi się także do sytuacji finansowej bielszczan i do możliwości, gwarantujących występy w T-Mobile Ekstraklasie. - W całym Podbeskidziu pracuje kilkunastu ludzi. W Jagiellonii Białystok pięć w samym dziale finansowym. To są oczywiste ograniczenia, mamy tego świadomość, ale na tę chwilę na więcej nas nie stać. Kijem Wisły się nie da zawrócić. Nikt tego nie zrobi. Nagle z klubu o budżecie na poziomie ośmiu czy dziewięciu milionów nie da się zrobić klubu bogatego o wielkim znaczeniu w całym kraju. Mamy świadomość swoich braków, ale stać nas na to, by grać w Ekstraklasie dłużej, rozwijając się kroczek po kroczku – kończy Wojciech Borecki.
- Mimo naszej niestandardowej oferty, w decydującym momencie okazało się bardzo daleko. Drużyna belgijska nas zdecydowanie przebiła – dodaje sternik bielszczan.
W Bielsku testowano kilkunastu zawodników na pozycję napastnika, jednak do zakontraktowania następcy Słowaka, nie doszło. - Czekaliśmy na jeden ruch i nikt nie był do niego w pełni przekonany. Sam trener Michniewicz odrzucił kilka kandydatur. A kiedy już zdecydował się na Nowozelandczyka Brighta, wyszła sprawa jego wady zdrowotnej. Doszło już do badań medycznych, ale okazało się, że bilirubinę ma na poziomie sześciu. To świadczyło o jakimś procesie chorobowym i ostatecznie z niego zrezygnowaliśmy, nie chcąc ryzykować – opisuje prezes Podbeskidzia.
Drużynę po Czesławie Michniewiczu niedawno przejął Leszek Ojrzyński, choć sam prezes przyznaje, że pod uwagę brane były jeszcze kandydatury Tomasza Hajty i Marka Chojnackiego. – Hajto był poważnie rozważany jako jeden z trzech kandydatów, obok Leszka Ojrzyńskiego i Marka Chojnackiego. I choć o każdym z nich mam bardzo dobre zdanie, w końcu musiałem wybrać jednego. Padło na Ojrzyńskiego – komentuje Borecki.
- Spisaliśmy krótszy kontrakt z myślą, że jeśli wszystko będzie w porządku, to wrócimy do rozmów. Dla Ojrzyńskiego to też jest duże wyzwanie. Przejął klub w trudnym momencie, na początek chyba delikatnie rozczarował się mentalnym poziomem niektórych piłkarzy, myślał, że to są inni ludzie, ale ma pole do popisu. Pracuje nie tylko dla nas i na nasz sukces, ale i w dalszym ciągu na swoje nazwisko – ocenia rozmówca.
Prezes Podbeskidzia odnosi się także do sytuacji finansowej bielszczan i do możliwości, gwarantujących występy w T-Mobile Ekstraklasie. - W całym Podbeskidziu pracuje kilkunastu ludzi. W Jagiellonii Białystok pięć w samym dziale finansowym. To są oczywiste ograniczenia, mamy tego świadomość, ale na tę chwilę na więcej nas nie stać. Kijem Wisły się nie da zawrócić. Nikt tego nie zrobi. Nagle z klubu o budżecie na poziomie ośmiu czy dziewięciu milionów nie da się zrobić klubu bogatego o wielkim znaczeniu w całym kraju. Mamy świadomość swoich braków, ale stać nas na to, by grać w Ekstraklasie dłużej, rozwijając się kroczek po kroczku – kończy Wojciech Borecki.
Polecane
Ekstraklasa