Podbeskidzie - Lech 0-0. Niby remis z faworytem, ale...
21.11.2011
Wydarzenie
W 58. minucie akcję życia przeprowadził Sebastian Ziajka. Pomocnik Podbeskidzia przedryblował wszystkich obrońców Lecha na prawej stronie boiska, zbiegł do środka i mając przed sobą tylko bramkarza, próbował odgrywać na środek pola bramkowego. Tam jednak nie było nikogo. Gdyby próbował strzelać sam, mógł mieć swój odpowiednik przewrotki Sylwestra Patejuka na Legii.
Bohater
Trochę z konieczności, Sebastian Ziajka. Jeśli ktoś się wyróżniał, to właśnie ten pomocnik Podbeskidzia, który niespodziewanie wystąpił przez pełne 90 minut. Był waleczny, a większość akcji ofensywnych przechodziło przez niego.
Rozczarowanie
Zmiany Podbeskidzia. Ani Piotr Malinowski, ani Adam Cieśliński, ani Maciej Rogalski nie wnieśli do gry nic dobrego. Cieślińskiego nie było widać, Malinowski był tym razem bezproduktywny, a Rogalski rażąco psuł większość akcji.
Co ciekawego
- W 87. minucie po zagraniu Aleksandra Toneva, głową z kilku metrów strzelał Semir Sztilić. Wydawało się, że musi trafić, jednak minimalnie spudłował.
- Tak jak w kwietniowym meczu obu drużyn, Jose Bakero, trener gości, pozostawił na początku na ławce rezerwowych Semira Sztilicia i Artioma Rudnieva. Wpuścił ich na 30 minut przed końcem, ale tym razem wnieśli do gry niewiele, podczas gdy wiosną strzelili razem trzy gole.
- Po raz pierwszy w tym sezonie na stadionie w Bielsku-Białej był komplet publiczności, czyli 4400 widzów.
- W pierwszej połowie kibice Podbeskidzia skandowali "Chcemy stadionu, hej Bielsko, chcemy stadionu". Na razie jest tylko jego namiastka - za trybuną odkrytą pojawił się gigantyczny plakat zasłaniający opustoszały blok mieszkalny, na którym jest stadion... jak malowany. A raczej jego wizualizacja.
- Po niecelnym strzale Semira Sztilicia skandalicznie zachował się jeden z członków sztabu szkoleniowego Lecha, który zaczął kopać krzesełka obok ławki rezerwowych. Kibic za coś takiego dostałby zakaz stadionowy.
- Wyjątkowo mało - jak na mecz Podbeskidzia - było zagrożenia po stałych fragmentach gry. Bielszczanie nadzwyczaj dobrze się po nich bronili, ale też zaskakująco słabo sami je wykonywali.
W 58. minucie akcję życia przeprowadził Sebastian Ziajka. Pomocnik Podbeskidzia przedryblował wszystkich obrońców Lecha na prawej stronie boiska, zbiegł do środka i mając przed sobą tylko bramkarza, próbował odgrywać na środek pola bramkowego. Tam jednak nie było nikogo. Gdyby próbował strzelać sam, mógł mieć swój odpowiednik przewrotki Sylwestra Patejuka na Legii.
Bohater
Trochę z konieczności, Sebastian Ziajka. Jeśli ktoś się wyróżniał, to właśnie ten pomocnik Podbeskidzia, który niespodziewanie wystąpił przez pełne 90 minut. Był waleczny, a większość akcji ofensywnych przechodziło przez niego.
Rozczarowanie
Zmiany Podbeskidzia. Ani Piotr Malinowski, ani Adam Cieśliński, ani Maciej Rogalski nie wnieśli do gry nic dobrego. Cieślińskiego nie było widać, Malinowski był tym razem bezproduktywny, a Rogalski rażąco psuł większość akcji.
Co ciekawego
- W 87. minucie po zagraniu Aleksandra Toneva, głową z kilku metrów strzelał Semir Sztilić. Wydawało się, że musi trafić, jednak minimalnie spudłował.
- Tak jak w kwietniowym meczu obu drużyn, Jose Bakero, trener gości, pozostawił na początku na ławce rezerwowych Semira Sztilicia i Artioma Rudnieva. Wpuścił ich na 30 minut przed końcem, ale tym razem wnieśli do gry niewiele, podczas gdy wiosną strzelili razem trzy gole.
- Po raz pierwszy w tym sezonie na stadionie w Bielsku-Białej był komplet publiczności, czyli 4400 widzów.
- W pierwszej połowie kibice Podbeskidzia skandowali "Chcemy stadionu, hej Bielsko, chcemy stadionu". Na razie jest tylko jego namiastka - za trybuną odkrytą pojawił się gigantyczny plakat zasłaniający opustoszały blok mieszkalny, na którym jest stadion... jak malowany. A raczej jego wizualizacja.
- Po niecelnym strzale Semira Sztilicia skandalicznie zachował się jeden z członków sztabu szkoleniowego Lecha, który zaczął kopać krzesełka obok ławki rezerwowych. Kibic za coś takiego dostałby zakaz stadionowy.
- Wyjątkowo mało - jak na mecz Podbeskidzia - było zagrożenia po stałych fragmentach gry. Bielszczanie nadzwyczaj dobrze się po nich bronili, ale też zaskakująco słabo sami je wykonywali.
Polecane
Ekstraklasa