Takiego wyboru nowego trenera Podbeskidzia Bielsko-Biała zapewne nie spodziewał się żaden z kibiców. Na miejsce zwolnionego przed tygodniem Krzysztofa Brede typowano wielu szkoleniowców, ale ostatecznie włodarze beniaminka postawili na nazwisko zupełnie nieoczywiste. Na Stadion Miejski przy Rychlińskiego, po blisko 8 latach przerwy, wraca zatem Robert Kasperczyk, który dziś podpisał z nowym-starym klubem półroczny kontrakt.
Powrót do przeszłości. Architekt największych sukcesów wraca do Podbeskidzia
O wręcz szokującym ruchu ostatniego klubu w tabeli PKO Ekstraklasy jako pierwszy poinformował dziennikarz Szymon Janczyk z weszło.com. W późniejszym czasie kolejne źrodła również zaczęły potwierdzać zatrudnienie trenera, który ani przez moment nie był wymieniany w mediach do ponownego objęcia Podbeskidzia Bielsko-Biała. W kuluarach pojawiały się głównie nazwiska takich osób jak Ireneusz Mamrot, Mariusz Rumak, Ricardo Moniz, Łukasz Surma czy nawet zatrudniony w pierwszoligowej Puszczy Niepołomice Tomasz Tułacz.
Ostatecznie bardzo ciężkiej misji utrzymania „Górali” w elicie podejmie się Kasperczyk, który nie pracował jednak w zawodzie trenera od 2016 roku. W ostatnim czasie 53-latek był bowiem zatrudniony w Cracovii, w której odpowiadał za skauting oraz koordynowanie grup młodzieżowych.
Zatrudniając ponownie Kasperczyka w roli pierwszego trenera, włodarze beniaminka poszli pod prąd i w tej partii zdecydowanie zagrali va-bank. Wszystkie związane z klubem osoby zapewne liczą na to, że urodzony w Tuchowie trener nawiążę do swoich najlepszych czasów, przypadających właśnie na pobyt w Bielsku-Białej w latach 2009-2012. W końcu w tym czasie Kasperczyk najpierw zdołał utrzymać zespół na pierwszoligowym szczeblu, by w kolejnych rozgrywkach wywalczyć historyczny awans do Ekstraklasy oraz znaleźć się z drużyną w najlepszej czwórce Pucharu Polski. Również w debiutanckim sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej „Górale”, sprawili bardzo dobrze wrażenie i dość szybko zapewnili sobie pewne utrzymanie. Bardzo nieudana runda jesienna w rozgrywkach 2012/2013 (seria 15 meczów bez zwycięstwa) spowodowała jednak, że Kasperczyk musiał pożegnać się ze swoim stanowiskiem na rzecz Marcina Sasala.
Od tego momentu szkoleniowiec nie był już w stanie zakotwiczyć w jednym klubie na dłużej, a swoich sił w trenerce próbował jeszcze w trzech drugoligowych zespołach - Stali Rzeszów, Limanovii Limanowa oraz Motorze Lublin, a także w grającej poziom wyżej Sandecji Nowy Sącz. Łącznie jednak szkoleniowiec poprowadził cztery wymienione drużyny w zaledwie 58 meczach.
- Wszystkich kibiców Podbeskidzia informuję, że „Bóg mnie nie opuścił”, jak to sugerują niektórzy z Was. Już w przeszłości podejmowałem niepopularne decyzje np. nie przedłużając kontraktu z Sabalą (królem strzelców I ligi) oraz zostawiajac trenera Brede na stanowisku, kiedy większość się dopominała jego zwolnienia. Teraz też, w oparciu o swoją wiedzę oraz doświadczenie, podjąłem decyzje o zatrudnieniu Roberta Kasperczyka. Wszystkich proszę o wstrzemięźliwość w ocenach. Jestem przekonany, że czas pokaże, że to była słuszna decyzja - tak podjętą decyzję skomentował na swoim Twitterze sternik „Górali”, Bogdan Kłys.
Czy ten nieoczywisty wybór faktycznie okaże się trafny i nie sprawdzi się powiedzenie, że "nie należy wchodzić do tej samej rzeki"? Trudno powiedzieć. Wszystko zweryfikuje runda wiosenna, w której na bielszczan czekać będzie niezwykle ciężkie zadanie. Na ten moment rozbity zespół Podbeskidzia zajmuje w tabeli jedyne zagrożone spadkiem miejsc, a do zmagań w 2021 roku przystąpi ze stratą czterech punktów do bezpiecznej strefy.