Podbeskidzie - ROW 3-2. Jedni i drudzy mogą być umiarkowanie zadowoleni
17.07.2013
Obie drużyny są na zupełnie innym etapie przygotowań - lubią tłumaczyć niepowodzenia w sparingach trenerzy. Dziś na pewno byłoby to prawdą. Energetyk ROW Rybnik dopiero zaczął obóz, a Podbeskidzie już za chwile startuje w lidze. Logika podpowiadała więc, że to bielszczanie będą wyglądać lepiej. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Trener Ryszard Wieczorek wystawił skład zbliżony do podstawowego, zaś Czesław Michniewicz dał pograć tym, którzy mają mniejsze szanse na występ w Gdańsku. W jego drużynie grali także Wojciech Szymanek i Rudolf Urban, którzy przeszli testy medyczne i jeśli ich wyniki będą w porządku, jutro podpiszą kontrakty oraz testowani napastnicy Jaime Ruiz i Krzysztof Chrapek.
Podstawowy skład ROW-u to jedno, ale inna sprawa, że po 20 minutach pachniało dla bielszczan kompromitacją. Rybniczanie szybko i precyzyjnie wymieniali piłkę, rozklepywali "Górali" i wyglądali na drużynę grającą o klasę wyżej. Potrafili też przekładać to na bramki. Najpierw - po kilku wymianach piłek - głową do siatki trafił Rafał Kurzawa, który dostał piłkę z głębi pola, a chwilę później pięknym strzałem w okienko z 25 metrów popisał się Idrissa Cisse. Senegalczyk letnie przygotowania zaczynał w Podbeskidziu i tam go nie chciano, tymczasem dziś wyglądał zdecydowanie lepiej niż testowany przez bielszczan Jaime Ruiz.
Kolumbijczyk grał statycznie, głównie dreptał po boisku i nie wykazywał przesadnej woli walki. Z czasem jednak pokazywał, że nie przypadkiem jego CV wygląda dość imponująco. Tuż przed przerwą dobrze zabrał się z piłką - pierwszy raz ogrywając Szymona Jarego i Sławomira Szarego, którzy notorycznie wybijali mu grę z głowy - i został powalony w polu karnym. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał Rudolf Urban.
W drugiej połowie ROW zaczął "siadać" fizycznie. Podbeskidzie natomiast - dzięki dwóm błyskom testowanych napastników - wyszło na prowadzenie. Najpierw Krzysztof Chrapek, w swoim stylu z dawnych lat, na kilku metrach zostawił w tyle obrońców i wykorzystał sytuację sam na sam, a ledwie kilkadziesiąt sekund później Ruiz popisał się strzałem z dystansu, po którym doszło do rykoszetu i piłka wpadła do siatki.
Beniaminek I ligi może być zadowolony, bo na tle ekstraklasowego rywala wyglądał momentami nawet lepiej, zaś bielski drugi garnitur potrafił się podnieść i odmienić losy meczu. Ciekawie pokazali się też młodzi Kamil Kurowski i Łukasz Żegleń. Testowany Kolumbijczyk - mimo wszystko - rozczarował, więc nic dziwnego, że po meczu się z nim pożegnano.
Podstawowy skład ROW-u to jedno, ale inna sprawa, że po 20 minutach pachniało dla bielszczan kompromitacją. Rybniczanie szybko i precyzyjnie wymieniali piłkę, rozklepywali "Górali" i wyglądali na drużynę grającą o klasę wyżej. Potrafili też przekładać to na bramki. Najpierw - po kilku wymianach piłek - głową do siatki trafił Rafał Kurzawa, który dostał piłkę z głębi pola, a chwilę później pięknym strzałem w okienko z 25 metrów popisał się Idrissa Cisse. Senegalczyk letnie przygotowania zaczynał w Podbeskidziu i tam go nie chciano, tymczasem dziś wyglądał zdecydowanie lepiej niż testowany przez bielszczan Jaime Ruiz.
Kolumbijczyk grał statycznie, głównie dreptał po boisku i nie wykazywał przesadnej woli walki. Z czasem jednak pokazywał, że nie przypadkiem jego CV wygląda dość imponująco. Tuż przed przerwą dobrze zabrał się z piłką - pierwszy raz ogrywając Szymona Jarego i Sławomira Szarego, którzy notorycznie wybijali mu grę z głowy - i został powalony w polu karnym. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał Rudolf Urban.
W drugiej połowie ROW zaczął "siadać" fizycznie. Podbeskidzie natomiast - dzięki dwóm błyskom testowanych napastników - wyszło na prowadzenie. Najpierw Krzysztof Chrapek, w swoim stylu z dawnych lat, na kilku metrach zostawił w tyle obrońców i wykorzystał sytuację sam na sam, a ledwie kilkadziesiąt sekund później Ruiz popisał się strzałem z dystansu, po którym doszło do rykoszetu i piłka wpadła do siatki.
Beniaminek I ligi może być zadowolony, bo na tle ekstraklasowego rywala wyglądał momentami nawet lepiej, zaś bielski drugi garnitur potrafił się podnieść i odmienić losy meczu. Ciekawie pokazali się też młodzi Kamil Kurowski i Łukasz Żegleń. Testowany Kolumbijczyk - mimo wszystko - rozczarował, więc nic dziwnego, że po meczu się z nim pożegnano.
Polecane
Ekstraklasa