Prezes "Górali" powalczy o dofinansowanie dla spadkowiczów (wywiad)
17.04.2013
W wywiadach podkreśla pan, że rozmowy z Robertem Demjanem podejmiecie dopiero, gdy będzie wiadomo, w której lidze zagra Podbeskidzie. Nie obawia się pan, że będzie za późno i w ten sposób nie będziecie mieć ani zawodnika ani pieniędzy za niego?
Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Trzeba poczekać na ostateczne rozstrzygnięcia. Jeśli propozycja menedżera jest następująca: owszem, zmiana warunków od teraz, ale w czerwcu, jeśli się po niego zgłosi klub, jakikolwiek z ekstraklasy i Demjan się na niego zdecyduje, to on może odejść za darmo. Podpisałby się pan pod taką deklaracją?
Oczywiście, że nie.
- Pan Karpiński (menedżer zawodnika - przyp. MT) podaje swoje obiektywne odczucia. Ja nie mogę zadeklarować podwyżki dla Demjana, jeśli w czerwcu on i tak będzie mógł odejść za darmo. To była niepoważna propozycja.
Rozumiem, ale tak zwykle jest w negocjacjach, że na początek z obu stron padają "niepoważne" propozycje, by móc spotkać się gdzieś w środku. Czy klub złożył swoją propozycję?
- Wtedy odłożyłem sprawę ad acta. Po otrzymaniu tej propozycji, wykonałem telefon do pana Karpińskiego i powiedziałem, że te warunki są nie do przyjęcia. Co z tego, że my byśmy mu od stycznia podwyższyli kontrakt, a on nam go zabierze od czerwca. Nie jest tak, że my go zatrzymamy za wszelką cenę. Jeśli spadniemy i będziemy wiedzieć, że budżet klubu spadnie o poważną kwotę, to trzeba mierzyć siły na zamiary. To jest najważniejsza sprawa: czy gramy w ekstraklasie czy w I lidze. Dopóki ja tego nie będę wiedział, to jak mogę rozmawiać? Oczywiście, mogę, ale to będzie takie czcze gadanie, poparte niczym. Ta druga strona nie chce już teraz konkretyzować i wykorzystuje to, że jest naprawdę wielkie zainteresowanie Demjanem. Jak będę wiedział, to skonkretyzuję sprawę. Cieszę się, że Demjan nigdzie oficjalnie nie chce rozmawiać, dopóki piłka w grze i zostawia sobie jakąś furtkę. Nikt nie podważa jego umiejętności, potrzeby jego pozostania w klubie, ale nie za wszelką cenę.
To nie pana wina, ale w poprzednich latach były w Bielsku-Białej podobne sytuacje. Sylwestrowi Patejukowi też mówiono, że negocjacje będą się toczyć po sezonie i dziś gra w Śląsku Wrocław, a Podbeskidzie nie dostało za niego ani grosza.
- Takiej sytuacji się dziwię. W przypadku Patejuka Podbeskidzie było pewne, że jest utrzymane i gra w ekstraklasie. Zresztą, nie sądzi pan chyba, że mimo ciepłych słów o Podbeskidziu, Demjan byłby gotów grać tutaj w I lidze?
Nie sądzę i myślę, że nawet dla niego stałaby się krzywda, bo zasługuje na grę w ekstraklasie.
- Oczywiście, bo uważam, że jest jednym z najlepszych napastników w całej ekstraklasie. Tu nie jesteśmy pewni. A rok temu władze były pewne, że są w ekstraklasie i takie rozmowy powinny były się odbyć. Nikt mi nie podpowiedział w styczniu, że trzeba rozmawiać z Demjanem, tylko ja sam wymyśliłem, że muszę jak najszybciej z tym chłopakiem się rozmówić, ale skoro oferta była taka a nie inna, uznałem, że to są warunki nie do przyjęcia.
Chyba musi być żal, widząc takie zainteresowanie Demjanem i mając świadomość, że klub może za niego nic nie dostać? Gdyby miał kontrakt np. do 2014 roku, można byłoby liczyć na sprzedanie go.
- W styczniu dokładnie o tym myślałem. Przecież to by był co najmniej półtoraroczny kontrakt. Dobrze by było tak zrobić. Jeszcze sama kwota podwyżki - po namysłach i konsultacjach - byłaby do zaakceptowania, ale nie do zaakceptowania był fakt, że on w każdej chwili może odejść za darmo. Tu był pies pogrzebany. Jesteśmy zainteresowani Demjanem, zrobię wszystko, żeby skonkretyzować sprawę i nikt z tym tematem nie będzie czekał do końca rozgrywek, ale poczekajmy na najbliższe wydarzenia. Sporo się dzieje... Wie pan, reorganizacja, niereorganizacja, będzie czy nie będzie? Strategia i finanse klubu są w tym wszystkim bardzo ważne. Trudno rzucać słowa na wiatr. Jeżeli miałbym coś przelać na papier, to muszę wiedzieć, że te środki są. Bo jeżeli miałoby się okazać, że musimy drastycznie obciąć budżet klubu, bo utracimy prawo do pieniędzy od sponsora tytularnego, to z czym do ludzi? Trzeba wtedy budować zespół inaczej, zdecydowanie mniejszym kosztem. Nie można teraz składać deklaracji. Jak nie będzie pieniędzy, to powstanie mnóstwo problemów. Dlatego chcę wystąpić z pewną inicjatywą w Ekstraklasie S.A.
Jaką?
- Obojętnie czy dojdzie do tego nadzwyczajnego zebrania akcjonariuszy czy nie, będę chciał przekonać wszystkich, żeby zarząd Ekstraklasy w podziałach środków, które dostaje od stacji nc+ czy od sponsora tytularnego, uwzględnił potrzeby klubów spadających z ekstraklasy. To jest często gwóźdź do trumny. Moją propozycją będzie, żeby to funkcjonowało jak w Anglii. Nie wiem czy funkcjonuje do dziś?
Tak.
- Kluby, które spadają - oczywiście w sposób proporcjonalny - też są dofinansowywane. Tu są podpisane kontrakty i nie wszystkie się kończą w czerwcu. To są umowy i dłuższe i zawierające określone kwoty. Jeśli my spadniemy, to momentalnie w czerwcu tracimy 3,5 miliona złotych. To może być problem. Moim zdaniem Ekstraklasa powinna to uwzględnić. Na najbliższym spotkaniu będę chciał, żeby o tych sprawach pomyśleć.
Na koniec chciałbym spytać czy nadal aktualny jest majowy termin otwarcia nowej trybuny stadionu miejskiego?
- Nie chciałbym się wypowiadać zdecydowanie... Może sama trybuna byłaby do dyspozycji, ale - z tego co wiem - jest problem z infrastrukturą wokół tej trybuny. To muszą być dojścia, drogi. Teren musi być całkowicie przygotowany do eksploatacji, żeby nic złego nie stało się kibicom. Może sama trybuna tak, ale nie wiem czy wykonawca budowy zdąży z całą infrastrukturą.
Czyli ten sezon raczej dokończycie na stadionie takim, jaki jest?
- Myślę, że trzeba się na to przygotować.
Rozmawiał Michał Trela.
Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Trzeba poczekać na ostateczne rozstrzygnięcia. Jeśli propozycja menedżera jest następująca: owszem, zmiana warunków od teraz, ale w czerwcu, jeśli się po niego zgłosi klub, jakikolwiek z ekstraklasy i Demjan się na niego zdecyduje, to on może odejść za darmo. Podpisałby się pan pod taką deklaracją?
Oczywiście, że nie.
- Pan Karpiński (menedżer zawodnika - przyp. MT) podaje swoje obiektywne odczucia. Ja nie mogę zadeklarować podwyżki dla Demjana, jeśli w czerwcu on i tak będzie mógł odejść za darmo. To była niepoważna propozycja.
Rozumiem, ale tak zwykle jest w negocjacjach, że na początek z obu stron padają "niepoważne" propozycje, by móc spotkać się gdzieś w środku. Czy klub złożył swoją propozycję?
- Wtedy odłożyłem sprawę ad acta. Po otrzymaniu tej propozycji, wykonałem telefon do pana Karpińskiego i powiedziałem, że te warunki są nie do przyjęcia. Co z tego, że my byśmy mu od stycznia podwyższyli kontrakt, a on nam go zabierze od czerwca. Nie jest tak, że my go zatrzymamy za wszelką cenę. Jeśli spadniemy i będziemy wiedzieć, że budżet klubu spadnie o poważną kwotę, to trzeba mierzyć siły na zamiary. To jest najważniejsza sprawa: czy gramy w ekstraklasie czy w I lidze. Dopóki ja tego nie będę wiedział, to jak mogę rozmawiać? Oczywiście, mogę, ale to będzie takie czcze gadanie, poparte niczym. Ta druga strona nie chce już teraz konkretyzować i wykorzystuje to, że jest naprawdę wielkie zainteresowanie Demjanem. Jak będę wiedział, to skonkretyzuję sprawę. Cieszę się, że Demjan nigdzie oficjalnie nie chce rozmawiać, dopóki piłka w grze i zostawia sobie jakąś furtkę. Nikt nie podważa jego umiejętności, potrzeby jego pozostania w klubie, ale nie za wszelką cenę.
To nie pana wina, ale w poprzednich latach były w Bielsku-Białej podobne sytuacje. Sylwestrowi Patejukowi też mówiono, że negocjacje będą się toczyć po sezonie i dziś gra w Śląsku Wrocław, a Podbeskidzie nie dostało za niego ani grosza.
- Takiej sytuacji się dziwię. W przypadku Patejuka Podbeskidzie było pewne, że jest utrzymane i gra w ekstraklasie. Zresztą, nie sądzi pan chyba, że mimo ciepłych słów o Podbeskidziu, Demjan byłby gotów grać tutaj w I lidze?
Nie sądzę i myślę, że nawet dla niego stałaby się krzywda, bo zasługuje na grę w ekstraklasie.
- Oczywiście, bo uważam, że jest jednym z najlepszych napastników w całej ekstraklasie. Tu nie jesteśmy pewni. A rok temu władze były pewne, że są w ekstraklasie i takie rozmowy powinny były się odbyć. Nikt mi nie podpowiedział w styczniu, że trzeba rozmawiać z Demjanem, tylko ja sam wymyśliłem, że muszę jak najszybciej z tym chłopakiem się rozmówić, ale skoro oferta była taka a nie inna, uznałem, że to są warunki nie do przyjęcia.
Chyba musi być żal, widząc takie zainteresowanie Demjanem i mając świadomość, że klub może za niego nic nie dostać? Gdyby miał kontrakt np. do 2014 roku, można byłoby liczyć na sprzedanie go.
- W styczniu dokładnie o tym myślałem. Przecież to by był co najmniej półtoraroczny kontrakt. Dobrze by było tak zrobić. Jeszcze sama kwota podwyżki - po namysłach i konsultacjach - byłaby do zaakceptowania, ale nie do zaakceptowania był fakt, że on w każdej chwili może odejść za darmo. Tu był pies pogrzebany. Jesteśmy zainteresowani Demjanem, zrobię wszystko, żeby skonkretyzować sprawę i nikt z tym tematem nie będzie czekał do końca rozgrywek, ale poczekajmy na najbliższe wydarzenia. Sporo się dzieje... Wie pan, reorganizacja, niereorganizacja, będzie czy nie będzie? Strategia i finanse klubu są w tym wszystkim bardzo ważne. Trudno rzucać słowa na wiatr. Jeżeli miałbym coś przelać na papier, to muszę wiedzieć, że te środki są. Bo jeżeli miałoby się okazać, że musimy drastycznie obciąć budżet klubu, bo utracimy prawo do pieniędzy od sponsora tytularnego, to z czym do ludzi? Trzeba wtedy budować zespół inaczej, zdecydowanie mniejszym kosztem. Nie można teraz składać deklaracji. Jak nie będzie pieniędzy, to powstanie mnóstwo problemów. Dlatego chcę wystąpić z pewną inicjatywą w Ekstraklasie S.A.
Jaką?
- Obojętnie czy dojdzie do tego nadzwyczajnego zebrania akcjonariuszy czy nie, będę chciał przekonać wszystkich, żeby zarząd Ekstraklasy w podziałach środków, które dostaje od stacji nc+ czy od sponsora tytularnego, uwzględnił potrzeby klubów spadających z ekstraklasy. To jest często gwóźdź do trumny. Moją propozycją będzie, żeby to funkcjonowało jak w Anglii. Nie wiem czy funkcjonuje do dziś?
Tak.
- Kluby, które spadają - oczywiście w sposób proporcjonalny - też są dofinansowywane. Tu są podpisane kontrakty i nie wszystkie się kończą w czerwcu. To są umowy i dłuższe i zawierające określone kwoty. Jeśli my spadniemy, to momentalnie w czerwcu tracimy 3,5 miliona złotych. To może być problem. Moim zdaniem Ekstraklasa powinna to uwzględnić. Na najbliższym spotkaniu będę chciał, żeby o tych sprawach pomyśleć.
Na koniec chciałbym spytać czy nadal aktualny jest majowy termin otwarcia nowej trybuny stadionu miejskiego?
- Nie chciałbym się wypowiadać zdecydowanie... Może sama trybuna byłaby do dyspozycji, ale - z tego co wiem - jest problem z infrastrukturą wokół tej trybuny. To muszą być dojścia, drogi. Teren musi być całkowicie przygotowany do eksploatacji, żeby nic złego nie stało się kibicom. Może sama trybuna tak, ale nie wiem czy wykonawca budowy zdąży z całą infrastrukturą.
Czyli ten sezon raczej dokończycie na stadionie takim, jaki jest?
- Myślę, że trzeba się na to przygotować.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa