Podbeskidzie - Widzew 0-1. Deja vu "Górali". Po roku twierdza padła

27.09.2009
Jeśli Podbeskidzie przegrywa u siebie, to znaczy, że... grało z Widzewem. Zresztą goście wymyślili sobie taki sam scenariusz jak rok temu. - Czas zatrzymał się w miejscu - skwitował Marcin Brosz.
- Gospodarze potwierdzili, że ich boisko to bardzo trudny teren - przyznał Marcin Robak, snajper Widzewa. Choć akurat dla niego już nie taki trudny. - Czas jakby zatrzymał się w miejscu, bo przecież rok temu łodzianie wygrali tu w identycznym stosunku, a i strzelec gola był ten sam. Przeżywamy takie małe deja vu - zauważył trener Marcin Brosz. Dla jego piłkarzy katastrofalna w skutkach okazała się 56. minuta gry. Wtedy to Budka urwał się spod opieki Osińskiego i wyłożył piłkę aktualnemu królowi strzelców ligi. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ta bramka większy ślad niż na wyniku wywarła w głowach zawodników z Bielska-Białej...

W szeregi radzących sobie do tego momentu bardzo dzielnie "Górali" wkradł się nagle chaos. Bielszczanom brakowało spokoju, a im bliżej pola karnego rywali, tym nerwy dawały o sobie znać coraz mocniej. Tym bardziej miejscowi zaczęli żałować sytuacji, jakie nadarzyły się im jeszcze w pierwszej połowie. A Kanikowi, Ncube czy Danczikowi wcale wiele nie zabrakło.

- Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że Widzew to bardzo mądra drużyna. Bez problemów wywalczy awans - zaznaczył Piotr Bagnicki. Ale aby proroctwa napastnika Podbeskidzia się sprawdziły, zespół z Łodzi musi poprawić skuteczność. Ta bowiem, mimo zwycięstwa, nie była dziś jego mocną stroną. - Już na samym początku wynik spotkania powinien był otworzyć Grzelczak - wskazał Robak. W tej i kilku innych sytuacjach na wysokości zadania stawał Mikler.

To właśnie występ młodego golkipera stanowi dla "Górali" największy pozytyw. 21-latek nie tylko bronił pewnie, ale i - gdy sam nie mógł już nic poradzić - miał przy sobie tę niezbędną odrobinę szczęścia. Tak jak choćby wtedy, gdy piłkę z linii bramkowej po strzale Robaka wybił Osiński. Tymczasem Paweł Janas, szkoleniowiec gości, doszukiwał się u gospodarzy jeszcze innych ciekawych elementów. Choć nie o boiskowe wydarzenia mu chodziło...

- Widowisk na tak dobrze przygotowanej płycie i przy światłach powinno być jak najwięcej - skomentował "Janosik", który z Bielska-Białej może wyjeżdżać w pełni usatysfakcjonowany, bo... - Widzew wygrał w pełni zasłużenie - skomentował Bagnicki. - Nie mogło być inaczej, skoro zostawiliśmy na murawie mnóstwo serca - dopowiedział Adrian Budka, kapitan łodzian.

Ci są już zresztą prawdziwą zmorą bielszczan, bo - przypomnijmy - w poprzednim sezonie jako jedyni w stawce zdołali wywieźć z Rychlińskiego komplet punktów.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również