Podbeskidzie - Nieciecza 0-0. "To nie tragedia. Graliśmy dobrze"

19.03.2011
Jeśli w środę Podbeskidzie Bielsko-Biała przypominało drużynę z rundy jesiennej, to dziś przyzwało upiory z zeszłorocznej wiosny. "Górale" po słabym meczu stracili punkty z trzecią od końca Niecieczą.
Jeszcze wczoraj w Bielsku-Białej wszyscy zacierali ręce. Piast Gliwice i ŁKS Łódź straciły punkty, więc bielszczanie mogli uciec od Piasta na cztery punkty i zmienić łodzian na pierwszym miejscu w tabeli. - Myśleliśmy przed meczem, że jest szansa nadgonić trochę punktów, szkoda - martwił się Sławomir Cienciała, kapitan "Górali", który inaczej wyobrażał sobie 28. urodziny. Pamiętali o nich kibice, którzy odśpiewali obrońcy gromkie "Sto lat". - Dziękuję bardzo fanom, żałuję, że nie mogę im w zamian dać zwycięstwa - mówił.

W tym meczu do wszystkiego niewiele brakowało. Podbeskidzie mogło wygrać? Pewnie, niewiele brakowało by tak się stało. Nieciecza? Ta sama sytuacja. Z tego wychodzi, że remis był jak najbardziej sprawiedliwym wynikiem. Wszak bielszczanie w samej pierwszej połowie stworzyli kilka znakomitych okazji. Pojedynki z Maciejem Budką przegrywali jednak Robert Demjan i Dariusz Łatka. Za to piłkarzom Termaliki ich sytuacja może się śnić po nocach. Zwłaszcza, że nadaje się do filmów z serii "Piłkarskie jaja".

Była pierwsza połowa gry, gdy jeden z obrońców Podbeskidzia zagrał głową w kierunku Richarda Zajaca. Uczynił to jednak fatalnie, piłka na grząskiej murawie jeszcze zwolniła i w efekcie idealnie wypuścił Piotra Trafarskiego do sytuacji sam na sam z bramkarzem. Napastnik Niecieczy łatwo minął Słowaka i kiedy pozostało mu tylko trafić do pustej bramki, zaczął nie wiadomo po co dryblować, potknął się, a piłkę zabrał mu Sławomir Cienciała. - Dobrze, że udało się tę sytuację wyratować, bo może to uratowało nam remis. Ale bohaterem proszę mnie nie nazywać - mówił kapitan.

Takie miano można chyba przyznać Zajacowi. To jedyny piłkarz "Górali", który zagrał dziś na swoim normalnym poziomie. Kiedy w drugiej połowie gospodarze osłabli i przestali stwarzać groźne sytuacje, do przodu poszła mądrze grająca Termalica. Strzały Marcina Szałęgi i Dariusza Pawlusińskiego powinny były zakończyć się bramkami. Gdyby nie Zajac można by mówić o kompromitacji. - To jest dobry zespół. Nie ma tragedii, po prostu straciliśmy punkty - stwierdził Sebastian Ziajka. - Mieliśmy szanse, nie uważam byśmy byli gorsi. Graliśmy dobrze. Gdybyśmy strzelili bramkę to wyglądałoby to inaczej - bronił drużyny Cienciała. No właśnie, "gdybyście"...

Konferencja prasowa
Mirosław Hajdo (trener Termaliki Nieciecza): Wiadomo jaką drużyną jest Podbeskidzie, zwłaszcza po tak wielkim sukcesie. Jechaliśmy tu po punkt, bo nie jesteśmy słabi, ale mieliśmy świadomość, że może być bardzo ciężko. Gratuluję chłopakom postawy. Gdyby nie zabrakło skuteczności, mogliśmy wygrać. Liczę, że z systematyczną pracą przyjdzie też skuteczność.

Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Kluczem do zwycięstwa, podobnie jak w meczu z Kolejarzem Stróże miała być szybka bramka. Gdybyśmy ją strzelili, spokojnie kontrolowalibyśmy grę. Chłopakom się wydawało, że któraś z tych sytuacji po prostu musi wpaść, ale później niestety zabrakło sił. Zmiany miały wnieść ożywienie, jednak jaki był ich efekt... dowiedzą się tylko zawodnicy w szatni.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również