Prezes Podbeskidzia: Marchewka już była, teraz potrzeba kija
26.06.2009
Siedmiu graczy Podbeskidzia może już szukać sobie nowych klubów. Taką decyzję przekazał im dzisiaj Marcin Brosz. - Trener wyjaśnił kolejno każdemu, o co ma zastrzeżenia. Najmniej cierpkich słów usłyszał Łukasz Matusiak, który na boisku zawsze harował. Trzeba również po części usprawiedliwić Bernarda Ocholeche. Problemy ze zdrowiem przecież go nie omijały. Z drugiej strony taki Damian Świerblewski mógł już pokazać zdecydowanie więcej - mówi prezes Jerzy Wolas. Nie zmienia to faktu, że skład listy transferowej jest pewnym zaskoczeniem.
Aż cztery z nazwisk, które na nią trafiły, na Rychlińskiego pojawiły się bowiem w przeciągu ostatniego roku. - Cóż, nie zawsze uda się trafić z transferami - wzdycha Wolas. To nie oznacza, że pożegnania są przesądzone. - Chcemy pokazać tym chłopakom, że muszą się wziąć do roboty. Jeśli chętni na nich się nie znajdą, to niewykluczone, że ta siódemka nadal będzie broniła naszych barw - zauważa "sternik" I-ligowca. Zostając w Bielsku-Białej, wspomniana grupa znajdzie się jednak w gronie tych, którzy będą musieli liczyć się z obniżką kontraktów.
Jak dużą? - Około 20-procentową. Zaoszczędzone w ten sposób środki trafią do zawodników rzeczywiście stanowiących o sile drużyny. Nie może być przecież tak, że ktoś rozgrywa w sezonie o połowę mniej spotkań niż drugi, ale dostaje tyle samo. Nie mamy zamiaru wcielać w życie zasady "Czy się stoi, czy się leży...". Marchewka już była, teraz czas na kija - zaznacza Wolas.
Aż cztery z nazwisk, które na nią trafiły, na Rychlińskiego pojawiły się bowiem w przeciągu ostatniego roku. - Cóż, nie zawsze uda się trafić z transferami - wzdycha Wolas. To nie oznacza, że pożegnania są przesądzone. - Chcemy pokazać tym chłopakom, że muszą się wziąć do roboty. Jeśli chętni na nich się nie znajdą, to niewykluczone, że ta siódemka nadal będzie broniła naszych barw - zauważa "sternik" I-ligowca. Zostając w Bielsku-Białej, wspomniana grupa znajdzie się jednak w gronie tych, którzy będą musieli liczyć się z obniżką kontraktów.
Jak dużą? - Około 20-procentową. Zaoszczędzone w ten sposób środki trafią do zawodników rzeczywiście stanowiących o sile drużyny. Nie może być przecież tak, że ktoś rozgrywa w sezonie o połowę mniej spotkań niż drugi, ale dostaje tyle samo. Nie mamy zamiaru wcielać w życie zasady "Czy się stoi, czy się leży...". Marchewka już była, teraz czas na kija - zaznacza Wolas.
Polecane
I liga