„Podbeskidziu nic złego stać się już nie może”
08.05.2014
– „Góralom” gratuluję utrzymania. Wiem, powiecie, że za wcześnie, że dopóki piłka w grze, że „i tak dalej i itp.”... Ale ja jestem przekonany, że nic złego Podbeskidziu stać już się nie może. Nawet mając na uwadze fakt, że zespół czekają teraz dwa wyjazdy: do Kielc i Wrocławia – rozpoczyna felieton na łamach portalu SportoweBeskidy.pl, Bożydar Iwanow.
Dziennikarz stacji Polsat wraca w komentarzu do potyczki bielszczan z Jagiellonią Białystok. – Choć remis po beznadziejnej pierwszej połowie, pewnie w ciemno przyjęliby wszyscy będący na stadionie kibice, w drugiej połowie zespół postanowił zagrać o całą pulę. Nie po raz pierwszy przy Rychlińskiego po wznowieniu gry zobaczyliśmy zupełnie odmienioną drużynę. Z Cracovią przed miesiącem ożywił ją Marek Sokołowski, w czwartek Piotr Malinowski, który znów okazał się niezwykle wartościowym „jokerem”. Naturalnie taki pozytywny efekt tworzy przede wszystkim wizyta w szatni i pewnie mało przyjemne wysłuchanie tego, co ma do powiedzenia trener Leszek Ojrzyński. Głos ma – proszę mi wierzyć – donośny i nie owija w bawełnę. Najważniejsze, że dociera tym do drużyny – pisze felietonista.
– Jest też inna dość ciekawa teza. Z Cracovią, a także ze Śląskiem Wrocław, jak i teraz z Jagiellonią, „Górale” przez pierwszą część atakują w kierunku… pustej trybuny. Może to drobiazg, ale zawsze lepiej jest grać i cieszyć się z bramek w towarzystwie swoich kibiców, a nie… wiwatować widząc beton. W trzech wymienionych tu meczach w pierwszych połowach padł tylko jeden gol – Marka Sokołowskiego ze Śląskiem. Pod trybuną północną tylko w trzech ostatnich spotkaniach „Górale” trafiali już pięciokrotnie. Szkoda, że nie można grać dwóch „połówek” na tej samej stronie… – komentuje w formie ciekawostki Bożydar Iwanow, który w felietonie podejmuje również czysto personalne rozważania, chwaląc zwłaszcza wspomnianego powyżej Marka Sokołowskiego, Antona Slobodę i Fabiana Pawelę.
CAŁY FELIETON BOŻYDARA IWANOWA.
Dziennikarz stacji Polsat wraca w komentarzu do potyczki bielszczan z Jagiellonią Białystok. – Choć remis po beznadziejnej pierwszej połowie, pewnie w ciemno przyjęliby wszyscy będący na stadionie kibice, w drugiej połowie zespół postanowił zagrać o całą pulę. Nie po raz pierwszy przy Rychlińskiego po wznowieniu gry zobaczyliśmy zupełnie odmienioną drużynę. Z Cracovią przed miesiącem ożywił ją Marek Sokołowski, w czwartek Piotr Malinowski, który znów okazał się niezwykle wartościowym „jokerem”. Naturalnie taki pozytywny efekt tworzy przede wszystkim wizyta w szatni i pewnie mało przyjemne wysłuchanie tego, co ma do powiedzenia trener Leszek Ojrzyński. Głos ma – proszę mi wierzyć – donośny i nie owija w bawełnę. Najważniejsze, że dociera tym do drużyny – pisze felietonista.
– Jest też inna dość ciekawa teza. Z Cracovią, a także ze Śląskiem Wrocław, jak i teraz z Jagiellonią, „Górale” przez pierwszą część atakują w kierunku… pustej trybuny. Może to drobiazg, ale zawsze lepiej jest grać i cieszyć się z bramek w towarzystwie swoich kibiców, a nie… wiwatować widząc beton. W trzech wymienionych tu meczach w pierwszych połowach padł tylko jeden gol – Marka Sokołowskiego ze Śląskiem. Pod trybuną północną tylko w trzech ostatnich spotkaniach „Górale” trafiali już pięciokrotnie. Szkoda, że nie można grać dwóch „połówek” na tej samej stronie… – komentuje w formie ciekawostki Bożydar Iwanow, który w felietonie podejmuje również czysto personalne rozważania, chwaląc zwłaszcza wspomnianego powyżej Marka Sokołowskiego, Antona Slobodę i Fabiana Pawelę.
CAŁY FELIETON BOŻYDARA IWANOWA.
Polecane
Ekstraklasa