Podbeskidzie - Wisła 0-0. Minimalizm? "Górale" zadowolili się remisem
15.05.2010
Początek spotkania należał zdecydowanie do gości. Częste ataki skrzydłami, groźne wejścia dryblingami - zwłaszcza trójki Bartosz Wiśniewski-Tomasz Grudzień-Robert Chwastek, siały popłoch w defensywie bielszczan. Najciekawsze wydarzenia w dzisiejszym meczu rozegrały się pomiędzy 30-40 minutą. Wtedy to, obie drużyny grały ofensywnie, a piłka co akcję mogła wpaść do jednej albo drugiej bramki. Szalone 10 minut zaczęło się od fantastycznego, potężnego strzału z woleja autorstwa Łukasza Matusiaka. Futbolówka po uderzeniu z 20. metrów odbiła się od... spojenia słupka z poprzeczką. Kilka centymetrów niżej i mielibyśmy bramkę sezonu. Gospodarze jeszcze rozmyślali o tej okazji, a goście już wychodzili z kontrą. Tomasz Grudzień znalazł się tuż przed Richardem Zajacem, próbował go przelobować, ale trafił w poprzeczkę.
Później, niestety dla widowiska, obie drużyny przypomniały sobie o organizacji i wróciliśmy do piłkarskich szachów. W drugiej połowie płocczanie zdecydowali się bronić wyniku i ustawić przed bramką mocne, zwarte, wieloosobowe zasieki. Podbeskidzie nijak nie mogło sobie poradzić, nie oddawało strzałów z dystansu i nie stworzyło właściwie żadnej sytuacji. Warto odnotować jedynie efektowny rajd Tomasza Górkiewicza, który mijał rywali bez żadnych problemów, zszedł do środka pola karnego, strzelił w kierunku długiego słupka i... nie trafił.
W końcówce taktykę Wisły przyjęli bielszczanie. Zamiast walki o zwycięstwo, której spodziewali się chyba wszyscy kibice, było granie na 0-0 i doczekanie do końcowego gwizdka. Cel udało się osiągnąć, ale chyba nie na to wszyscy w Bielsku liczyli. Po dzisiejszym meczu Podbeskidzie spadło na 14. pozycję i ma tylko punkt nad będącą w strefie spadkowej Wisłą.
- Wynik może nie jest najlepszy, ale ważne, że nie przegraliśmy tego spotkania i znów zagraliśmy na zero z tyłu. Wisła przyjechała tu ewidentnie żeby wywieźć punkt, stanęła w dziesięciu na swojej połowie, ciężko się z nimi grało, ale swój cel osiągnęli. Nie zrezygnowaliśmy z walki o zwycięstwo, to spotkanie kosztowało nas mnóstwo sił, nawet jeśli nie było tego widać - mówił po meczu Dariusz Kołodziej. - Równie dobrze można było ten mecz przegrać, a tak mamy chociaż jeden punkt i Wisła zostaje za nami. Było dzisiaj sporo strat, można to chyba tłumaczyć zmęczeniem i nerwowością, bo przecież wszyscy wiedzą jaki ciężar gatunkowy miało to spotkanie - dodał Jacek Broniewicz.
Konferencja prasowa
Jan Złomańczuk (trener Wisły): Myślę, że mój zespół rozegrał spotkanie dobrze taktycznie, stworzyliśmy sytuacje, które mogły nam dać zwycięstwo, aczkolwiek remis jest sprawiedliwym wynikiem. Mojej drużynie punkty są potrzebne jak woda na pustyni dlatego w każdym meczu walczymy i myślę, że utrzymam zespół w I lidze.
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Potwornie ciężkie zawody, trudniejsze niż środowe. Zespół Wisły przyjechał z nastawieniem żeby nie przegrać, my chcieliśmy wygrać. Posiadanie piłki było podejrzewam około 70 procent do 30. Ciężko nam było grać, szczególnie, że był to trzeci mecz w tygodniu, trzeba było kreować grę. Myśleliśmy w końcówce o różnych pomysłach, żeby się otworzyć, zaatakować, ale wiedzieliśmy, że Wisła potrafi wygrywać w ostatnich minutach meczu. Szanowaliśmy jednak ten remis, niech to nie zabrzmi jak minimalizm, ale w sytuacji jaka jest w tabeli otwieranie się byłoby samobójstwem.
Później, niestety dla widowiska, obie drużyny przypomniały sobie o organizacji i wróciliśmy do piłkarskich szachów. W drugiej połowie płocczanie zdecydowali się bronić wyniku i ustawić przed bramką mocne, zwarte, wieloosobowe zasieki. Podbeskidzie nijak nie mogło sobie poradzić, nie oddawało strzałów z dystansu i nie stworzyło właściwie żadnej sytuacji. Warto odnotować jedynie efektowny rajd Tomasza Górkiewicza, który mijał rywali bez żadnych problemów, zszedł do środka pola karnego, strzelił w kierunku długiego słupka i... nie trafił.
W końcówce taktykę Wisły przyjęli bielszczanie. Zamiast walki o zwycięstwo, której spodziewali się chyba wszyscy kibice, było granie na 0-0 i doczekanie do końcowego gwizdka. Cel udało się osiągnąć, ale chyba nie na to wszyscy w Bielsku liczyli. Po dzisiejszym meczu Podbeskidzie spadło na 14. pozycję i ma tylko punkt nad będącą w strefie spadkowej Wisłą.
- Wynik może nie jest najlepszy, ale ważne, że nie przegraliśmy tego spotkania i znów zagraliśmy na zero z tyłu. Wisła przyjechała tu ewidentnie żeby wywieźć punkt, stanęła w dziesięciu na swojej połowie, ciężko się z nimi grało, ale swój cel osiągnęli. Nie zrezygnowaliśmy z walki o zwycięstwo, to spotkanie kosztowało nas mnóstwo sił, nawet jeśli nie było tego widać - mówił po meczu Dariusz Kołodziej. - Równie dobrze można było ten mecz przegrać, a tak mamy chociaż jeden punkt i Wisła zostaje za nami. Było dzisiaj sporo strat, można to chyba tłumaczyć zmęczeniem i nerwowością, bo przecież wszyscy wiedzą jaki ciężar gatunkowy miało to spotkanie - dodał Jacek Broniewicz.
Konferencja prasowa
Jan Złomańczuk (trener Wisły): Myślę, że mój zespół rozegrał spotkanie dobrze taktycznie, stworzyliśmy sytuacje, które mogły nam dać zwycięstwo, aczkolwiek remis jest sprawiedliwym wynikiem. Mojej drużynie punkty są potrzebne jak woda na pustyni dlatego w każdym meczu walczymy i myślę, że utrzymam zespół w I lidze.
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Potwornie ciężkie zawody, trudniejsze niż środowe. Zespół Wisły przyjechał z nastawieniem żeby nie przegrać, my chcieliśmy wygrać. Posiadanie piłki było podejrzewam około 70 procent do 30. Ciężko nam było grać, szczególnie, że był to trzeci mecz w tygodniu, trzeba było kreować grę. Myśleliśmy w końcówce o różnych pomysłach, żeby się otworzyć, zaatakować, ale wiedzieliśmy, że Wisła potrafi wygrywać w ostatnich minutach meczu. Szanowaliśmy jednak ten remis, niech to nie zabrzmi jak minimalizm, ale w sytuacji jaka jest w tabeli otwieranie się byłoby samobójstwem.
Polecane
I liga