Podbeskidzie znów jedzie do Łodzi. "To były najwyższe światowe szczyty"
13.09.2013
Dziś obrońca Podbeskidzia też będzie musiał oglądać kolegów w roli kibica, ale nerwy będą na pewno mniejsze niż 2 czerwca 2013 roku. Ten dzień, do końca życia, zapamiętają wszyscy ludzie związani z Podbeskidziem. To właśnie wtedy „Górale” wygrali ostatnie, dające utrzymanie w ekstraklasie, spotkanie w sezonie 2012/2013. Sezonie, w którym jesienią nie wychodziło dosłownie nic. Po pierwszej rundzie piłkarze powtarzali:
- "Jeszcze nie wszystko stracone"
- "Na wiosnę będzie dużo punktów do zdobycia"… itd. itd.
Wtedy nikt im nie wierzył. Ale udowodnili wszystkim, że to oni mieli rację i w Łodzi świętowali utrzymanie.
Kiedy w 58. minucie piłkę na jedenastym metrze ustawiał Robert Demjan, całe Bielsko wstrzymało oddech. Słowak jednak pewnie wykorzystał rzut karny i wydawało się, że nic już bielszczanom nie zagrozi w tym spotkaniu. - Po tym jak Robert strzelił, pojawiła się myśl, że jesteśmy już tak blisko i grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Widzew jednak szybko odpowiedział, bo z dwubramkowego prowadzenia cieszyliśmy się niecałą minutę - wspomina tamto spotkanie Bartłomiej Konieczny.
Ostatecznie Podbeskidzie pokonało Widzew 2-1 i cudem utrzymało się w ekstraklasie. Czesław Michniewicz i jego piłkarze udowodnili, że niemożliwe nie istnieje i wspólnie mogli świętować niebywały sukces. - Pół roku walczyliśmy, żeby osiągnąć upragniony cel. Wywalczyliśmy go w Łodzi i wiadomo, że wtedy zeszło z nas całe ciśnienie. Dokonaliśmy czegoś niesamowitego. Czuliśmy, że zdobyliśmy najwyższe światowe szczyty. To było coś genialnego – zapewnia Konieczny.
Obrońca Podbeskidzia nie mógł zagrać w Łodzi z powodu kartek i całe spotkanie musiał oglądać z wysokości trybun. - Wtedy czuje się taką bezsilność. Nie można nic zrobić, a jest taka myśl, że gdyby się było na boisku to można by pomóc kolegom. Kibic to może tylko kibicować, a ja nie dość, że byłem w roli kibica, to jeszcze w roli piłkarza, który jest emocjonalnie zaangażowany. To jest ogromy stres. Boję się go nawet do czegoś porównywać, ale emocje straszne – mówi kapitan Podbeskidzia.
Dziś Konieczny również nie będzie mógł wybiec na boisko. Filar bielskiej defensywy, w spotkaniu z Koroną, naderwał ścięgno podeszwowe i będzie musiał pauzować w kilku najbliższych meczach. – Jakoś nie mam szczęścia do tego Widzewa. Ale widocznie tak ma być i mam tam nie grać – śmieje się Konieczny.
Podbeskidzie do Łodzi pojedzie ze sporym optymizmem. Na koncie "Górali" jest już pierwsze ligowe zwycięstwo, po którym było widać, że wszystkim w Bielsku ulżyło. Pokazał to również sparing z Górnikiem Zabrze, wiceliderem ekstraklasy, w którym Podbeskidzie pokonało zabrzan, aż 5-2. Gdyby tego było mało, stadion Widzewa jest jedynym obiektem, na którym Podbeskidzie w rozgrywkach ekstraklasy zawsze wygrywało.
Widzew Łódź - Podbeskidzie Bielsko-Biała
piątek, 18:00
Sędzia Krzysztof Jakubik (Siedlce).
- "Jeszcze nie wszystko stracone"
- "Na wiosnę będzie dużo punktów do zdobycia"… itd. itd.
Wtedy nikt im nie wierzył. Ale udowodnili wszystkim, że to oni mieli rację i w Łodzi świętowali utrzymanie.
Kiedy w 58. minucie piłkę na jedenastym metrze ustawiał Robert Demjan, całe Bielsko wstrzymało oddech. Słowak jednak pewnie wykorzystał rzut karny i wydawało się, że nic już bielszczanom nie zagrozi w tym spotkaniu. - Po tym jak Robert strzelił, pojawiła się myśl, że jesteśmy już tak blisko i grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Widzew jednak szybko odpowiedział, bo z dwubramkowego prowadzenia cieszyliśmy się niecałą minutę - wspomina tamto spotkanie Bartłomiej Konieczny.
Ostatecznie Podbeskidzie pokonało Widzew 2-1 i cudem utrzymało się w ekstraklasie. Czesław Michniewicz i jego piłkarze udowodnili, że niemożliwe nie istnieje i wspólnie mogli świętować niebywały sukces. - Pół roku walczyliśmy, żeby osiągnąć upragniony cel. Wywalczyliśmy go w Łodzi i wiadomo, że wtedy zeszło z nas całe ciśnienie. Dokonaliśmy czegoś niesamowitego. Czuliśmy, że zdobyliśmy najwyższe światowe szczyty. To było coś genialnego – zapewnia Konieczny.
Obrońca Podbeskidzia nie mógł zagrać w Łodzi z powodu kartek i całe spotkanie musiał oglądać z wysokości trybun. - Wtedy czuje się taką bezsilność. Nie można nic zrobić, a jest taka myśl, że gdyby się było na boisku to można by pomóc kolegom. Kibic to może tylko kibicować, a ja nie dość, że byłem w roli kibica, to jeszcze w roli piłkarza, który jest emocjonalnie zaangażowany. To jest ogromy stres. Boję się go nawet do czegoś porównywać, ale emocje straszne – mówi kapitan Podbeskidzia.
Dziś Konieczny również nie będzie mógł wybiec na boisko. Filar bielskiej defensywy, w spotkaniu z Koroną, naderwał ścięgno podeszwowe i będzie musiał pauzować w kilku najbliższych meczach. – Jakoś nie mam szczęścia do tego Widzewa. Ale widocznie tak ma być i mam tam nie grać – śmieje się Konieczny.
Podbeskidzie do Łodzi pojedzie ze sporym optymizmem. Na koncie "Górali" jest już pierwsze ligowe zwycięstwo, po którym było widać, że wszystkim w Bielsku ulżyło. Pokazał to również sparing z Górnikiem Zabrze, wiceliderem ekstraklasy, w którym Podbeskidzie pokonało zabrzan, aż 5-2. Gdyby tego było mało, stadion Widzewa jest jedynym obiektem, na którym Podbeskidzie w rozgrywkach ekstraklasy zawsze wygrywało.
Widzew Łódź - Podbeskidzie Bielsko-Biała
piątek, 18:00
Sędzia Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Polecane
Ekstraklasa