Podbeskidzie - ŁKS 1-1. Do szczęścia zabrakło tylko jednej minuty...

04.09.2010
- Ten rezultat na własnym boisku na pewno nie powinien nas cieszyć - denerwował się po meczu z ŁKS-em Łódź Adam Cieśliński. - Jesteśmy wkurzeni tym wynikiem - dodawał Michał Osiński.
Była 90. minuta meczu, kiedy Osiński w nie najgroźniejszej sytuacji sfaulował jednego z łódzkich zawodników w bocznym sektorze boiska. Wszyscy piłkarze gości weszli w pole karne bielszczan i... - Romańczuk świetnie dośrodkował lewą nogą wprost na głowę Marcina Mięciela. Szkoda, bo mimo przewagi ŁKS-u w drugiej połowie, wydawało nam się, że kontrolujemy grę. Łodzianie nie stwarzali zbyt groźnych akcji - twierdził Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia. Bielszczanie mogli pluć sobie w brodę, bo jeszcze w pierwszej połowie zmarnowali szereg świetnych okazji. W końcówce dało o sobie znać najstarsze piłkarskie porzekadło świata, mówiące o mściwości niewykorzystanych sytuacji.

Zaczęło się jednak w sposób wręcz wymarzony. Wprawdzie pierwszych kilka minut w wykonaniu gospodarzy było dość niemrawych, ale ten nie najlepszy okres udało się zwieńczyć... zdobyciem gola. Z rzutu rożnego dośrodkował Maciej Rogalski, na "długim" słupku piłkę strącił Bartłomiej Konieczny, a potem się zaczęło... Strzały, parady, podania, blokady. Wszystko to na polu bramkowym Bogusława Wyparły w przeciągu około pięciu sekund. W tym szalonym wirze najprzytomniej zachował się Adam Cieśliński. - Piłka nagle spadła mi pod nogi, "nawinąłem" jakiegoś obrońcę i miałem przed sobą pustą bramkę. Strzeliłem, wpadło. Szkoda, że ten mój debiutancki gol w Bielsku dał nam tylko remis - kręcił głową napastnik bielszczan.

Po tej bramce nastąpił największy napór Podbeskidzia. Sam Robert Demjan, po błyskotliwych akcjach Piotra Malinowskiego, miał trzy stuprocentowe sytuacje. W poprzednich meczach wykorzystywał prawie wszystko. Tym razem nie strzelił nic... - Jest mi bardzo żal tej pierwszej połowy, bo mieliśmy kilka tzw. "patelni". Nic nie wpadło. Ten mecz bardzo przypominał mi spotkanie z Polkowicami. Tyle, że wtedy rywal zagrał w drugiej połowie dużo słabiej niż dziś ŁKS - twierdził Kasperczyk. - Po 45 minutach wyglądało tak, że potrzeba nam jeszcze jednej bramki, aby spokojnie wygrać ten mecz. Szkoda, że nie potrafiliśmy jej strzelić. A ŁKS zawsze słynął z gry do końca - przyznał Osiński.

Konferencja prasowa:

Andrzej Pyrdoł (trener ŁKS-u): Wynik i przebieg meczu był podobny do dzisiejszego spotkania Polski z Ukrainą. Ukraińcy gonili wynik i my też musieliśmy to robić. To spotkanie było dla drużyny ŁKS-u bardzo ciężkie. Podbeskidzie jest naprawdę dobrze zorganizowane, miało do przerwy sytuacje, które powinno wykorzystać. Wydaje mi się, że gospodarze będą niezadowoleni z rezultatu, ale myślę, że w przekroju całego spotkania jest on sprawiedliwy.

Robert Kasperczyk
(trener Podbeskidzia): Kiedy analizowaliśmy z chłopakami drużynę ŁKS-u, doszliśmy do wniosku, znając takie nazwiska jak Mięciel, Adamski, Smoliński, którzy mają już medale mistrzostw Polski na piersi, że z takim zespołem trzeba grać na 110 procent i jeżeli są jakiekolwiek sytuacje bramkowe to trzeba je wykorzystać.  Byliśmy zaskoczeni determinacją gości w drugiej połowie. Tak wygląda zespół, który przegrywa tylko 1-0. Gdyby dostali drugą bramkę, na pewno ten mecz zupełnie inaczej by się potoczył. Żal tych dwóch punktów, ale na pewno nie będziemy rozdzierać szat i płakać, że z ŁKS-em zremisowaliśmy. Szkoda, bo ta przewaga nad goniącymi byłaby większa, ale to jest dopiero szósta kolejka i jeszcze wiele się zdarzy. Gratuluje trenerowi przyjezdnych determinacji i walki do końca.

autor: Michał Trela

Przeczytaj również