Polska - Włochy 2-3. "Biało-Czerwoni” bliscy sprawienia sensacji

18.11.2009
Jak równy z równym walczyła Polska w towarzyskim meczu z Włochami, czyli trzecią drużyną świata i drugą Europy. - Z tej mąki będzie chleb - cieszył się Vlastimil Bartoszek, nasz selekcjoner.
Po wtorkowym spotkaniu z Włochami trener Polaków zauważył, że jego zawodnicy z meczu na mecz robią postępy. Udowodnili to również  w rewanżu. - Był to dla nas o wiele trudniejszy pojedynek niż poprzedni - przyznał Roberto Menichelli, opiekun ekipy z Półwyspu Apenińskiego.

"Biało-Czerwoni” nawet dwukrotnie prowadzili. Ładnym strzałem z dystansu popisał się Milewski. Wyrównał jednak Bertoni, który przy większym szczęściu praktycznie w pojedynkę mógł rozmontować naszą kadrę. To on również doprowadził ponownie do remisu (wcześniej nasi reprezentanci podwyższyli po strzale Cleversona z rzutu wolnego), trafił dwa razy w słupek i zmarnował wyśmienitą okazję. Ogrywając trzech rywali i mając przed sobą już tylko bramkę nie zdołał umieścić w niej piłki

- Pierwszą połowę zagraliśmy tak, jak sobie założyliśmy na odprawie - mówił Bartłomiej Nawrat, bramkarz Polaków. - To właśnie jest wielkim plusem, że chłopcy uważnie słuchają i przenoszą wszelkie uwagi na boisko. Dzięki temu robią postępy - cieszył się Bartoszek. - Dopiero się ogrywamy w tym składzie, ale widać, że coraz lepiej się rozumiemy - dodał golkiper.

Włosi wyraźnie podrażnieni niekorzystnym dla nich wynikiem podkręcili tempo. "Rozklepali” przeciwnika i Romano z najbliższej odległości się nie pomylił. - Klasowy zespół pokazał nam jak się gra. Opadliśmy trochę z sił i daliśmy się zaskoczyć - przyznał Mariusz Milewski, którego strzał z daleka w ostatnich sekundach Barigelli z trudem wybił na rzut rożny.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również