Pomocnik Podbeskidzia: To nie jest nasz dobry moment

23.04.2012
- Chciałbym strzelić w Polsce pierwszego gola, czekam na to od dłuższego czasu. Czy w sobotę mi się to udało? Szczerze mówiąc, nie wiem... - przyznaje Liran Cohen, izraelski pomocnik Podbeskidzia Bielsko-Biała.
W pierwszych czterech meczach tego sezonu Cohen strzelił dwa gole. Tyle, że... było to jeszcze w Izraelu, gdzie pomocnik zaczynał sezon. Dopiero końcem sierpnia ściągnęło go do siebie Podbeskidzie. Po krótkim okresie aklimatyzacji, piłkarz wskoczył do podstawowego składu i grał w nim przez większość czasu. Formy strzeleckiej z ojczyzny nie mógł sobie jednak przypomnieć, choć sytuacje miał znakomite. Dość powiedzieć, że w wyjazdowych meczach ze Śląskiem Wrocław i Cracovią pudłował na pustą bramkę.

W sobotnim starciu z Wisłą Kraków usiadł na ławce, jednak wszedł na ostatnie minuty. To on przy stanie 0-2 wykonywał rzut wolny, po którym wrzucił w pole karne bardzo nieprzyjemną dla bramkarza piłkę. Ta wpadła do siatki, a wszyscy zastanawiali się, kto był autorem gola: Damian Byrtek czy właśnie Cohen. - Szczerze mówiąc nie wiem, ale nie ma to dla mnie znaczenia, bo przegraliśmy mecz. Przede wszystkim chcę, żebyśmy wygrywali i grali dobrą piłkę. Choć z drugiej strony, bardzo chciałbym zdobyć pierwszą bramkę na polskich boiskach. Czekam na to od dłuższego czasu - przyznaje piłkarz.

- Jestem tym meczem bardzo rozczarowany, bo nie musieliśmy go przegrać. Wisła Kraków jest jednak najlepszą drużyną w Polsce, stworzyła sobie od nas więcej szans i to dało jej zwycięstwo - tłumaczy zawodnik. Nie jest dla niego natomiast problemem to, że większość spotkania przesiedział na ławce. - Ja zawsze szanuję decyzje trenera. Dodatkowa motywacja? Nic z tych rzeczy. Zawsze daję z siebie wszystko, obojętnie czy wchodzę na minutę, dziesięć czy 90 - przekonuje Cohen.

"Górale" przedłużyli swoją serię meczów bez zwycięstwa do pięciu. - To zdecydowanie nie jest nasz najlepszy moment. Ostatni raz wygraliśmy przecież w Gdańsku. Ale jak spojrzeć na cały sezon, to wykonaliśmy dobrą robotę i chcielibyśmy zakończyć te rozgrywki w dobrym stylu. A co po sezonie? Mam tutaj kontrakt, więc mam nadzieję, że zostanę w Bielsku-Białej - mówi Izraelczyk.

Potyczka z Wisłą była dla niego okazją również do spotkania towarzyskiego. Po meczu pod szatnią uciął sobie pogawędkę z Maorem Meliksonem, gwiazdorem krakowian i rodakiem Cohena. - Znamy się jeszcze z Izraela, ale tu też utrzymujemy kontakt. Zdarzyło nam się spotkać wspólnie z Davidem Bitonem. Dla mnie i Liada Elmaleacha to fajna sytuacja, że w Polsce grają jeszcze inni nasi rodacy. Utrzymujemy z nimi relacje, choć Kraków przecież nie jest bardzo blisko Bielska-Białej - kończy Liran Cohen.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również