Polkowice - Podbeskidzie 1-0. Bielszczanie "podali Piastowi rękę"

12.03.2011
Podbeskidzie mogło, wraz z ŁKS-em Łódź, odskoczyć Piastowi Gliwice na dystans, którego nie da się odrobić jednym meczem. Zamiast tego przegrało trzecie spotkanie w sezonie i straciło lidera.
Bielszczanie nie przepadają chyba za Górnikami. Na trzy porażki w bieżących rozgrywkach, aż dwie przytrafiły się Podbeskidziu w spotkaniach z zespołami o tej nazwie - jesienią w Łęcznej i teraz w Polkowicach. A gdy sprawdzimy, kto ostatni raz wywiózł z Bielska-Białej trzy punkty i dowiemy się, że uczynił to Górnik Zabrze, to wyjdzie nam, że coś w tej teorii musi być. I taki obrót spraw najbardziej ucieszył rywali "Górali" w walce o ekstraklasę, którzy jeszcze wczoraj nie byli w najlepszych nastrojach.

Piast Gliwice zremisował przecież z GKS-em Katowice i mógł się obawiać, że jego strata do pierwszego miejsca wzrośnie do pięciu punktów. Zaś ŁKS wprawdzie wygrał z ostatnim w tabeli Dolcanem Ząbki i wrócił na pozycję lidera, ale męczarnie i ledwie jednobramkowe zwycięstwo z najsłabszą drużyną chluby łodzianom nie przyniosły. Dziś w obu ekipach mogli się jednak szeroko uśmiechnąć, gdyż Podbeskidzie również straciło punkty i to po zaskakująco słabej grze.

Kibice z Polkowic głosowali przez ostatnie dni na największe wzmocnienie, jakie dokonała ich drużyna w zimowym okienku transferowym. W sondzie zwyciężył napastnik Łukasz Tumicz, który błyskawicznie udowodnił, że może spełnić pokładane w nim nadzieje. Atakujący polkowiczan zdobył w meczu z liderem złotego gola, który padł w pierwszej połowie, po zbyt krótkim wybiciu piłki przez Juraja Danczika. Dla słowackiego stopera mogła to być doprawdy feralna minuta, bowiem tuż po stracie bramki został sfaulowany przez Kamila Wacławczyka. Bielski obrońca długo nie podnosił się z murawy, ale gdy do zastąpienia go był już gotowy Frantiszek Metelka, Danczik zacisnął zęby i kontynuował grę.

W drugiej połowie bielszczanie mieli dużą przewagę w posiadaniu piłki, ale nie przekładało się to na sytuacje. Sebastian Szymański, były bramkarz Podbeskidzia, nie miał zbyt wiele roboty, bowiem Podbeskidzie strzelało bardzo niecelnie. Najlepszą okazję stworzyło sobie tuż przed przerwą, kiedy to Adam Cieśliński z sześciu metrów, zamiast do bramki, trafił w poprzeczkę. Piłka odbiła się tuż przed linią, ale zdołał dopaść do niej bramkarz. "Górale" w ostatnim kwadransie domagali się też karnego, po zagraniu ręką w polu karnym jednego z obrońców gospodarzy, ale sędzia - z Łodzi - nie zareagował.

ŁKS utrzymał pozycję lidera i ma dwa punkty przewagi nad Podbeskidziem. Trzeci jest Piast, który traci do bielszczan dwa punkty.
źródło: SportSlaski.pl / Podbeskidzie Bielsko-Biała

Przeczytaj również