Podbeskidzie wybaczyło mu nawet... romans z ekstraklasą
26.06.2009
Do dwóch razy sztuka. Przypomnijmy, o Piotra Bagnickiego starali się w Bielsku-Białej już w zimie. Ten wówczas zdecydował się jednak na Wodzisław. - Ale Podbeskidzie przeczekało mój romans z ekstraklasą - uśmiecha się 29-latek. A ten udany nie był. Pół roku w Odrze przyniosło napastnikowi ledwie cztery występy w lidze i ani jednej bramki. Co więcej, Bagnicki nie strzelał również w rozgrywkach Pucharu Ekstraklasy i Młodej Ekstraklasy.
- Dlatego w klubach z najwyższego szczebla nadal czuję się mocno niespełniony. A przecież nie dopuszczałem do siebie myśli, że mój pobyt przy Bogumińskiej może się okazać tak nietrafiony. Na początek wiosny, z ŁKS-em Łódź, zagrałem jeszcze od pierwszej minuty, ale potem było już tylko gorzej - rozkłada ręce. Tymczasem, jeśli z Rychlińskiego odejdzie Krzysztof Chrapek, to właśnie na barkach Bagnickiego spoczywać będzie ciężar zdobywania goli.
Co ciekawe, jeszcze w poniedziałek jego transfer do bielskiego zespołu stanął pod znakiem zapytania, ale tylko z perspektywy... kibiców. Tego dnia rano media obwieściły bowiem, że snajper jest już piłkarzem Podbeskidzia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jeszcze przed południem Bagnicki wziął udział w premierowych w nowym sezonie zajęciach Odry.
- Ktoś z Wodzisławia się zagalopował i wypuścił nieprawdziwą informację. Owszem, byłem już wtedy z Podbeskidziem dogadany, ale brakowało porozumienia zainteresowanych klubów. Równie dobrze z przeprowadzki mogło zatem nic nie wyjść - zauważa były gracz kieleckiej Korony. Ostatecznie do przedstawiciela I ligi trafił dopiero wczoraj, wiążąc się 2,5-letnią umową.
- Dlatego w klubach z najwyższego szczebla nadal czuję się mocno niespełniony. A przecież nie dopuszczałem do siebie myśli, że mój pobyt przy Bogumińskiej może się okazać tak nietrafiony. Na początek wiosny, z ŁKS-em Łódź, zagrałem jeszcze od pierwszej minuty, ale potem było już tylko gorzej - rozkłada ręce. Tymczasem, jeśli z Rychlińskiego odejdzie Krzysztof Chrapek, to właśnie na barkach Bagnickiego spoczywać będzie ciężar zdobywania goli.
Co ciekawe, jeszcze w poniedziałek jego transfer do bielskiego zespołu stanął pod znakiem zapytania, ale tylko z perspektywy... kibiców. Tego dnia rano media obwieściły bowiem, że snajper jest już piłkarzem Podbeskidzia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jeszcze przed południem Bagnicki wziął udział w premierowych w nowym sezonie zajęciach Odry.
- Ktoś z Wodzisławia się zagalopował i wypuścił nieprawdziwą informację. Owszem, byłem już wtedy z Podbeskidziem dogadany, ale brakowało porozumienia zainteresowanych klubów. Równie dobrze z przeprowadzki mogło zatem nic nie wyjść - zauważa były gracz kieleckiej Korony. Ostatecznie do przedstawiciela I ligi trafił dopiero wczoraj, wiążąc się 2,5-letnią umową.
Polecane
I liga