W Bielsku-Białej czuć było atmosferę piłkarskiego święta. Szkoda tylko, że zabrakło bramek. Patrząc jednak na sytuację Podbeskidzia, jeden punkt zdobyty z Lechem należy zapisać po stronie zysków, a nie strat.
Podbeskidzie - Lech 0-0. Podział punktów na otwarcie trybuny
05.10.2013
Wydarzenie
Przed spotkaniem z Lechem w Bielsku-Białej widać było pełną mobilizację. Kibice "Górali" po raz pierwszy dopingowali z nowej, północnej trybuny Stadionu Miejskiego. A Czesław Michniewicz, który w ostatnich spotkaniach zakładał klubowy dres, tym razem ubrał gustowny garnitur. W stolicy Podbeskidzia czuć było atmosferę piłkarskiego święta.
Bohater
Coraz lepiej wygląda gra obronna drużyny Czesława Michniewicz. Podbeskidzie straciło już w tym sezonie 15 bramek, jednak w spotkaniu z Lechem udało się zachować czyste konto. Dariusz Pietrasiak i Adam Deja skutecznie powstrzymywali napastników Lecha, a w bramce zdecydowanie pewniej zachowuje się Ladislav Rybańsky, który nie chce oddać miejsca między słupkami Richardowi Zajacowi.
Rozczarowanie
Podbeskidzie jak nie strzelało goli, tak nie strzela. Czesław Michniewicz próbował już wszystkiego. W pierwszej połowie na "szpicy" grał Piotr Malinowski, a tuż za jego plecami Marcin Wodecki. Później za "Malinę" wszedł Fabian Pawela, jedna to rozwiązanie nie dało pożądanych rezultatów.
Co ciekawego
- Podbeskidzie przystępowało do meczu z Lechem w roli "czerwonej latarni" T-Mobile Ekstraklasy. Po zwycięstwie Korony nad bydgoskim Zawiszą, bielszczanie osunęli się ostatnie miejsce w tabeli.
- Podbeskidzie, pierwszy raz w tym sezonie, wystąpiło w białych koszulkach i czerwonych spodenkach. Zazwyczaj u siebie, bielszczanie grają w jednolitych niebieskich strojach.
- "Nowy stadion wyrasta, dzięki dumie tego miasta". Taki transparent wywiesili kibice Podbeskidzia na nowej trybunie Stadionu Miejskiego w Bielsku-Białej.
- Czesław Michniewicz, po raz kolejny, zmodyfikował wyjściową jedenastkę "Górali". Na prawym skrzydle pojawił się Marek Sokołowski, a rolę ofensywnego pomocnika pełnił, powracający do wyjściowego składu, Marcin Wodecki.
- Spotkanie z Lechem, z wysokości trybun, oglądali: Tomasz Fornalik - były trener GKS-u Tychy oraz Jacek Magiera, drugi trener warszawskiej Legii.
- W pierwszej połowie, Lech próbował zaskoczyć Ladislava Rybańsky'ego strzałami z dystansu. Jednak większość strzałów poznaniaków lądowała na północnej trybunie stadionu przy ul. Rychlińskiego.
- Już w 43. minucie Czesław Michniewicz musiał dokonać pierwszej, wymuszonej zmiany w szeregach bielszczan. Z boiska zszedł Piotra Malinowski, a w jego miejsce na placu gry pojawił się Fabian Pawela.
- Całe spotkanie toczyło się pod wyraźne dyktando Lecha. Piłkarze Mariusza Rumaka bardzo dobrze operowali piłką, ale tylko do pola karnego bielszczan. Lech przez cały mecz nie oddał praktycznie żadnego celnego strzału na bramkę Rybańsky'ego.
- W drugiej połowie doszło niecodziennej sytuacji. Po jednej z interwencji, do własnej bramki wpadł Ladislav Rybański. Słowacki bramkarz uszkodził siatkę i sędzia Tomasz Musiał wstrzymał grę, aż do momentu naprawienia siatki przez służby porządkowe. Jak śmiali się kibice: "Ryba w sieci".
Przed spotkaniem z Lechem w Bielsku-Białej widać było pełną mobilizację. Kibice "Górali" po raz pierwszy dopingowali z nowej, północnej trybuny Stadionu Miejskiego. A Czesław Michniewicz, który w ostatnich spotkaniach zakładał klubowy dres, tym razem ubrał gustowny garnitur. W stolicy Podbeskidzia czuć było atmosferę piłkarskiego święta.
Bohater
Coraz lepiej wygląda gra obronna drużyny Czesława Michniewicz. Podbeskidzie straciło już w tym sezonie 15 bramek, jednak w spotkaniu z Lechem udało się zachować czyste konto. Dariusz Pietrasiak i Adam Deja skutecznie powstrzymywali napastników Lecha, a w bramce zdecydowanie pewniej zachowuje się Ladislav Rybańsky, który nie chce oddać miejsca między słupkami Richardowi Zajacowi.
Rozczarowanie
Podbeskidzie jak nie strzelało goli, tak nie strzela. Czesław Michniewicz próbował już wszystkiego. W pierwszej połowie na "szpicy" grał Piotr Malinowski, a tuż za jego plecami Marcin Wodecki. Później za "Malinę" wszedł Fabian Pawela, jedna to rozwiązanie nie dało pożądanych rezultatów.
Co ciekawego
- Podbeskidzie przystępowało do meczu z Lechem w roli "czerwonej latarni" T-Mobile Ekstraklasy. Po zwycięstwie Korony nad bydgoskim Zawiszą, bielszczanie osunęli się ostatnie miejsce w tabeli.
- Podbeskidzie, pierwszy raz w tym sezonie, wystąpiło w białych koszulkach i czerwonych spodenkach. Zazwyczaj u siebie, bielszczanie grają w jednolitych niebieskich strojach.
- "Nowy stadion wyrasta, dzięki dumie tego miasta". Taki transparent wywiesili kibice Podbeskidzia na nowej trybunie Stadionu Miejskiego w Bielsku-Białej.
- Czesław Michniewicz, po raz kolejny, zmodyfikował wyjściową jedenastkę "Górali". Na prawym skrzydle pojawił się Marek Sokołowski, a rolę ofensywnego pomocnika pełnił, powracający do wyjściowego składu, Marcin Wodecki.
- Spotkanie z Lechem, z wysokości trybun, oglądali: Tomasz Fornalik - były trener GKS-u Tychy oraz Jacek Magiera, drugi trener warszawskiej Legii.
- W pierwszej połowie, Lech próbował zaskoczyć Ladislava Rybańsky'ego strzałami z dystansu. Jednak większość strzałów poznaniaków lądowała na północnej trybunie stadionu przy ul. Rychlińskiego.
- Już w 43. minucie Czesław Michniewicz musiał dokonać pierwszej, wymuszonej zmiany w szeregach bielszczan. Z boiska zszedł Piotra Malinowski, a w jego miejsce na placu gry pojawił się Fabian Pawela.
- Całe spotkanie toczyło się pod wyraźne dyktando Lecha. Piłkarze Mariusza Rumaka bardzo dobrze operowali piłką, ale tylko do pola karnego bielszczan. Lech przez cały mecz nie oddał praktycznie żadnego celnego strzału na bramkę Rybańsky'ego.
- W drugiej połowie doszło niecodziennej sytuacji. Po jednej z interwencji, do własnej bramki wpadł Ladislav Rybański. Słowacki bramkarz uszkodził siatkę i sędzia Tomasz Musiał wstrzymał grę, aż do momentu naprawienia siatki przez służby porządkowe. Jak śmiali się kibice: "Ryba w sieci".
Polecane
Ekstraklasa