Podbeskidzie użyło przeciw "Portowcom" ich własnej broni
17.08.2009
- Naszym celem było przetrzymać pierwsze minuty. Chcieliśmy zagrać z kontry, strzelić pierwsi bramkę i cofnąć się, aby to Pogoń musiała gonić wynik - wyjaśnia Piotr Rocki. Boiskowa rzeczywistość okazał się jednak zgoła odmienna. To Podbeskidzie dwukrotnie musiało odrabiać straty. Punkt na trudnym terenie Pogoni zapewniło sobie dopiero w ostatniej minucie.
Tak "wyszarpany" remis powinien wyjść "Góralom" tylko na dobre. - Pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem charakternym. Potrzebowaliśmy takiego spotkania, które pozwoli uwierzyć, że walcząc do 90. minuty możemy odnieść sukces zaznacza "Rocky".
Ogromny wpływ na rezultat miały stałe fragmenty gry. Ale element, który miał być bronią szczecinian, okazał się wybawieniem dla gości. - Trener Brosz mówił nam przed meczem, że to Pogoń strzela bardzo dużo bramek po rzutach wolnych i dośrodkowaniach z narożników boiska. W porównaniu z nami, kompletnie jednak zginęli - uśmiecha się skrzydłowy bielszczan. Skąd dominacja Podbeskidzia w tym aspekcie? - Mamy dość niski zespół, ale jest w drużynie kilku zawodników, którzy świetnie grają głową - tłumaczy 35-latek.
Tak "wyszarpany" remis powinien wyjść "Góralom" tylko na dobre. - Pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem charakternym. Potrzebowaliśmy takiego spotkania, które pozwoli uwierzyć, że walcząc do 90. minuty możemy odnieść sukces zaznacza "Rocky".
Ogromny wpływ na rezultat miały stałe fragmenty gry. Ale element, który miał być bronią szczecinian, okazał się wybawieniem dla gości. - Trener Brosz mówił nam przed meczem, że to Pogoń strzela bardzo dużo bramek po rzutach wolnych i dośrodkowaniach z narożników boiska. W porównaniu z nami, kompletnie jednak zginęli - uśmiecha się skrzydłowy bielszczan. Skąd dominacja Podbeskidzia w tym aspekcie? - Mamy dość niski zespół, ale jest w drużynie kilku zawodników, którzy świetnie grają głową - tłumaczy 35-latek.
Polecane
I liga