Podbeskidzie - Łęczna 2-2. "Górale" zapomnieli co to "wicher"
02.09.2009
Bardzo efektownie wyglądał pokaz sztucznych ogni, jaki tuż po zakończeniu meczu zaserwowali kibicom organizatorzy. Sęk w tym, że okazję obejrzeć te pirotechniczne popisy mieli tylko nieliczni. Spora część fanów Podbeskidzia trybuny opuściła bowiem w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. Zaraz po tym, jak goście - za sprawą bardzo ładnej bramki Niedzieli - po raz drugi objęli prowadzenie. Ale bielszczanie to w końcu charakterny zespół...
Rozgrywający dosyć przeciętne zawody Kołodziej tym razem zachował się po mistrzowsku, obsługując idealnym podaniem Chmiela. - Te końcówki nas prześladują - westchnął Tadeusz Łapa, trener Górnika. - Dobre i to, ale remis to dla nas przecież i tak porażka - rzucił Sylwester Patejuk, który wcześniej - jeszcze przy stanie 0-1 - znalazł się oko w oko z Wierzchowskim. Mikler, bramkarz gospodarzy, uniósł już ręce w górę w geście triumfu. Przedwcześnie.
W swoim debiucie na boiskach I ligi 21-latek piłkę z siatki wyciągał stosunkowo szybko. Postarał się zresztą o to były piłkarz Podbeskidzia. - Bardzo mnie ucieszyło to trafienie, choć wcale nie traktowałem przyjazdu tutaj jako osobistej rozgrywki z Podbeskidziem - zapewniał Janusz Surdykowski, który wykorzystał świetne podanie ze skrzydła Nakoulmy.
Urodą jego gola przebił jednak strzał Świerblewskiego. Pomocnik miejscowych nie dał szans golkiperowi rywali, uderzając atomowo z woleja. - Serce zostawiliśmy na boisku, ale trzeba też sobie powiedzieć, że skuteczność została w szatni - przyznał Patejuk.
Swoich piłkarzy szybko wziął w obronę Marcin Brosz. - Przez ostatnie dwa lata bardzo eksploatowaliśmy naszych chłopaków. To po nich widać. Biegają, walczą, grają aż padną. Głowa chce, ale nogi nie nadążają - tłumaczył szkoleniowiec "Górali", deklarując jednocześnie, że Podbeskidzie z tego kryzysowego położenia wyjdzie obronną ręką.
Konferencja prasowa
Tadeusz Łapa (trener Górnika): To była desperacka walka o punkty. Obie drużyny postawiły wszystko na jedną kartę. Dominowała ofensywa. Wyszło z tego świetne widowisko.
Marcin Brosz (trener Podbeskidzia): W Hiszpanii mówi się, że najważniejsza w piłce jest iskra. To jej nam właśnie brakuje. Nie ma w naszej grze tego wichru, który kiedyś prezentowaliśmy. Nadeszła pora, by dać szansę tym zawodnikom, którzy do tej pory grali mniej. Każdy zespół miewa takie momenty. My spodziewaliśmy się ich w końcówce poprzedniego sezonu. Wczoraj dałbym głowę, że dziś się przełamiemy.
Rozgrywający dosyć przeciętne zawody Kołodziej tym razem zachował się po mistrzowsku, obsługując idealnym podaniem Chmiela. - Te końcówki nas prześladują - westchnął Tadeusz Łapa, trener Górnika. - Dobre i to, ale remis to dla nas przecież i tak porażka - rzucił Sylwester Patejuk, który wcześniej - jeszcze przy stanie 0-1 - znalazł się oko w oko z Wierzchowskim. Mikler, bramkarz gospodarzy, uniósł już ręce w górę w geście triumfu. Przedwcześnie.
W swoim debiucie na boiskach I ligi 21-latek piłkę z siatki wyciągał stosunkowo szybko. Postarał się zresztą o to były piłkarz Podbeskidzia. - Bardzo mnie ucieszyło to trafienie, choć wcale nie traktowałem przyjazdu tutaj jako osobistej rozgrywki z Podbeskidziem - zapewniał Janusz Surdykowski, który wykorzystał świetne podanie ze skrzydła Nakoulmy.
Urodą jego gola przebił jednak strzał Świerblewskiego. Pomocnik miejscowych nie dał szans golkiperowi rywali, uderzając atomowo z woleja. - Serce zostawiliśmy na boisku, ale trzeba też sobie powiedzieć, że skuteczność została w szatni - przyznał Patejuk.
Swoich piłkarzy szybko wziął w obronę Marcin Brosz. - Przez ostatnie dwa lata bardzo eksploatowaliśmy naszych chłopaków. To po nich widać. Biegają, walczą, grają aż padną. Głowa chce, ale nogi nie nadążają - tłumaczył szkoleniowiec "Górali", deklarując jednocześnie, że Podbeskidzie z tego kryzysowego położenia wyjdzie obronną ręką.
Konferencja prasowa
Tadeusz Łapa (trener Górnika): To była desperacka walka o punkty. Obie drużyny postawiły wszystko na jedną kartę. Dominowała ofensywa. Wyszło z tego świetne widowisko.
Marcin Brosz (trener Podbeskidzia): W Hiszpanii mówi się, że najważniejsza w piłce jest iskra. To jej nam właśnie brakuje. Nie ma w naszej grze tego wichru, który kiedyś prezentowaliśmy. Nadeszła pora, by dać szansę tym zawodnikom, którzy do tej pory grali mniej. Każdy zespół miewa takie momenty. My spodziewaliśmy się ich w końcówce poprzedniego sezonu. Wczoraj dałbym głowę, że dziś się przełamiemy.
Polecane
I liga