Pomocnik "Górali": Nie chcemy patrzeć w dół, ale nie mamy wyboru
30.03.2010
Na początku listopada zeszłego roku Mateusz Cieluch wszedł na ostatnie kilka minut spotkania Podbeskidzia z GKS-em Katowice, do którego był wtedy wypożyczony. Katowiczanie wygrali 3-1 i od tego czasu ani jeden piłkarz "Górali" nie mógł się cieszyć ze zwycięstwa na Stadionie Miejskim. - W sobotę ze Stalową Wolą już wygramy. Przełamiemy się i zaczniemy grać na miarę możliwości, bo na razie sytuacja jest bardzo zła. Musimy patrzeć w dół, choć bardzo tego nie chcemy - mówi zawodnik.
W sobotnim meczu z Łęczną, Cieluch po raz pierwszy znalazł się w podstawowym składzie bielszczan. Trener Robert Kasperczyk zdjął go jednak z boiska już w przerwie. - Nie chcę nawet myślami wracać do tego meczu. Drużyna nie zagrała dobrze, a ja, choć początek miałem niezły, byłem niewidoczny i trener nie był ze mnie zadowolony. Nie tak sobie to wyobrażałem. Chciałem przekonać szkoleniowca, żeby nie bał się na mnie stawiać. Chyba mi się to na razie nie udało - smuci się piłkarz. Czy wobec tego uda się mu zagrać w meczu ze Stalą? - To już sprawa drugorzędna, czy zagram czy nie, bo my na gwałt potrzebujemy trzech punktów.
Cieluch nie zgadza się z zarzutami, jakoby w meczu z Łęczną bielszczanie nie walczyli. - Przegraliśmy ważne spotkanie, więc każdy szuka tego przyczyny. Ja. będąc na boisku, widziałem zaangażowanie i walkę wszystkich. Widocznie zza linii bocznej widać to było inaczej i dlatego trener nas zganił - kończy były gracz bytomskiej Polonii.
W sobotnim meczu z Łęczną, Cieluch po raz pierwszy znalazł się w podstawowym składzie bielszczan. Trener Robert Kasperczyk zdjął go jednak z boiska już w przerwie. - Nie chcę nawet myślami wracać do tego meczu. Drużyna nie zagrała dobrze, a ja, choć początek miałem niezły, byłem niewidoczny i trener nie był ze mnie zadowolony. Nie tak sobie to wyobrażałem. Chciałem przekonać szkoleniowca, żeby nie bał się na mnie stawiać. Chyba mi się to na razie nie udało - smuci się piłkarz. Czy wobec tego uda się mu zagrać w meczu ze Stalą? - To już sprawa drugorzędna, czy zagram czy nie, bo my na gwałt potrzebujemy trzech punktów.
Cieluch nie zgadza się z zarzutami, jakoby w meczu z Łęczną bielszczanie nie walczyli. - Przegraliśmy ważne spotkanie, więc każdy szuka tego przyczyny. Ja. będąc na boisku, widziałem zaangażowanie i walkę wszystkich. Widocznie zza linii bocznej widać to było inaczej i dlatego trener nas zganił - kończy były gracz bytomskiej Polonii.
Polecane
I liga