Podbeskidzie - Polonia 3-1. W Bytomiu są już zalążki drużyny
06.07.2011
Trudno w ogóle porównywać grę obu zespołów, bowiem o ile Podbeskidzie testowało tylko czterech zawodników - bramkarzy Mateusza Bąka i Pavla Velimirovicia, Krzysztofa Króla, obrońcę Jagiellonii Białystok oraz Nemanję Vukovicia, lewego defensora z Czarnogóry - o tyle w Bytomiu więcej było graczy sprawdzanych, niż tych, którzy mieli już podpisane kontrakty z Polonią. W składzie I-ligowca wystąpili m.in. gracze z Bałkanów - Rajko Breżancić, Serb z FK Beżanija i Czarnogórzec Luka Tiodorović z Budućnostu Podgorica oraz Rafał Leśniewski i Adrian Pietrowski z Nielby Wągrowiec.
- Były już choć jakieś przebłyski w naszej grze, jest jakiś progres, bo w sobotę było 0-4, a teraz już tylko 1-3. Stworzył się zalążek drużyny. Musimy porozmawiać wewnątrz klubu, ale kilku z tych zawodników zostanie, a części podziękujemy i w najbliższych dniach zastąpimy ich kolejnymi nowymi. Bramki padły jednak po indywidualnych błędach piłkarzy, którzy już mają kontrakty z Polonią i to musi martwić. Na pewno zostaną im one wytknięte - mówi Dariusz Fornalak, trener I-ligowca.
Podbeskidzie udokumentowało swoją przewagę w końcówce pierwszej połowy, kiedy Damian Chmiel mocnym strzałem z 11 metrów pokonał Mateusza Struskiego, bramkarza Ruchu Chorzów, któremu w interwencji przeszkodził rykoszet. Bytomianie w drugiej połowie zaczęli grać lepiej, a Łukasz Tymiński, który niespodziewanie wystąpił w tym sparingu, miał nawet sytuację sam na sam z Velimiroviciem. Jednak to bielszczanie strzelili drugą bramkę - Piotr Malinowski zakręcił obrońcami i idealnie wystawił piłkę Sylwestrowi Patejukowi, który z bliska kopnął do siatki.
Chwilę później z dobrej strony pokazał się Struski, który sparował potężne uderzenie Dariusza Kołodzieja na poprzeczkę. Ciepłych słów nie można natomiast skierować pod adresem Krzysztofa Króla, za jego zachowanie z 71. minuty, kiedy to jego niefortunne zagranie skończyło się... golem dla Polonii, w której spędził rundę wiosenną. - Spóźniłem się z interwencją i wyszło, jak wyszło. Liczy się to, że wygraliśmy - uspokajał.
Ostatnim wydarzeniem tego meczu był rzut karny dla "Górali". Daniel Tanżyna sfaulował w polu karnym Malinowskiego, a "jedenastkę" pewnie wykorzystał Dariusz Kołodziej. Warto odnotować, że pomocnik bielszczan strzelił w bardzo nietypowy dla siebie sposób. Kiedy wszyscy spodziewali się potężnego strzału, on leciutkim uderzeniem nie dał szans Jurajowi Balażowi.
- Były już choć jakieś przebłyski w naszej grze, jest jakiś progres, bo w sobotę było 0-4, a teraz już tylko 1-3. Stworzył się zalążek drużyny. Musimy porozmawiać wewnątrz klubu, ale kilku z tych zawodników zostanie, a części podziękujemy i w najbliższych dniach zastąpimy ich kolejnymi nowymi. Bramki padły jednak po indywidualnych błędach piłkarzy, którzy już mają kontrakty z Polonią i to musi martwić. Na pewno zostaną im one wytknięte - mówi Dariusz Fornalak, trener I-ligowca.
Podbeskidzie udokumentowało swoją przewagę w końcówce pierwszej połowy, kiedy Damian Chmiel mocnym strzałem z 11 metrów pokonał Mateusza Struskiego, bramkarza Ruchu Chorzów, któremu w interwencji przeszkodził rykoszet. Bytomianie w drugiej połowie zaczęli grać lepiej, a Łukasz Tymiński, który niespodziewanie wystąpił w tym sparingu, miał nawet sytuację sam na sam z Velimiroviciem. Jednak to bielszczanie strzelili drugą bramkę - Piotr Malinowski zakręcił obrońcami i idealnie wystawił piłkę Sylwestrowi Patejukowi, który z bliska kopnął do siatki.
Chwilę później z dobrej strony pokazał się Struski, który sparował potężne uderzenie Dariusza Kołodzieja na poprzeczkę. Ciepłych słów nie można natomiast skierować pod adresem Krzysztofa Króla, za jego zachowanie z 71. minuty, kiedy to jego niefortunne zagranie skończyło się... golem dla Polonii, w której spędził rundę wiosenną. - Spóźniłem się z interwencją i wyszło, jak wyszło. Liczy się to, że wygraliśmy - uspokajał.
Ostatnim wydarzeniem tego meczu był rzut karny dla "Górali". Daniel Tanżyna sfaulował w polu karnym Malinowskiego, a "jedenastkę" pewnie wykorzystał Dariusz Kołodziej. Warto odnotować, że pomocnik bielszczan strzelił w bardzo nietypowy dla siebie sposób. Kiedy wszyscy spodziewali się potężnego strzału, on leciutkim uderzeniem nie dał szans Jurajowi Balażowi.
Polecane
Ekstraklasa