Podbeskidzie - Stal 2-2. Nie wszyscy "Górale" wytrzymali napięcie

03.04.2010
Bielszczanie nadal nie potrafią wygrać przed własną publicznością! Czekali na to od ośmiu kolejek i dziś się nie doczekali. Za mocna tym razem okazała się najsłabsza drużyna na zapleczu ekstraklasy!
Goście, widząc słabość Podbeskidzia, zwietrzyli okazję do odniesienia pierwszego od maja wyjazdowego zwycięstwa i po kwadransie wychylili się zza podwójnej gardy. Najpierw po prostopadłym podaniu Abela Salamiego w sytuacji sam na sam z Richardem Zajacem znalazł się Paweł Wasilewski, jednak bramkarz "Górali" jeszcze tym razem był górą. Chwilę później po rzucie rożnym z dystansu uderzył Daniel Treściński i piłka wpadła w róg bramki gospodarzy. Stal mogła podwyższyć. Słowacki golkiper uratował Podbeskidzie w jeszcze kilku beznadziejnych sytuacjach. Po strzale Wasilewskiego z rzutu Wolnego, jak również po próbie Piotra Gilara.

Robert Kasperczyk wreszcie postanowił zagrać va banque. Środkowego obrońcę - Bartłomieja Koniecznego zastąpił napastnik Piotr Bagnicki. Ofensywne ustawienie przyniosło w końcu efekt. Kołodziej huknął z rzutu wolnego w słupek, a piłkę do pustej bramki dobił Sylwester Patejuk, na którym jeszcze chwilę wcześniej wszyscy obecni na stadionie stawiali krzyżyk, bo zmarnował idealną okazję. Było to pierwsze trafienie bielszczan na własnym stadionie od 7 listopada ubiegłego roku.

Dramaturgia dopiero się rozpoczęła. Znów z rzutu wolnego huknął Wasilewski i tym razem pokonał Zajaca. Bielszczanie nie poddali się. Wreszcie szarżującego w polu karnym Piotra Malinowskiego sfaulował Maciej Myszka. Obrońca Stali obejrzał za to zagranie czerwoną kartkę, a "jedenastkę" pewnie wykorzystał Kołodziej. - Szkoda tego wyniku, bo włożyliśmy w to spotkanie dużo sił. "Dostaliśmy" dwie bramkę z niczego, udało się wyrównać, a tu drugi knock-down. Szacunek dla chłopaków, że potrafiliśmy chociaż uratować ten remis - skwitował pewny egzekutor rzutu karnego.

Cztery minuty później bielszczanie mieli piłkę meczową. Po fantastycznym podaniu Matusiaka tuż przed Zarzyckim znalazł się Patejuk. Szansę zmarnował. Podbeskidzie domagało się też jeszcze jedenastki w tym fragmencie spotkania. - Byłem faulowany w polu karnym. Sędziemu chyba zabrakło odwagi, żeby podyktować drugą "jedenastkę". Szkoda, bo to byłaby wymarzona szansa na zwycięstwo - westchnął najlepszy na boisku Piotr Malinowski.

Konferencja prasowa:

Janusz Białek (trener Stali): Dwa tygodnie temu w Katowicach straciliśmy punkty w podobnych okolicznościach. Liczyłem, że tym razem w końcu się przełamiemy. Pokazaliśmy, że umiemy grać w piłkę i nasze miejsce w tabeli nie jest wcale wykładnią umiejętności. W każdym meczu brakuje nam szczęścia, ciąży na nas jakieś fatum.

Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Rywal miał właściwie trzy sytuacje i strzelił dwie bramki. Weszliśmy w mecz bardzo nerwowo, stawka była ogromna i niektórzy chłopcy chyba nie wytrzymali na początku tego napięcia. Nie wiem jakim cudem Sylwek nie strzelił gola w dwóch stuprocentowych sytuacjach. Pokazaliśmy w drugiej połowie niesamowitą walkę. Takiej ambicji oczekuję. Były sytuacje, charakter. Zawiodła skuteczność. Trudno, taki jest futbol.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również