Podbeskidzie - ŁKS 2-1. Nareszcie wrócili starzy, dobrzy "Górale"!

12.09.2009
- Niektórzy z nas nie mają umiejętności na I ligę! - grzmiał Tomasz Hajto, obrońca ŁKS-u. Gospodarze, wygrywając u siebie pierwszy raz w tym sezonie, udowodnili z kolei, że im niczego nie brakuje.
Jeśli przed konfrontacją z byłym ekstraklasowcem w Bielsku-Białej byli jeszcze jacyś malkontenci, to wraz z końcowym gwizdkiem arbitra nie ostał się już ani jeden... - Idzie, idzie Podbeskidzie! - odśpiewali chóralnie bielscy piłkarze. A mieli się z czego cieszyć, bo nareszcie przypomnieli sobie, że stadion przy Rychlińskiego uchodzi w lidze za niezwykle trudny teren.

- Niektórzy z nas nie mają umiejętności na ten poziom rozgrywek! - Tomasz Hajto rozpamiętywał z kolei zwycięską bramkę "Górali". Nie wiedział wtedy jeszcze, że to właśnie w nim trener ŁKS-u będzie widział jednego z dwóch jej głównych winowajców. - Tomek i Mietek Sikora dali się po prostu rozklepać - irytował się Grzegorz Wesołowski, który bezradnie obserwował, jak Osiński dogrywa piłkę do Matusza, a ten ładną "główką" pakuje ją do siatki.

- A Michał Osiński to wychowanek ŁKS-u - uśmiechnął się Marcin Brosz, szkoleniowiec gospodarzy. Choć i opiekun przyjezdnych na chwilę odzyskał dobry humor... - Osiński klepać nauczył się w Łodzi - rzucił Wesołowski. Najwięcej słów uznania zebrał jednak Matusz. - Rzadko wystawiam indywidualne laurki, ale dzisiaj Martin na taką zasłużył. I nie mówię tu nawet o golu. Umiejętnie przytrzymywał piłkę, wziął na swoje barki naprawdę duży ciężar - chwalił Brosz, któremu wcale nie przeszkadzało, że Słowak rozegrał tylko nieco ponad 20 minut.

Nie tylko z tego powodu miano bohatera musi oddać Sylwestrowi Patejukowi. Na chwilę przed przerwą snajper Podbeskidzia popisał się kapitalnym strzałem z woleja i za moment wznosił już ręce w geście triumfu. - Myślę, że Wyparło popełnił błąd - zauważył Patejuk. Co do winy swojego golkipera nie miał wątpliwości Wesołowski. - Jeśli piłka wpada przy krótkim słupku po uderzeniu zza pola karnego, to trzeba zganić bramkarza - przyznał trener gości.

Samokrytyczni byli też i miejscowi. Wszystko za sprawą akcji, jaka miała miejsce zaraz po trafieniu otwierającym wynik. Hajto ładnie wypatrzył Kujawę, który nie miał problemów z pokonaniem Miklera. - Mam do siebie trochę pretensji, bo mogłem się wtedy lepiej ustawić. Trzeba też przyznać, że piłka jakoś tak niewdzięcznie poszła w kozioł - tłumaczył Łukasz Ganowicz, który chwilę wcześniej zastąpił kontuzjowanego Koniecznego. Ale wspomniane zdarzenie i tak nie zmienia faktu, że za całokształt obrońców gospodarzy trzeba pochwalić.

Swoje zrobił również Mikler. Gromkie brawa zebrał zwłaszcza za efektowną paradę przy strzale Mączyńskiego. Groźny był także Łukasz Gikiewicz. - W drugiej połowie byliśmy przy piłce dłużej niż rywale. Nic nam jednak po tym, skoro znów nie potrafimy przywieźć z wyjazdu choćby punktu. Z taką grą nie mamy co marzyć o awansie - nie krył były napastnik Polonii Bytom.

Konferencja prasowa

Grzegorz Wesołowski (trener ŁKS-u): Zagraliśmy o niebo lepiej niż w wygranym meczu z GKP, ale z drugiej strony poprawnie prezentowaliśmy się tylko do 70. minuty. O naszej porażce zadecydowały indywidualne błędy. Spotkanie mogło się podobać.

Marcin Brosz (trener Podbeskidzia): Wreszcie wygraliśmy na swoim stadionie!
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również