Podbeskidzie - Wisła 0-0. Kolejny remis "Górali" z "Białą Gwiazdą"
07.09.2012
Oba zespoły rozpoczęły mecze w składach zbliżonych do podstawowych. W zespole Podbeskidzia po raz pierwszy po dłuższej przerwie wystąpił wracający po kontuzji Juraj Danczik. Można też było zobaczyć Damiana Chmiela, który w tym sezonie jeszcze nie wyszedł na boisko w podstawowym składzie. Na początku zarysowała się wyraźna przewaga Wisły Kraków, która spokojnie rozgrywała piłka, czym pozytywnie wyróżniała się na tle bielszczan, grających głównie długimi podaniami.
Mimo różnicy w tzw. kulturze gry, oba zespoły stworzyły w pierwszym kwadransie po jednej 100-procentowej sytuacji. W 11. minucie sam na sam z bramkarzem znalazł się Michał Chrapek, ale jego uderzenie dobrze na róg sparował Richard Zajac. 120 sekund później odpowiedzieli "Górale". Dobrze z rzutu rożnego w pole karne dograł Chmiel, a piłkę po strzale głową Sławomira Cienciały wybił z linii bramkowej Cezary Wilk.
Później gra się wyrównała, a nawet momentami zarysowywała się delikatna przewaga "Górali". W 22. minucie dwie znakomite okazje miał aktywny Chmiel. Najpierw jego strzał z rzutu wolnego z ponad 20 metrów obronił Michał Miśkiewicz, a chwilę później jego uderzenie było minimalnie niecelne. Ostatnim wartym odnotowania wydarzeniem pierwszej połowy był strzał Ivicy Ilieva w poprzeczkę. W tej sytuacji Krzysztof Król zostawił Serbowi za dużo wolnej przestrzeni, choć Mateusz Bąk, który w 16. minucie pojawił się w bramce, wyraźnie wołał do niego "podejdź!".
W drugiej połowie w zespole "Białej Gwiazdy" zagrało wielu zawodników z drużyny Młodej Ekstraklasy, zaś w Podbeskidziu na murawę wyszli zawodnicy pierwszego zespołu, którzy rzadko - albo w ogóle - pojawiają się na boisku - Mateusz Niechciał, Piotr Koman, Piotr Malinowski i Wojciech Reiman. Jakość widowiska znacząco spadła i to z obu stron. Wisła mogła jednak strzelić kuriozalną bramkę w 72. minucie. Mateusz Bąk koniecznie chciał wykonać rzut wolny poza polem karnym, Niechciał podał mu piłkę, a bramkarz wziął ją do ręki. Sędzia zinterpretował tę sytuację jednak w ten sposób, że uznał, iż rzut wolny został już wykonany, a golkiper bielszczan dotknął futbolówki w niedozwolony sposób ręką. Wykorzystując fakt, że Bąk kłócił się jeszcze z Tomaszem Wajdą, Wiślacy szybko wznowili grę i Alan Uryga uderzył na pustą bramkę z 30 metrów. Trafił jednak w poprzeczkę.
Należy też napiętnować fatalne zachowanie grupki nastolatków w barwach Wisły Kraków, którzy w końcówce meczu skandowali "Człowiek to powie, Wisełka rządzi w Krakowie". Nie byłoby w tym nic złego, że "Człowiek" to pseudonim zabitego przez chuliganów w 2011 roku szefa kibiców Cracovii. Zdajemy sobie sprawę, że dzieci - sądząc po głosach - jeszcze przed mutacją, nie do końca wiedziały, co śpiewają, ale to nie zmienia faktu, że nie powinny były tego robić...
Mimo różnicy w tzw. kulturze gry, oba zespoły stworzyły w pierwszym kwadransie po jednej 100-procentowej sytuacji. W 11. minucie sam na sam z bramkarzem znalazł się Michał Chrapek, ale jego uderzenie dobrze na róg sparował Richard Zajac. 120 sekund później odpowiedzieli "Górale". Dobrze z rzutu rożnego w pole karne dograł Chmiel, a piłkę po strzale głową Sławomira Cienciały wybił z linii bramkowej Cezary Wilk.
Później gra się wyrównała, a nawet momentami zarysowywała się delikatna przewaga "Górali". W 22. minucie dwie znakomite okazje miał aktywny Chmiel. Najpierw jego strzał z rzutu wolnego z ponad 20 metrów obronił Michał Miśkiewicz, a chwilę później jego uderzenie było minimalnie niecelne. Ostatnim wartym odnotowania wydarzeniem pierwszej połowy był strzał Ivicy Ilieva w poprzeczkę. W tej sytuacji Krzysztof Król zostawił Serbowi za dużo wolnej przestrzeni, choć Mateusz Bąk, który w 16. minucie pojawił się w bramce, wyraźnie wołał do niego "podejdź!".
W drugiej połowie w zespole "Białej Gwiazdy" zagrało wielu zawodników z drużyny Młodej Ekstraklasy, zaś w Podbeskidziu na murawę wyszli zawodnicy pierwszego zespołu, którzy rzadko - albo w ogóle - pojawiają się na boisku - Mateusz Niechciał, Piotr Koman, Piotr Malinowski i Wojciech Reiman. Jakość widowiska znacząco spadła i to z obu stron. Wisła mogła jednak strzelić kuriozalną bramkę w 72. minucie. Mateusz Bąk koniecznie chciał wykonać rzut wolny poza polem karnym, Niechciał podał mu piłkę, a bramkarz wziął ją do ręki. Sędzia zinterpretował tę sytuację jednak w ten sposób, że uznał, iż rzut wolny został już wykonany, a golkiper bielszczan dotknął futbolówki w niedozwolony sposób ręką. Wykorzystując fakt, że Bąk kłócił się jeszcze z Tomaszem Wajdą, Wiślacy szybko wznowili grę i Alan Uryga uderzył na pustą bramkę z 30 metrów. Trafił jednak w poprzeczkę.
Należy też napiętnować fatalne zachowanie grupki nastolatków w barwach Wisły Kraków, którzy w końcówce meczu skandowali "Człowiek to powie, Wisełka rządzi w Krakowie". Nie byłoby w tym nic złego, że "Człowiek" to pseudonim zabitego przez chuliganów w 2011 roku szefa kibiców Cracovii. Zdajemy sobie sprawę, że dzieci - sądząc po głosach - jeszcze przed mutacją, nie do końca wiedziały, co śpiewają, ale to nie zmienia faktu, że nie powinny były tego robić...
Polecane
Ekstraklasa