Podbeskidzie - Lech 0-2. Grupa mistrzowska? Nie zasłużyli...

29.04.2015
Podbeskidzie nie pokazało góralskiego charakteru w meczu, który decydował o grze w grupie mistrzowskiej bądź spadkowej w dalszej części rozgrywek. Gospodarze Lechowi nie przeciwstawili się, bo... argumentów ku temu nie mieli.
Rafał Rusek/Press Focus
Wydarzenie
W 48. minucie, także mając na względzie wyniki równolegle toczących się meczów, szanse Podbeskidzia na pierwszą ósemkę znacznie zmalały. Po fatalnym błędzie Roberta Mazana, który wyłożył piłkę Dariuszowi Formelli, a ten bez kłopotów pokonał Richarda Zajaca, miejscowi przegrywali. Potrzebowali wówczas dwóch goli, by osiągnąć cel, potrzebowali prawdziwego cudu...

Bohater
Taką postać wskazać trudno, bo Lech wcale nie zagrał w Bielsku-Białej olśniewająco. Swoją szansę wykorzystał Formella, który pokazał, że trener może na niego liczyć.

Rozczarowanie
Robert Mazan, który zawalił przy bramce na 0-1? Wcale nie, bo... Maciej Korzym. Od piłkarza, który w zespole zarabia najwięcej i w tych najważniejszych momentach ma pokazać swoją wartość, należałoby wymagać znacznie lepszej postawy w tak istotnym spotkaniu. Niestety, dziś można śmiało stwierdzić, że Korzym w Podbeskidziu to transferowy niewypał.

Co ciekawego
- Nieoczekiwanie poza składem „Górali” znalazł się pewny ostatnio Piotr Tomasik. Jego miejsce zajął Robert Mazan, z którego rzadko tej wiosny korzystał szkoleniowiec bielszczan w jakichkolwiek rozgrywkach.

- Aż siedmiu zmian w wyjściowej „11” dokonał w porównaniu z poprzednim spotkaniem trener Maciej Skorża. Z racji kontuzji w drużynie zabrakło w ogóle Paulusa Arajuuriego i Gergo Lovrencsicsa, którzy ostatnio sporo Lechowi dawali pożytecznego. Tego można było się spodziewać w obliczu nadchodzącego finału Pucharu Polski z Legią (2 maja).

- W 8. minucie bramkarza Podbeskidzia zaskoczyć próbował Muhamed Keita. Ze strzałem po ziemi słowacki golkiper z trudem sobie poradził.

- Świetne okazje w końcówce premierowej odsłony zmarnował Zaur Sadajew. Z bliska dwukrotnie nie trafił nawet w światło bramki.

- 55. minuta to wreszcie godna wspomnienia riposta gospodarzy. Szkoda, że tylko na poprzeczce zakończyło się dośrodkowanie Macieja Iwańskiego i strzał Bartłomieja Koniecznego.

- Manewrem nieco rozpaczliwym było wpuszczenie na murawę Idrissy Cisse, który w tym sezonie zagrał w... jednym meczu przez 6 minut!

- „Górale” mieli kilka stałych fragmentów w końcowych minutach meczu, ale byli zdecydowanie zbyt mało produktywni, jak na zespół walczący o „życie”. Przez cały mecz oddali 3 (!) celne strzały.

- Nieco ponad 5,5 tysiąca widzów obejrzało ostatnie starcie w Bielsku-Białej w zasadniczej części T-Mobile Ekstraklasy.

- Bielszczan czeka walka o utrzymanie, tak jak i w poprzednich sezonach. Nad znajdującym się w strefie spadkowej zespołem GKS-u Bełchatów mają ledwie 4 "oczka" zapasu.


Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lech Poznań 0-2 (0-0)
0-1 Formella, 48 min.
0-2 Hamalainen, 88 min.

Podbeskidzie: Zajac – Górkiewicz, Konieczny (77. Kołodziej), Kolcak, Mazan – Sokołowski, Iwański, Lenartowski, Chmiel – Śpiączka (46. Cisse) – Korzym (62. Demjan). Trener: Leszek Ojrzyński.

Lech: Gostomski – Kędziora, Kamiński, Kadar, Henriquez – Djoum (46. Hamalainen), Trałka – Formella, Jevtić (63. Linetty), Keita (46. Pawłowski) – Sadajew. Trener: Maciej Skorża.


Żółte kartki: Śpiączka, Kołodziej – Kamiński, Keita, Jevtić.

Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
 
źródło: SportSlaski.pl
autor: MN

Przeczytaj również