Prezes Podbeskidzia: Bez fuzji z BKS-em dalej będziemy maluczcy
05.06.2013
Panie prezesie, ustalmy na początek: fuzja czy wchłonięcie BKS-u przez Podbeskidzie?
Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia: - Ładniejsza nazwa to na pewno połączenie seniorskich obu drużyn.
Połączenie jest jednak na partnerskich, obustronnych zasadach.
- Tak, zdecydowanie.
Jak więc miałoby to pana zdaniem wyglądać?
- Przede wszystkim, trzeba powiedzieć, co jest powodem takiego pomysłu, bo już widzę, że się uaktywniła opozycja i wytacza jakieś armaty przeciwko całemu przedsięwzięciu. Ja widzę tylko jeden cel: dobro bielskiej piłki nożnej i ten cel mi przyświeca. Mówiąc "dobro", mam na myśli BKS Stal i Podbeskidzie.
Chodzi o kwestie finansowe?
- Wiadomo, że w tej chwili jest jakiś kryzys na rynku i jest faktem, że finanse są ograniczone w obu klubach. Podchodząc, do tego racjonalnie, wiedząc, jaka jest baza treningowa na terenie miasta, to jest jeden z aspektów połączenia tych dwóch sekcji.
Jakie są inne aspekty?
- Druga sprawa. Podbeskidzie ma się rozwijać i ma to iść w kierunku takim, jak to jest w Poznaniu, Warszawie czy w Gdańsku, gdzie w jednych barwach klubowych kibice idą przez całe miasto na mecz. Tam widać to święto w dniu spotkania. My nigdy do takiej sytuacji nie doprowadzimy. Kibice wielu rzeczy nie wiedzą. Kibice nie wiedzą, co się dzieje w Bielsku, co się dzieje na osiedlach, jak wyglądają te sprawy "różnic" jeśli chodzi o fanów. W mieście dzieje się wiele rzeczy negatywnych pomiędzy "młodzieżą kibicowską". Dochodzi do jakichś bójek, zamieszek, krótkich spięć, starć. To nie jest nikomu potrzebne. Wie pan, ja mam relacje z policji odnośnie tego typu zachowań. Stowarzyszenie kibiców Podbeskidzia na chwilę obecną ma w sposób oficjalny zawieszoną działalność. A to tylko z tego powodu, że obawiają się o swoje zdrowie i życie. Na osiedlach nie można pokazać się z emblematem czy szalikiem Podbeskidzia, bo są zdominowane przez BKS.
Nie chciałbym pracować nad tym, żeby antagonizmy były jeszcze większe. Chciałbym pojednania i załatwienia wszystkiego w sposób jasny i klarowny. Żeby kibic jednej i drugiej drużyny utożsamiał się z bielską drużyną. Wiem, że to jest żmudny proces, że nie można zawrócić kijem Wisły, ale zróbmy jakiś pierwszy krok w tym kierunku! Jestem pełen podziwu dla tego, jaką stronę internetową ma stowarzyszenie kibiców BKS Stal. To rzeczywiście jest profesjonalnie robiona strona. Obserwuję też kibiców, którzy chodzą na mecze III-ligowego zespołu. Dopingują naprawdę świetnie. Nie słychać żadnych obelżywych słów. Przypominam sobie, jak bodaj tej zimy BKS grał sparing na Młyńskiej. To był pokaz siły kibiców BKS-u. Tam tych ludzi przyszło 600. Tabuny młodzieży przyszło na to - sparingowe! - spotkanie.To też jest przyczynek do tego, że tę inicjatywę bardzo popieram i bardzo chciałbym pójść w tym kierunku. Uwzględniając potrzeby Podbeskidzia, żeby można było zapełnić stadion, sprzedawać gadżety, koszulki, myśleć o rozwoju klubu, warto się połączyć.
Wierzy pan, że to się uda?
- Tak, wierzę, że połączymy siły i na bielski stadion będą przychodzić kibice z obu stron w zdecydowanie większym gronie. Mnóstwo elementów przemawia za fuzją. Nie może być tak, że kolega mojego 21-letniego syna przychodzi na mecz Podbeskidzia i wyciąga szalik dopiero jak wchodzi po schodach na stadion. Wcześniej tego nie może zrobić, bo obawia się o swoje zdrowie i życie. My do takich sytuacji nie możemy dopuścić. Policja ma instrumenty do walki z kibicami i do kontrolowania ich zachowań. To też ma dużą rolę. Ale nad takimi osiedlowymi sytuacjami, które nie są nagłaśniane w mediach, nikt nie panuje. A jest mnóstwo takich wydarzeń.
Podziały zaszły już chyba za daleko, żeby tak po prostu się połączyć.
- Nie jest za późno! Odbieram mnóstwo popierających tę inicjatywę. Taki Grzegorz Więzik grał w BKS-ie Bielsko i w tej chwili pracuje w Podbeskidziu. Też pracowałem w BKS-ie i miło wspominam te chwile, a teraz jestem w Podbeskidziu, ale moim marzeniem było, by nie przekreślać szansy tym ludziom, którzy byli związani z BKS-em, a teraz chcą być po stronie Podbeskidzia. Tu chodzi o piłkę nożną, a nie o jakieś partykularne interesy. Nigdy nie jest za późno. To są na razie dzieci, młodzież, która się bawi w walki przeciwko sobie. Może jest czas, żeby zewrzeć szyki, stworzyć jedną grupę, jeden klub, któremu większość ludzi będzie kibicowała. Oczywiście, starsze osoby też mają sentyment do BKS-u, ale interesują się ekstraklasą i chodzą na nasze mecze. Historie BKS-u i Podbeskidzia powinna być docenione, więc chodzi o wypracowanie jakiegoś kompromisu. Taką sytuację można z czasem zaakceptować, bo to nie są aż takie wielkie rozdźwięki. To nie jest 100-letnia tradycja rywalizacji. Podbeskidzie ma kilkanaście lat historii, BKS zdecydowanie dłuższą. Można to pogodzić dla dobra piłki nożnej w Bielsku-Białej. Inaczej nie rozwiniemy się, nie będziemy zarabiać, nie pozyskamy sponsorów. Co tu dużo mówić, wśród sponsorów podział też jest różny. Niektórzy sympatyzują z BKS-em, niektórzy z Podbeskidziem. A tak wspieraliby bielski futbol. Wielu ludzi w tym mieście mówi, że też by chciało normalności i widzą zupełnie inne perspektywy rozwoju, gdybyśmy zwarli szyki.
Przychodzą mi do głowy różne podobne przykłady fuzji zwaśnionych stron w innych miastach. Faktycznie, były to krótsze rywalizacje...
- Otóż to!
... ale nie obawia się pan, że fuzja doprowadzi tylko do eskalacji konfliktu i w efekcie, na mecze nowego klubu nie będą chodzić ani jedni ani drudzy, tylko założą Podbeskidzie i BKS w B klasie?
- I z jednej i z drugiej strony słyszę głosy i tak i na nie. Wydaje mi się, że we wspólnym interesie jest, by doprowadzić do czegoś takiego. Eskalacji się nie obawiam. Jeśli są jakieś gonitwy po osiedlach czy poważniejsze wypadki, jak stawianie samochodu na dachu - bo takie przypadki też się zdarzały - to trzeba to ukrócić. Będę robił, co tylko będę mógł, bez względu na komentarze i nie będzie eskalacji, bo tu nie ma aż takich różnic. To są różnice na poziomie młodzieży, ale to jest na zasadzie "albo narozrabiamy, albo nie narozrabiamy".
Domyślam się, że doszłoby do zmiany nazwy Podbeskidzia Bielsko-Biała?
- Być może tak. Ale to kompromis na pewno jest konieczny. 90-letnia historia BKS-u też jest ważna. Tu nie jest tak, jak w innych miastach, że po drugiej stronie też jest 100-letnia tradycja. Podbeskidzie jest zdecydowanie młodszym tworem. Trzeba oczywiście uszanować tych ludzi, którzy w nim pracowali i osiągnęli sukces. Nazwy Podbeskidzia po drodze też się zmieniały. Ekonomia klubu też jest również ważna. Nie wiem, czy BKS ma takie pieniądze i takie aspiracje, by myśleć o rozwoju, a my też nie jesteśmy krezusami. Mam na myśli również bazę sportową. Będziemy grać na pięknym i nowym stadionie. Podbeskidzie musi mieć trening i mecz, podobnie BKS. Dlaczego nie zrobić takiego ruchu, który poprawi sytuację finansową i insfrastrukturalną? Wiem, że jest projekt, który głośno poruszałem u władz miasta, by pomyśleć o bazie treningowej. Wiem, że w mieście jest teren siedmiu hektarów, który można by zagospodarować. Zrobiono już symulację, co można by tam zrobić. Są sposoby, by pozyskać na budowę takiego obiektu sportowego, środki z Unii Europejskiej. Co ważne: W Bielsku, a nie w innych miejscowościach. Pomogłoby na pewno, gdyby to była jedna drużyna, bez drobnych rozwarstwień, bo one powodują, że cele się rozmywają. Nie ma możliwości, by w sposób profesjonalny się rozwijać. Jeśli będziemy dalej toczyć drobne wojenki, nigdy nie pójdziemy do przodu.
Z której strony wyszła inicjatywa takiej fuzji? Pana, prezesa BKS-u czy może z miasta?
- Nie ukrywam, że to była moja inicjatywa. Jak zacząłem słuchać o tych rozgrywkach na mieście i o antagonizmach, o tym jak trzeba będzie ten stadion zagospodarować, to jedynym racjonalnym pomysłem było dla mnie połączenie. Przedstawiłem ten wniosek prezydentowi i prezesowi Świstakowi.
Co musi się wydarzyć od strony formalnej, żeby do takiego połączenia doszło?
- Wbrew woli obu stron nie będziemy czegoś takiego robić. Chodzi tylko o włączenie seniorskiej sekcji piłkarskiej do spółki akcyjnej TS Podbeskidzie. Musi być zgoda obu stron. Siatkówki to w ogóle nie będzie dotyczyć.
Będą również prowadzone jakieś rozmowy z przedstawicielami kibiców?
- Myślę, że tak. Ale najpierw musi być przekonanie obu klubów. Jestem umówiony na kolejną rozmowę z prezesem Świstakiem, jednak nie widzę innego wyjścia niż także dialog z kibicami z obu stron. Najpierw na szczeblu klubów, a później fanów. Próbowałem już zresztą tą sprawę trochę nagłośnić. Mam świadomość, że to nie jest łatwe. Ale jeśli nie teraz, to kiedy? Czasami trochę zakrętów w życiu bywa. My mieliśmy ich w ostatnim czasie trochę. Przeszliśmy to łagodnie, ale celem nadrzędnym musi być stabilizacja. Jeśli ma to być klub ekstraklasowy, który myśli o rozwoju, to bez takiego ruchu, my dalej będziemy maluczcy. Dalej będziemy się troszeczkę rozpychać, ale nigdy nie pójdziemy w sposób znaczący do przodu. Jeśli ktoś stoi w miejscu, to znaczy, że się cofa. To są moje pobożne życzenia i przekonuję do tej inicjatywy wielu ludzi. Sympatyczny był telefon od pana Antonika (były prezes Podbeskidzia - przyp. MT), który kiedyś próbował również działać w tych sprawach i miał trochę kłopotów, bo ta nazwa Podbeskidzia się wielokrotnie zmieniała. Powody były jednak zupełnie inne - by klub przetrwał. Dziś mówi, że to jest dobry ruch i popiera moją inicjatywę.
Na koniec chciałbym pomówić o sprawach personalnych w Podbeskidziu, pod jakąkolwiek nazwą by ono nie grało. Z kim zostały już podjęte rozmowy na temat przedłużenia kontraktów?
- Proszę pana, powolutku. Naprawdę nie wiedzieliśmy, w której lidze będziemy grać. Po utrzymaniu się był czas na drobne świętowanie. Trzeba było też jechać na galę. Byliśmy w Warszawie, wróciliśmy z Robertem o 6 nad ranem, pod wrażeniem tego, co się stało, bo przecież docenili go sami piłkarze, a nie jakaś speckomisja. Wiele się działo. Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się z trenerem Michniewiczem i będziemy nadal rozmawiać o sprawach personalnych. To jednak dopiero początek. Mogę tylko tyle powiedzieć, że menedżerowie Roberta Demjana dostali propozycję przedłużenia kontraktu z mojej strony. Nie znam jeszcze efektu. Rozmawiałem też z menedżerem Paweli. Chęć pozostania w drużynie zadeklarowali Łatka, Sokołowski i Rysiek Zajac. Rozmawiałem również z prezesem Górnika Zabrze na temat pozostawienia Wodeckiego w naszym klubie. Wczoraj odpisał mi, że Wodecki ma wracać do Zabrza, ale później otrzymałem telefon i w rozmowie prywatnej ustaliliśmy, że do piątku prezes Jankowski ma mi dać ostateczną odpowiedź. Na pewno nie będzie u nas dłużej grał Ćetković.
Co z pozostałymi zawodnikami?
- Będziemy jeszcze rozmawiać, ale trener też nie jest wciąż przekonany do pewnych nazwisk. To samo odnośnie przyszłych wzmocnień. Na razie nie ma żadnych konkretów.
Widziałem w mediach, że interesujecie się Wojciechem Kaczmarkiem. To prawda?
- Kto to jest Wojciech Kaczmarek?
Bramkarz Zawiszy Bydgoszcz.
- Aaa. Nic na ten temat nie wiem. Z nikim na ten temat nie rozmawiałem. Nie wiem kto puścił taką plotkę. Zwłaszcza, że Zawisza chyba ma największe szanse na awans do ekstraklasy. Obserwujemy, co się dzieje na rynku. Przed nami dużo roboty.
Rozmawiał Michał Trela.
Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia: - Ładniejsza nazwa to na pewno połączenie seniorskich obu drużyn.
Połączenie jest jednak na partnerskich, obustronnych zasadach.
- Tak, zdecydowanie.
Jak więc miałoby to pana zdaniem wyglądać?
- Przede wszystkim, trzeba powiedzieć, co jest powodem takiego pomysłu, bo już widzę, że się uaktywniła opozycja i wytacza jakieś armaty przeciwko całemu przedsięwzięciu. Ja widzę tylko jeden cel: dobro bielskiej piłki nożnej i ten cel mi przyświeca. Mówiąc "dobro", mam na myśli BKS Stal i Podbeskidzie.
Chodzi o kwestie finansowe?
- Wiadomo, że w tej chwili jest jakiś kryzys na rynku i jest faktem, że finanse są ograniczone w obu klubach. Podchodząc, do tego racjonalnie, wiedząc, jaka jest baza treningowa na terenie miasta, to jest jeden z aspektów połączenia tych dwóch sekcji.
Jakie są inne aspekty?
- Druga sprawa. Podbeskidzie ma się rozwijać i ma to iść w kierunku takim, jak to jest w Poznaniu, Warszawie czy w Gdańsku, gdzie w jednych barwach klubowych kibice idą przez całe miasto na mecz. Tam widać to święto w dniu spotkania. My nigdy do takiej sytuacji nie doprowadzimy. Kibice wielu rzeczy nie wiedzą. Kibice nie wiedzą, co się dzieje w Bielsku, co się dzieje na osiedlach, jak wyglądają te sprawy "różnic" jeśli chodzi o fanów. W mieście dzieje się wiele rzeczy negatywnych pomiędzy "młodzieżą kibicowską". Dochodzi do jakichś bójek, zamieszek, krótkich spięć, starć. To nie jest nikomu potrzebne. Wie pan, ja mam relacje z policji odnośnie tego typu zachowań. Stowarzyszenie kibiców Podbeskidzia na chwilę obecną ma w sposób oficjalny zawieszoną działalność. A to tylko z tego powodu, że obawiają się o swoje zdrowie i życie. Na osiedlach nie można pokazać się z emblematem czy szalikiem Podbeskidzia, bo są zdominowane przez BKS.
Nie chciałbym pracować nad tym, żeby antagonizmy były jeszcze większe. Chciałbym pojednania i załatwienia wszystkiego w sposób jasny i klarowny. Żeby kibic jednej i drugiej drużyny utożsamiał się z bielską drużyną. Wiem, że to jest żmudny proces, że nie można zawrócić kijem Wisły, ale zróbmy jakiś pierwszy krok w tym kierunku! Jestem pełen podziwu dla tego, jaką stronę internetową ma stowarzyszenie kibiców BKS Stal. To rzeczywiście jest profesjonalnie robiona strona. Obserwuję też kibiców, którzy chodzą na mecze III-ligowego zespołu. Dopingują naprawdę świetnie. Nie słychać żadnych obelżywych słów. Przypominam sobie, jak bodaj tej zimy BKS grał sparing na Młyńskiej. To był pokaz siły kibiców BKS-u. Tam tych ludzi przyszło 600. Tabuny młodzieży przyszło na to - sparingowe! - spotkanie.To też jest przyczynek do tego, że tę inicjatywę bardzo popieram i bardzo chciałbym pójść w tym kierunku. Uwzględniając potrzeby Podbeskidzia, żeby można było zapełnić stadion, sprzedawać gadżety, koszulki, myśleć o rozwoju klubu, warto się połączyć.
Wierzy pan, że to się uda?
- Tak, wierzę, że połączymy siły i na bielski stadion będą przychodzić kibice z obu stron w zdecydowanie większym gronie. Mnóstwo elementów przemawia za fuzją. Nie może być tak, że kolega mojego 21-letniego syna przychodzi na mecz Podbeskidzia i wyciąga szalik dopiero jak wchodzi po schodach na stadion. Wcześniej tego nie może zrobić, bo obawia się o swoje zdrowie i życie. My do takich sytuacji nie możemy dopuścić. Policja ma instrumenty do walki z kibicami i do kontrolowania ich zachowań. To też ma dużą rolę. Ale nad takimi osiedlowymi sytuacjami, które nie są nagłaśniane w mediach, nikt nie panuje. A jest mnóstwo takich wydarzeń.
Podziały zaszły już chyba za daleko, żeby tak po prostu się połączyć.
- Nie jest za późno! Odbieram mnóstwo popierających tę inicjatywę. Taki Grzegorz Więzik grał w BKS-ie Bielsko i w tej chwili pracuje w Podbeskidziu. Też pracowałem w BKS-ie i miło wspominam te chwile, a teraz jestem w Podbeskidziu, ale moim marzeniem było, by nie przekreślać szansy tym ludziom, którzy byli związani z BKS-em, a teraz chcą być po stronie Podbeskidzia. Tu chodzi o piłkę nożną, a nie o jakieś partykularne interesy. Nigdy nie jest za późno. To są na razie dzieci, młodzież, która się bawi w walki przeciwko sobie. Może jest czas, żeby zewrzeć szyki, stworzyć jedną grupę, jeden klub, któremu większość ludzi będzie kibicowała. Oczywiście, starsze osoby też mają sentyment do BKS-u, ale interesują się ekstraklasą i chodzą na nasze mecze. Historie BKS-u i Podbeskidzia powinna być docenione, więc chodzi o wypracowanie jakiegoś kompromisu. Taką sytuację można z czasem zaakceptować, bo to nie są aż takie wielkie rozdźwięki. To nie jest 100-letnia tradycja rywalizacji. Podbeskidzie ma kilkanaście lat historii, BKS zdecydowanie dłuższą. Można to pogodzić dla dobra piłki nożnej w Bielsku-Białej. Inaczej nie rozwiniemy się, nie będziemy zarabiać, nie pozyskamy sponsorów. Co tu dużo mówić, wśród sponsorów podział też jest różny. Niektórzy sympatyzują z BKS-em, niektórzy z Podbeskidziem. A tak wspieraliby bielski futbol. Wielu ludzi w tym mieście mówi, że też by chciało normalności i widzą zupełnie inne perspektywy rozwoju, gdybyśmy zwarli szyki.
Przychodzą mi do głowy różne podobne przykłady fuzji zwaśnionych stron w innych miastach. Faktycznie, były to krótsze rywalizacje...
- Otóż to!
... ale nie obawia się pan, że fuzja doprowadzi tylko do eskalacji konfliktu i w efekcie, na mecze nowego klubu nie będą chodzić ani jedni ani drudzy, tylko założą Podbeskidzie i BKS w B klasie?
- I z jednej i z drugiej strony słyszę głosy i tak i na nie. Wydaje mi się, że we wspólnym interesie jest, by doprowadzić do czegoś takiego. Eskalacji się nie obawiam. Jeśli są jakieś gonitwy po osiedlach czy poważniejsze wypadki, jak stawianie samochodu na dachu - bo takie przypadki też się zdarzały - to trzeba to ukrócić. Będę robił, co tylko będę mógł, bez względu na komentarze i nie będzie eskalacji, bo tu nie ma aż takich różnic. To są różnice na poziomie młodzieży, ale to jest na zasadzie "albo narozrabiamy, albo nie narozrabiamy".
Domyślam się, że doszłoby do zmiany nazwy Podbeskidzia Bielsko-Biała?
- Być może tak. Ale to kompromis na pewno jest konieczny. 90-letnia historia BKS-u też jest ważna. Tu nie jest tak, jak w innych miastach, że po drugiej stronie też jest 100-letnia tradycja. Podbeskidzie jest zdecydowanie młodszym tworem. Trzeba oczywiście uszanować tych ludzi, którzy w nim pracowali i osiągnęli sukces. Nazwy Podbeskidzia po drodze też się zmieniały. Ekonomia klubu też jest również ważna. Nie wiem, czy BKS ma takie pieniądze i takie aspiracje, by myśleć o rozwoju, a my też nie jesteśmy krezusami. Mam na myśli również bazę sportową. Będziemy grać na pięknym i nowym stadionie. Podbeskidzie musi mieć trening i mecz, podobnie BKS. Dlaczego nie zrobić takiego ruchu, który poprawi sytuację finansową i insfrastrukturalną? Wiem, że jest projekt, który głośno poruszałem u władz miasta, by pomyśleć o bazie treningowej. Wiem, że w mieście jest teren siedmiu hektarów, który można by zagospodarować. Zrobiono już symulację, co można by tam zrobić. Są sposoby, by pozyskać na budowę takiego obiektu sportowego, środki z Unii Europejskiej. Co ważne: W Bielsku, a nie w innych miejscowościach. Pomogłoby na pewno, gdyby to była jedna drużyna, bez drobnych rozwarstwień, bo one powodują, że cele się rozmywają. Nie ma możliwości, by w sposób profesjonalny się rozwijać. Jeśli będziemy dalej toczyć drobne wojenki, nigdy nie pójdziemy do przodu.
Z której strony wyszła inicjatywa takiej fuzji? Pana, prezesa BKS-u czy może z miasta?
- Nie ukrywam, że to była moja inicjatywa. Jak zacząłem słuchać o tych rozgrywkach na mieście i o antagonizmach, o tym jak trzeba będzie ten stadion zagospodarować, to jedynym racjonalnym pomysłem było dla mnie połączenie. Przedstawiłem ten wniosek prezydentowi i prezesowi Świstakowi.
Co musi się wydarzyć od strony formalnej, żeby do takiego połączenia doszło?
- Wbrew woli obu stron nie będziemy czegoś takiego robić. Chodzi tylko o włączenie seniorskiej sekcji piłkarskiej do spółki akcyjnej TS Podbeskidzie. Musi być zgoda obu stron. Siatkówki to w ogóle nie będzie dotyczyć.
Będą również prowadzone jakieś rozmowy z przedstawicielami kibiców?
- Myślę, że tak. Ale najpierw musi być przekonanie obu klubów. Jestem umówiony na kolejną rozmowę z prezesem Świstakiem, jednak nie widzę innego wyjścia niż także dialog z kibicami z obu stron. Najpierw na szczeblu klubów, a później fanów. Próbowałem już zresztą tą sprawę trochę nagłośnić. Mam świadomość, że to nie jest łatwe. Ale jeśli nie teraz, to kiedy? Czasami trochę zakrętów w życiu bywa. My mieliśmy ich w ostatnim czasie trochę. Przeszliśmy to łagodnie, ale celem nadrzędnym musi być stabilizacja. Jeśli ma to być klub ekstraklasowy, który myśli o rozwoju, to bez takiego ruchu, my dalej będziemy maluczcy. Dalej będziemy się troszeczkę rozpychać, ale nigdy nie pójdziemy w sposób znaczący do przodu. Jeśli ktoś stoi w miejscu, to znaczy, że się cofa. To są moje pobożne życzenia i przekonuję do tej inicjatywy wielu ludzi. Sympatyczny był telefon od pana Antonika (były prezes Podbeskidzia - przyp. MT), który kiedyś próbował również działać w tych sprawach i miał trochę kłopotów, bo ta nazwa Podbeskidzia się wielokrotnie zmieniała. Powody były jednak zupełnie inne - by klub przetrwał. Dziś mówi, że to jest dobry ruch i popiera moją inicjatywę.
Na koniec chciałbym pomówić o sprawach personalnych w Podbeskidziu, pod jakąkolwiek nazwą by ono nie grało. Z kim zostały już podjęte rozmowy na temat przedłużenia kontraktów?
- Proszę pana, powolutku. Naprawdę nie wiedzieliśmy, w której lidze będziemy grać. Po utrzymaniu się był czas na drobne świętowanie. Trzeba było też jechać na galę. Byliśmy w Warszawie, wróciliśmy z Robertem o 6 nad ranem, pod wrażeniem tego, co się stało, bo przecież docenili go sami piłkarze, a nie jakaś speckomisja. Wiele się działo. Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się z trenerem Michniewiczem i będziemy nadal rozmawiać o sprawach personalnych. To jednak dopiero początek. Mogę tylko tyle powiedzieć, że menedżerowie Roberta Demjana dostali propozycję przedłużenia kontraktu z mojej strony. Nie znam jeszcze efektu. Rozmawiałem też z menedżerem Paweli. Chęć pozostania w drużynie zadeklarowali Łatka, Sokołowski i Rysiek Zajac. Rozmawiałem również z prezesem Górnika Zabrze na temat pozostawienia Wodeckiego w naszym klubie. Wczoraj odpisał mi, że Wodecki ma wracać do Zabrza, ale później otrzymałem telefon i w rozmowie prywatnej ustaliliśmy, że do piątku prezes Jankowski ma mi dać ostateczną odpowiedź. Na pewno nie będzie u nas dłużej grał Ćetković.
Co z pozostałymi zawodnikami?
- Będziemy jeszcze rozmawiać, ale trener też nie jest wciąż przekonany do pewnych nazwisk. To samo odnośnie przyszłych wzmocnień. Na razie nie ma żadnych konkretów.
Widziałem w mediach, że interesujecie się Wojciechem Kaczmarkiem. To prawda?
- Kto to jest Wojciech Kaczmarek?
Bramkarz Zawiszy Bydgoszcz.
- Aaa. Nic na ten temat nie wiem. Z nikim na ten temat nie rozmawiałem. Nie wiem kto puścił taką plotkę. Zwłaszcza, że Zawisza chyba ma największe szanse na awans do ekstraklasy. Obserwujemy, co się dzieje na rynku. Przed nami dużo roboty.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa