Pomocnik "Górali": Wybrałem van Persiego, ale nic z tego nie wykorzystałem

29.03.2013
- Jesteśmy rozczarowani, ale nie ma co załamywać rąk. Ciągle jesteśmy w grze - mówi Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia Bielsko-Biała, któremu przypadł do gustu pomysł z motywacyjnymi płytami od trenera.
Przypomnijmy, że Czesław Michniewicz w ramach zmotywowania zawodników do meczu, dał im do wyboru płyty z różnymi słynnymi bramkami Arsenalu Londyn. W przypadku zwycięstwa z Koroną Kielce, piłkarze mogliby te płyty zachować. Kogo wybrał Damian Chmiel? - Robina van Persiego - przyznaje. - Nie wiem, skąd do was doszło, że byliśmy w ten sposób motywowani, ale faktycznie tak było. Dla niektórych to jest jakaś nauka, bo było na co popatrzeć. Szkoda, że nie udało się nic z tego materiału wykorzystać w meczu. Ale to jest dobre dla zabicia czasu na zgrupowaniach. Fajny gest trenera - twierdzi Chmiel.

Nie da się jednak ukryć, że pomocnik bielszczan nie był zadowolony po spotkaniu z Koroną Kielce. - Nie ma co tu nawet gdybać, jesteśmy rozczarowani. Straciliśmy kolejne dwa punkty. Każdy wiedział, że to będzie mecz walki i tak było. Korona niczym nas nie zaskoczyła. Od 31. minuty graliśmy już dobrą piłkę, bo walczyliśmy i nikt nie może mieć do nas pretensji. Chcieliśmy zdobyć trzy punkty, ale sport jest taki, że jeden błąd wystarczył do straty punktów - dodaje.

Chmiel ma na myśli serię błędów z 10. minuty, kiedy to Maciej Korzym zdobył pierwszą bramkę dla kielczan. - Ten gol trochę ustawił mecz. To my mieliśmy strzelić pierwsi, a Koronie wpadł dość fartowny gol. Ciężko się goni wynik, lecz podnieśliśmy się - zaznacza.

- Wiemy, jaka jest sytuacja i dalej jesteśmy w grze. Nie ma co załamywać rąk. Jest jeszcze 10 spotkań. W każdym trzeba grać o zwycięstwo i zobaczymy, co się z tego urodzi. Zmiana trenera? W trzy dni zdążyliśmy potrenować dwa razy, potem tylko rozruch. Teraz czeka nas pełny mikrocykl, więc dopiero po meczu z Ruchem Chorzów będzie można powiedzieć coś więcej - kończy Damian Chmiel.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również