Pogoń - Podbeskidzie 2-1. Dwa "dzwony" i do widzenia...

23.09.2013
Podbeskidzie Bielsko-Biała nadal w bardzo słabej formie. Tym razem Pogoń Szczecin poradziła sobie z nimi w 18 minut. Trochę nadziei dał samobójczy gol Marcina Robaka, ale to było za mało...
<strong>Wydarzenie
</strong>Pierwszy gol dla Pogoni jeszcze nie byłby tak straszną sprawą dla Podbeskidzia, gdyby już trzy minuty później "Portowcy" nie dołożyli kolejnej bramki. W 18. minucie fatalnie stracił piłkę w środku pola Dariusz Łatka i Pogoń wyprowadziła atak. Maksymilian Rogalski idealnie obsłużył Takuy'ę Murayamę, a Japończyk bez najmniejszych problemów pokonał w sytuacji sam na sam Ladislava Rybansky'ego. To był gol już na 2-0, bo ledwie trzy minuty wcześniej Herve Tchami przypadkiem zaliczył świetną asystę, a Adam Frączczak z bliska wbił piłkę do siatki.

<strong>Bohater
</strong>Na boisku najlepsi byli Rogalski i Takafumi Akahoshi, którzy "robili" grę Pogoni Szczecin. W Podbeskidziu - niespodziewanie - dobrze spisał się w środku ataku Piotr Malinowski. Koledzy utrudniali mu grę jak mogli, zagrywając co rusz długie piłki, ale i tak potrafił napsuć sporo krwi środkowym obrońcom Pogoni. To był udany powrót "Maliny" do składu.
<strong>
Rozczarowanie
</strong>To jak Podbeskidzie zagrało w pierwszej połowie. Goście byli dramatyczni, Pogoń wyglądała przy nich jak Barcelona. Szczecinianie szybko strzelili dwa gole, a Marcin Robak wbił jeszcze trzeciego, którego na szczęście dla "Górali" sędzia nie uznał. Bielszczanie nie istnieli, po 25 minutach posiadanie piłki wynosiło... 72-28 % na korzyść gospodarzy, a to mówi wszystko.
<strong>
Co ciekawego
</strong>- Bielszczanie zdobyli kontaktowego gola jeszcze przed przerwą. Po rzucie wolnym Adama Dei do własnej siatki piłkę ładnym strzałem głową skierował Robak.

- Do przerwy - mimo słabej gry - goście powinni byli remisować 2-2. Ładną akcję przeprowadził Malinowski, który strzelił na bramkę, Radosław Janukiewicz odbił piłkę przed siebie, a Frank Adu Kwame zamiast kopnąć piłkę z pięciu metrów do bramki, huknął gdzieś w trybuny...

- Trener Czesław Michniewicz mocno zamieszał składem. Po raz pierwszy Malinowski zagrał w podstawowym składzie jako napastnik, skrzydłowych Kwame i Bujoka jednocześnie też na boisku nie było. Na ławce siedzieli z kolei Marcin Wodecki czy Aleksander Jagiełło.

- W 72. minucie znakomitą sytuację miał wprowadzony na boisko Wodecki. Dobrze dograł mu Fabian Pawela, ale w ostatniej chwili piłkę wybił mu Maciej Dąbrowski.

- W końcówce spotkania Podbeskidzie grało w dziesiątkę, bo kontuzji doznał Tomasz Górkiewicz, a limit zmian był już wykorzystany.

- Podbeskidzie jeszcze w tym sezonie nie wygrało na wyjeździe, zaś Pogoń się przełamała i pierwszy raz wygrała u siebie.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również