Prezes "Górali": Może Sasal jest świetny, ale musimy grać do jednej bramki
04.01.2013
Panie prezesie, dlaczego postawił pan akurat na Dariusza Kubickiego?
Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia: - Moim zdaniem ma wszelkie predyspozycje do tego, żeby nam tu pomóc. Przystał na nową strategię, jaką wspólnie obraliśmy w klubie. Był na to przygotowany. Nie trwało długo zanim się dogadaliśmy. Na pewno jest człowiekiem ambitnym. Co prawda długo nie pracował, ale ma swoje cele. Jeśli jest pełne zrozumienie, idziemy w tym samym kierunku i gramy do tej samej bramki, to ja się cieszę z takiego rozwiązania.
Nie przeszkadzało panu to, że Kubicki był swego czasu zamieszany w korupcję?
- Nie znam szczegółów. Jeśli ktoś coś miał, był o coś posądzany, a mu tego nie udowodniono, to trudno mi z tym dyskutować. Ja się skupiam na tym, co jest istotne, a nie na pozakulisowych sprawach. Gdyby coś rzeczywiście było, to pewnie zostałby ukarany. Ja chcę podchodzić do sprawy merytorycznie. Interesuje mnie Dariusz Kubicki jako trener piłkarski i człowiek, który ma ambicję i chce swoją pracą coś komuś udowodnić.
Czy trener Kubicki dostał gwarancję, że będzie pracował w Podbeskidziu w przyszłym sezonie niezależnie od ligi, w której klub się znajdzie?
- Podpisaliśmy kontrakt na półtora roku. Umowa zawiera opcję, że klub nie będzie grał w ekstraklasie. Trener Kubicki o tym wie i myślimy o tym samym. Ale chcę wyraźnie podkreślić, że na razie tematu gry Podbeskidzia w I lidze jeszcze nie ma. Od dzisiaj rozpoczęliśmy wspólną batalię o utrzymanie w ekstraklasie. Taki cel przyświeca trenerowi Kubickiemu, mnie i całej ekipie, która z nami współpracuje. Skupmy się na tym. Niemądrym byłoby jednak patrzeć tylko do przodu, a nie rozglądać się na boki. Musimy wszystko wziąć pod uwagę, każdą sytuację.
W kontekście Podbeskidzia pojawiają się na razie nazwiska zawodników, którzy grali ostatnio w II-III lidze. Czy to naprawdę jest droga do utrzymania w ekstraklasie?
- To jest jeden z etapów. Powinien był być zrobiony w Podbeskidziu w grudniu. Selekcję wstępną i przymiarki robi się tuż po zakończeniu rozgrywek. Jeśli zbierze się 30-40 zawodników i wybierze się z tego grona dwóch, to jest to sukces. Ja myślę, że to są zawodnicy w jakiś sposób już zweryfikowani. Ale to tylko jedna z dróg. Nikt nie da gwarancji za młodego zawodnika, za starszego też. Pytanie jest raczej retoryczne i proszę sobie samemu na nie odpowiedzieć. My rozpoczynamy bój i to, jakimi środkami, jest nieważne. W każdym przypadku jest ryzyko i doza niepewności, bo to jest sport. Będziemy starali się wykonać dobrą robotę i wyciągać racjonalne wnioski. To nie jest żadna rewolucja, ale racjonalne posunięcia na skutek wyniku sportowego. Wynik sportowy to jest sześć punktów i przedostatnie miejsce w tabeli. To nie nastraja optymistycznie.
Chciałbym spytać również o trenera Marcina Sasala. Przyczyną rozstania z nim raczej nie były wyniki. Chodzi o odmienne wizje?
- Były bardzo duże rozbieżności, co do wizji. Moją strategię zaakceptowała rada nadzorcza, a trener Sasal miał inną koncepcję. Nie chcę go oceniać jako szkoleniowca. Być może jest świetny. Ale wszyscy musimy grać do jednej bramki i ja chcę stworzyć ekipę, która się będzie rozumiała. Nie chcę mówić o tym, co będzie za pół roku, ale myślę już o tym. Na razie walczymy o utrzymanie i rolą trenera jest dobrać takie środki, żeby to przyniosło efekt. Wynik jest sprawą otwartą.
Końcem grudnia opublikowaliście listę transferową. Kto ją stworzył? I co dalej z zawodnikami, którzy się na niej znaleźli?
- Lista została opracowana przez trenera Sasala w konsultacji ze mną. On chciał dodać tam jeszcze kilka nazwisk. Ona jednak ulegnie weryfikacji. Jest nowy trener i to on musi teraz ocenić nową sytuację, sprawdzić tych ludzi. Dzisiaj rozwiązaliśmy umowy kontraktowe z Krzysztofem Królem i Liranem Cohenem. W tej chwili nie stać Podbeskidzia na tego typu zawodników. Przede wszystkim, ich nie interesuje gra w niższej klasie rozgrywkowej. To są moje obawy. Porobiłem też trochę oszczędności, bo przecież spójrzmy, ile minut spędził na boisku w minionej rundzie Cohen. Jeśli chodzi o Króla zadecydowało co innego. Rodzina jego żony przebywa w Stanach, on chciałby wyjechać do USA i próbować tam sił jako piłkarz. Jeśli ktoś nie czuje się na tyle silny mentalnie, by wojować o każdy metr boiska, to nie jest nam potrzebny.
Powiedział pan, że Król i Cohen nie byli zainteresowani grą w niższej lidze. Czy więc ci zawodnicy, którzy zostaną w Bielsku, będą musieli złożyć deklaracje, że zostaną tu nawet po spadku?
- To rola trenera, żeby stworzyć grupę świadomą tego, o co walczy. Czasami, gdy zabraknie umiejętności, cechy wolicjonalne decydują o zwycięstwie. Trener mi zapowiedział, że powie zawodnikom, iż jeśli ktoś nie będzie gotowy na walkę, to on to łatwo oceni. To wszystko spada na niego.
Nie przedłużyliście też kontraktu ze Sławomirem Cienciałą, który jest legendą Podbeskidzia i ponoć była dla niego przygotowana nowa umowa. Dlaczego?
- Nic nie wiem o nowym kontrakcie dla niego. Sympatie i antypatie nie mogą podpowiadać, jak mamy działać. Boisko wszystko weryfikuje. W tej sprawie wypowiedział się trener. Ja darzę Sławka wielką sympatią i w takim tonie przebiegała nasza rozmowa, ale nie ja będę decydował o składzie i nie ja będę odpowiadał za wynik. To, że ktoś był lubiany w środowisku, świadczy tylko o tym, że był porządnym człowiekiem. Rozstaliśmy się w takim tonie, że być może kiedyś będziemy współpracowali w innym charakterze. Sławek jest naprawdę inteligentnym człowiekiem i z pełnym zrozumieniem się do tego odniósł. Kontrakt wygasł, a ja nie widziałem ze strony trenera chęci jego przedłużenia.
Na koniec pytanie o młodych zawodników, którzy ostatnio byli wypożyczeni do innych klubów, jak np. Mateusz Kupczak z GKS-u Tychy. Czy oni wrócą na wiosnę do Bielska-Białej?
- Powiem tak: dostaliby szansę. Siedzę w tej chwili jeszcze w klubie, przed chwilą rozmawiałem z Mateuszem Kupczakiem. Ale widzę, że w jego przypadku została tak dziwnie skonstruowana umowa, że my teraz - jako klub macierzysty! - musimy się prosić, ażeby nam oddano tego zawodnika. Poza tym, ten chłopak jest przez kogoś manipulowany. To przekracza jakieś granice absurdu. Kilkakrotnie z nim dzisiaj rozmawiałem. Wysłaliśmy pismo do GKS-u Tychy z prośbą o zgodę na jego udział w jutrzejszym test-meczu. Taką zgodę otrzymaliśmy. Ale z rozmowy z tym zawodnikiem wnoszę, że on jest tak zmanipulowany, iż chyba nie wie, co mówi i co robi. Krótko mówiąc: nie chce tu wrócić. Przedziwna sytuacja, ale gdyby nie ten przedziwny aneks, tej rozmowy prawdopodobnie by nie było. Ja pierwszy raz widzę tak skonstruowaną umowę i dlatego to utrudnia nam pracę. Nie możemy odzyskać swojego zawodnika!
Rozmawiał Michał Trela.
Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia: - Moim zdaniem ma wszelkie predyspozycje do tego, żeby nam tu pomóc. Przystał na nową strategię, jaką wspólnie obraliśmy w klubie. Był na to przygotowany. Nie trwało długo zanim się dogadaliśmy. Na pewno jest człowiekiem ambitnym. Co prawda długo nie pracował, ale ma swoje cele. Jeśli jest pełne zrozumienie, idziemy w tym samym kierunku i gramy do tej samej bramki, to ja się cieszę z takiego rozwiązania.
Nie przeszkadzało panu to, że Kubicki był swego czasu zamieszany w korupcję?
- Nie znam szczegółów. Jeśli ktoś coś miał, był o coś posądzany, a mu tego nie udowodniono, to trudno mi z tym dyskutować. Ja się skupiam na tym, co jest istotne, a nie na pozakulisowych sprawach. Gdyby coś rzeczywiście było, to pewnie zostałby ukarany. Ja chcę podchodzić do sprawy merytorycznie. Interesuje mnie Dariusz Kubicki jako trener piłkarski i człowiek, który ma ambicję i chce swoją pracą coś komuś udowodnić.
Czy trener Kubicki dostał gwarancję, że będzie pracował w Podbeskidziu w przyszłym sezonie niezależnie od ligi, w której klub się znajdzie?
- Podpisaliśmy kontrakt na półtora roku. Umowa zawiera opcję, że klub nie będzie grał w ekstraklasie. Trener Kubicki o tym wie i myślimy o tym samym. Ale chcę wyraźnie podkreślić, że na razie tematu gry Podbeskidzia w I lidze jeszcze nie ma. Od dzisiaj rozpoczęliśmy wspólną batalię o utrzymanie w ekstraklasie. Taki cel przyświeca trenerowi Kubickiemu, mnie i całej ekipie, która z nami współpracuje. Skupmy się na tym. Niemądrym byłoby jednak patrzeć tylko do przodu, a nie rozglądać się na boki. Musimy wszystko wziąć pod uwagę, każdą sytuację.
W kontekście Podbeskidzia pojawiają się na razie nazwiska zawodników, którzy grali ostatnio w II-III lidze. Czy to naprawdę jest droga do utrzymania w ekstraklasie?
- To jest jeden z etapów. Powinien był być zrobiony w Podbeskidziu w grudniu. Selekcję wstępną i przymiarki robi się tuż po zakończeniu rozgrywek. Jeśli zbierze się 30-40 zawodników i wybierze się z tego grona dwóch, to jest to sukces. Ja myślę, że to są zawodnicy w jakiś sposób już zweryfikowani. Ale to tylko jedna z dróg. Nikt nie da gwarancji za młodego zawodnika, za starszego też. Pytanie jest raczej retoryczne i proszę sobie samemu na nie odpowiedzieć. My rozpoczynamy bój i to, jakimi środkami, jest nieważne. W każdym przypadku jest ryzyko i doza niepewności, bo to jest sport. Będziemy starali się wykonać dobrą robotę i wyciągać racjonalne wnioski. To nie jest żadna rewolucja, ale racjonalne posunięcia na skutek wyniku sportowego. Wynik sportowy to jest sześć punktów i przedostatnie miejsce w tabeli. To nie nastraja optymistycznie.
Chciałbym spytać również o trenera Marcina Sasala. Przyczyną rozstania z nim raczej nie były wyniki. Chodzi o odmienne wizje?
- Były bardzo duże rozbieżności, co do wizji. Moją strategię zaakceptowała rada nadzorcza, a trener Sasal miał inną koncepcję. Nie chcę go oceniać jako szkoleniowca. Być może jest świetny. Ale wszyscy musimy grać do jednej bramki i ja chcę stworzyć ekipę, która się będzie rozumiała. Nie chcę mówić o tym, co będzie za pół roku, ale myślę już o tym. Na razie walczymy o utrzymanie i rolą trenera jest dobrać takie środki, żeby to przyniosło efekt. Wynik jest sprawą otwartą.
Końcem grudnia opublikowaliście listę transferową. Kto ją stworzył? I co dalej z zawodnikami, którzy się na niej znaleźli?
- Lista została opracowana przez trenera Sasala w konsultacji ze mną. On chciał dodać tam jeszcze kilka nazwisk. Ona jednak ulegnie weryfikacji. Jest nowy trener i to on musi teraz ocenić nową sytuację, sprawdzić tych ludzi. Dzisiaj rozwiązaliśmy umowy kontraktowe z Krzysztofem Królem i Liranem Cohenem. W tej chwili nie stać Podbeskidzia na tego typu zawodników. Przede wszystkim, ich nie interesuje gra w niższej klasie rozgrywkowej. To są moje obawy. Porobiłem też trochę oszczędności, bo przecież spójrzmy, ile minut spędził na boisku w minionej rundzie Cohen. Jeśli chodzi o Króla zadecydowało co innego. Rodzina jego żony przebywa w Stanach, on chciałby wyjechać do USA i próbować tam sił jako piłkarz. Jeśli ktoś nie czuje się na tyle silny mentalnie, by wojować o każdy metr boiska, to nie jest nam potrzebny.
Powiedział pan, że Król i Cohen nie byli zainteresowani grą w niższej lidze. Czy więc ci zawodnicy, którzy zostaną w Bielsku, będą musieli złożyć deklaracje, że zostaną tu nawet po spadku?
- To rola trenera, żeby stworzyć grupę świadomą tego, o co walczy. Czasami, gdy zabraknie umiejętności, cechy wolicjonalne decydują o zwycięstwie. Trener mi zapowiedział, że powie zawodnikom, iż jeśli ktoś nie będzie gotowy na walkę, to on to łatwo oceni. To wszystko spada na niego.
Nie przedłużyliście też kontraktu ze Sławomirem Cienciałą, który jest legendą Podbeskidzia i ponoć była dla niego przygotowana nowa umowa. Dlaczego?
- Nic nie wiem o nowym kontrakcie dla niego. Sympatie i antypatie nie mogą podpowiadać, jak mamy działać. Boisko wszystko weryfikuje. W tej sprawie wypowiedział się trener. Ja darzę Sławka wielką sympatią i w takim tonie przebiegała nasza rozmowa, ale nie ja będę decydował o składzie i nie ja będę odpowiadał za wynik. To, że ktoś był lubiany w środowisku, świadczy tylko o tym, że był porządnym człowiekiem. Rozstaliśmy się w takim tonie, że być może kiedyś będziemy współpracowali w innym charakterze. Sławek jest naprawdę inteligentnym człowiekiem i z pełnym zrozumieniem się do tego odniósł. Kontrakt wygasł, a ja nie widziałem ze strony trenera chęci jego przedłużenia.
Na koniec pytanie o młodych zawodników, którzy ostatnio byli wypożyczeni do innych klubów, jak np. Mateusz Kupczak z GKS-u Tychy. Czy oni wrócą na wiosnę do Bielska-Białej?
- Powiem tak: dostaliby szansę. Siedzę w tej chwili jeszcze w klubie, przed chwilą rozmawiałem z Mateuszem Kupczakiem. Ale widzę, że w jego przypadku została tak dziwnie skonstruowana umowa, że my teraz - jako klub macierzysty! - musimy się prosić, ażeby nam oddano tego zawodnika. Poza tym, ten chłopak jest przez kogoś manipulowany. To przekracza jakieś granice absurdu. Kilkakrotnie z nim dzisiaj rozmawiałem. Wysłaliśmy pismo do GKS-u Tychy z prośbą o zgodę na jego udział w jutrzejszym test-meczu. Taką zgodę otrzymaliśmy. Ale z rozmowy z tym zawodnikiem wnoszę, że on jest tak zmanipulowany, iż chyba nie wie, co mówi i co robi. Krótko mówiąc: nie chce tu wrócić. Przedziwna sytuacja, ale gdyby nie ten przedziwny aneks, tej rozmowy prawdopodobnie by nie było. Ja pierwszy raz widzę tak skonstruowaną umowę i dlatego to utrudnia nam pracę. Nie możemy odzyskać swojego zawodnika!
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa