Podbeskidzie - Sandecja 1-2. "Górale" chyba nienawidzą drugich połów
07.11.2009
Znów, bo powtórzyła się sytuacja ze środowego meczu z GKS-em Katowice czy wcześniej, z Flotą Świnoujście. "Górale" w pierwszej połowie dają nadzieję na korzystny wynik, a po przerwie ich gra wygląda katastrofalnie. Taktyka murowania bramki zdała dziś egzamin, ale tylko w pierwszych 45 minutach. Tymczasowy trener, Tomasz Świderski, postawił na dwóch defensywnych pomocników. Do tego bielszczanie zagrali bez nominalnego napastnika.
Kiedy więc "Górale" obejmowali prowadzenie, nawet sami kibice mieli prawo być zaskoczeni. Trafienie Malinowskiego wprawdzie zostało "zapowiedziane" wcześniejszą okazją Cienciały (trafił w słupek), ale w pierwszych minutach Podbeskidzie przyjmowało gości na własnej połowie. I kopało piłkę czym dalej.
A jeśli już mowa o Cienciale... Obrońca przeżył dziś huśtawkę nastrojów. To on otworzył drogę do bramki koledze. Ale to też on zawinił przy akcji, w której Aleksander wyrównał. Zmiana bramkarza (poraz pierwszy nie zagrał Mikler, a Linka) więc nie pomogła. Bielszczanie mogą sobie pluć w brodę, bo znów zmarnowali to, na co zapracowali w pierwszej połowie. A strefa spadkowa coraz bliżej...
Kiedy więc "Górale" obejmowali prowadzenie, nawet sami kibice mieli prawo być zaskoczeni. Trafienie Malinowskiego wprawdzie zostało "zapowiedziane" wcześniejszą okazją Cienciały (trafił w słupek), ale w pierwszych minutach Podbeskidzie przyjmowało gości na własnej połowie. I kopało piłkę czym dalej.
A jeśli już mowa o Cienciale... Obrońca przeżył dziś huśtawkę nastrojów. To on otworzył drogę do bramki koledze. Ale to też on zawinił przy akcji, w której Aleksander wyrównał. Zmiana bramkarza (poraz pierwszy nie zagrał Mikler, a Linka) więc nie pomogła. Bielszczanie mogą sobie pluć w brodę, bo znów zmarnowali to, na co zapracowali w pierwszej połowie. A strefa spadkowa coraz bliżej...
Polecane
I liga