Podbeskidzie - Korona 1-0. Nareszcie grali, nareszcie wygrali!

02.09.2013
Podbeskidzie Bielsko-Biała po raz pierwszy w historii ekstraklasowych występów ograło Koronę Kielce. Odniosło też pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Przede wszystkim jednak, pierwszy raz grało w piłkę.
Wydarzenie
W 62. minucie Podbeskidzie Bielsko-Biała dopięło swego i wreszcie zdobyło bramkę. Zdobyło, co nie znaczy "strzeliło". Marcin Wodecki ładnie odegrał piłkę na lewej stronie do Tomasza Górkiewicza, który wbiegł w pole karne i zacentrował wzdłuż linii bramkowej. Piłka odbiła się od Piotra Malarczyka i wpadła do bramki Korony. To było w pełni zasłużone prowadzenie "Górali", ale zdobyte w bardzo przypadkowy sposób.

Bohater
Zbiorowy. Najstarsi górale nie pamiętają Podbeskidzia tak grającego w piłkę. Nawet wiosną, gdy bielszczanie zdobywali sporo punktów, główny pomysł na grę to było podanie do Roberta Demjana. Dziś - zwłaszcza w pierwszej połowie - bielszczanie potrafili zdominować Koronę, rozgrywać piłkę po ziemi i stwarzać sporo sytuacji z akcji, a nie ze stałych fragmentów gry. Brakowało skuteczności, ale najważniejsze, że "Górale" w ogóle potrafią tak grać. Oby częściej to pokazywali.

Rozczarowanie
Skoro bielszczanie pokazali, że potrafią grać, teraz czas pracować nad skutecznością, bo ta była dziś karygodna. W poprzednich meczach nie było sytuacji, a były gole, dziś były sytuacje, a strzelanie bramek przychodziło ciężko. Zawodnicy Podbeskidzia w wielu sytuacjach bali się strzelać.

Co ciekawego
- W pierwszej połowie bielszczanie stworzyli więcej bramkowych sytuacji niż we wszystkich poprzednich meczach razem wziętych. Znakomite okazje mieli Dariusz Łatka, Marcin Wodecki czy Damian Chmiel, jednak wszyscy je zmarnowali. Gdyby do przerwy było 3-1, Korona nie powinna mieć pretensji...

- Napisaliśmy 3-1, bo goście też mieli swoją sytuację. Aktywny Michał Janota w 32. minucie uciekł bielskim obrońcom i groźnie strzelił z 16 metrów. Ladislav Rybansky z problemami obronił jednak jego strzał.

- Po golu bielszczanie zaprezentowali kołyskę. To dla Dariusza Łatki i jego dziś narodzonego syna.

- W 84. minucie Podbeskidzie zmarnowało kolejną "setkę". Dariusz Kołodziej dograł do Fabiana Paweli, ten przepuścił piłkę do Chmiela, a pomocnik "Górali" uderzył wprost w Małkowskiego.

- W doliczonym czasie gry piłkę meczową mieli goście. Daniel Gołębiewski stał niepilnowany na piątym metrze, ale fatalnie spudłował.

- Z poziomu spotkania nie był zadowolony Aleksandar Vuković, były pomocnik Korony Kielce czy Legii Warszawa. - W tym meczu tylko bramka samobójcza mogła paść - napisał Serb na Twitterze.

- Po raz kolejny Bartłomiej Konieczny otrzymał w trakcie gry... karteczkę od Marcina Węglewskiego, asystenta Czesława Michniewicza. W końcówce stoper musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Zastąpił go Wojciech Szymanek, który zadebiutował przed bielską publicznością.

- Skoro Podbeskidzie nie ma napastnika, trener Czesław Michniewicz wpadł na rozsądny pomysł grania bez niego. W pierwszej połowie najbardziej wysunięty w zespole "Górali" był dziś więc Marcin Wodecki, który nie jest nominalnym atakującym, więc ustawienie bielszczan było bardzo hiszpańskie. W środku pola znalazło się natomiast miejsce dla kilku kreatywnych zawodników, co przynosiło efekty - bielszczanie nareszcie grali w piłkę, a nie tylko za nią biegali. Po wejściu Fabiana Paweli, ustawienie wróciło do normy.

- Na meczu byli obecni trenerzy Rafał Górak i Robert Góralczyk, którzy ostatnio zostali zwolnieni z GKS-u Katowice. - Jesteśmy w celach turystycznych. Trzeba oglądać najlepszych - uśmiechnął się były szkoleniowiec I-ligowca.

- Doszło też do konfliktu obu stowarzyszeń kibiców Podbeskidzia. Fani z młyna skandowali "Druga strona - konfidenci". Chodzi o "aferę nożyczkową".
autor: Michał Trela

Przeczytaj również