Podbeskidzie ma "Klub Kokosa"! "Takie jest życie... kopacza"

06.02.2013
- Zawiodłem się na trenerze Marcinie Sasalu. Pewnie nawet nie wiedział, że ma w kadrze dwóch lewych obrońców. Dostałem dość mocnego "strzała" - mówi Mateusz Niechciał, obrońca Podbeskidzia.
Spytam wprost: co się z panem dzieje? Nie ma informacji, by odszedł pan z Podbeskidzia, ale w kadrze na obóz również pana nie ma...

Mateusz Niechciał, obrońca Podbeskidzia: - Na tę chwilę ćwiczę indywidualnie z trenerem przygotowania fizycznego tutaj w Bielsku-Białej. Nie doszedłem do porozumienia z panem prezesem Wojciechem Boreckim. Klub chce rozwiązać kontrakt, a ja się nie zgodziłem na warunki, które mi zaproponowano. Czekam na jakieś ewentualne oferty. Wiem, że już jest późno, ale póki co nie mam wyjścia. Trenuję dwa razy dziennie i nie jestem w ogóle brany pod uwagę w kontekście włączenia do kadry pierwszego zespołu.

To była decyzja trenera Dariusza Kubickiego czy prezesa?

- Myślę, że to była decyzja prezesa. Gdyby trener Kubicki tak postąpił, to najpierw chyba chciałby mnie zobaczyć w jakiejś gierce czy na treningach. A tutaj informacja poszła tak jakby z góry i nie miałem nic do powiedzenia w tej sprawie.

Można więc powiedzieć, że trafił pan do "Klubu Kokosa"?

- Można tak powiedzieć. Nie chciałem tego tak nazwać, ale tak to wygląda, póki co. Nie mam klubu, który by się mną interesował. Gdybym miał coś na oku, mógłbym inaczej rozmawiać. A rozwiązywać umowę i pozostać bez kontraktu, to nie jest sytuacja, która by mnie interesowała.

Jak długo ma pan jeszcze kontrakt w Podbeskidziu?

- Półtora roku. Ale wiadomo, że różnie się może tutaj dziać.

Wcześniej długo się pan wzbraniał przed przejściem do Podbeskidzia, a kiedy w końcu się zdecydował, może chyba żałować?

- Dopóki był trener Robert Kasperczyk, myślę, że wszystko było ze mną OK. Nie dostałem od trenera szans, bo Krzysiek Król na tle słabszej postawy Podbeskidzia, wyglądał naprawdę nie najgorzej. Czekałem na swoją szansę. Szkoleniowiec cały czas podkreślał, że jestem tym drugim obrońcą. Niestety, trener nas opuścił. Zastąpił go Marcin Sasal...

Co się wtedy zmieniło?

- W ogóle mnie nie traktował jako pełnoprawnego uczestnika treningów. Miał swoją grupę zawodników, którą brał pod uwagę w kontekście grania, a reszta była całkiem z boku. Już wtedy wiedziałem, że coś jest nie tak. Takie jest życie. Jeszcze za czasów, gdy kopałem w GKS-ie Katowice, Podbeskidzie mnie chciało. A gdy tu przyszedłem, widzi pan, co się dzieje. Takie jest życie kopacza. Nie mam czego żałować, bo fajnie być w ekstraklasie, mieć inne warunki do trenowania, poćwiczyć z dobrymi zawodnikami...

Ale mimo wszystko traci pan czas.

- Niestety, to jest minus tego wszystkiego. Mam 24 lata i te pół roku prawdopodobnie będzie stracone. Wiem, co mnie czeka i chcę wyglądać jak najlepiej fizycznie. Staram się robić, co mogę. Przygotowuję się chociaż na czerwiec.

Przypominam sobie wypowiedź trenera Sasala, który mówił, że w kadrze ma tylko jednego lewego obrońcę. Krzysztofa Króla.

- Dokładnie. Kasperczyk traktował mnie jako drugiego lewego obrońcę i mówił to jasno i klarownie we wszystkich możliwych wywiadach. Przyszedł trener Sasal i czytam nagle u was na SportSlaski.pl, że nie ma w klubie drugiego lewego obrońcy. Dostałem wtedy takiego "strzała" dosyć mocnego. Nie wiedziałem, jak się mam zachować. Przyszedłem na drugi dzień na trening i ciężko było spojrzeć w oczy trenerowi. Wydaje mi się, że trener nie powinien się tak wypowiadać. Powinien najpierw porozmawiać ze mną, powiedzieć, jaka jest sytuacja, a dopiero potem wypowiadać się w mediach.

Czymś pan podpadł?

- Trener pewnie w ogóle nie wiedział, że jest w kadrze jakiś drugi lewy obrońca, bo przyszedł w okresie, kiedy wszystko było dynamiczne. Pewnie nie wiedział, kogo dokładnie ma w kadrze. Ale trochę to jednak zabolało. Zawiodłem się na nim.

Wróćmy do bardziej aktualnych spraw. Może pan powiedzieć coś więcej o pana aktualnych treningach? To jest bieganie po lasach, po schodach, jak to bywało w innych "Klubach Kokosa", czy ma pan treningi piłkarskie?

- Wolałbym się nie wypowiadać na ten temat. To są treningi typowo biegowe. Jak tylko mam w wolnym czasie możliwość, to próbuję coś z piłką robić, ale... oficjalnie są to treningi biegowe. Nie martwię się przynajmniej o masę. Staram się robić to, co trener każe. Klub nie może mi tu nic zarzucić.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również