Podbeskidzie - Kluczbork 1-1. "Górale" z Bielska-Białej zatracili styl
08.08.2009
Czterokrotnie był o krok od wpisania się na listę strzelców po strzałach głową. Skończyło się na tym, że trafił tylko raz. Do... własnej bramki. Matusz - bo o nim mowa - miał po zakończeniu spotkania najbardziej skwaszoną minę. Słowak niefortunnie interweniował przy rzucie wolnym bitym przez Marcina Adamczyka. - Tej bramki na moje konto zapisać raczej nie można, bo rywal wyraźnie zmienił tor jej lotu. Ale i tak sprawiłem sobie świetny prezent na jutrzejsze urodziny - uśmiechnął się lewy obrońca Kluczborka. Postawa gości na kolana jednak nie powaliła.
- Oprócz czysto piłkarskich umiejętności ważny jest również ten irracjonalny czynnik, jakim jest szczęście. Dzisiaj było ono przy nas - przyznał Grzegorz Kowalski. Jego MKS mógł bowiem stracić nawet kilka goli więcej. Tymczasem licznik "Górali" - choć ruszył bardzo szybko - zatrzymał się ledwie na jednym trafieniu. Jego autorem był Rocki, który ładnym wolejem wykończył podanie Danczika. Później kibice byli świadkami powtórki z tego, co działo się na Rychlińskiego w kończącym zeszłoroczne zmagania meczu ze Zniczem.
Wtedy "Górale" też bili głową w mur. Ten jednak ani drgnął. - Kluczbork przyjechał się bronić. Dlatego w końcówce trener przestawił nas na grę czwórką napastników - zauważył Piotr Bagnicki, który już chwilę po wejściu na boisko niemalże wznosił ręce w geście triumfu. Piłka po jego uderzeniu zmierzała do bramki, ale zatrzymała się - o zgrozo - na... Matuszu.
Jeśli dodamy do tego sytuacje Rockiego, Osińskiego i Cienciały, wniosek może być tylko jeden. - To dla nas zwycięski remis - zaznaczył Adamczyk. - Cóż, nie zawsze się wygrywa - pokręcił głową Marcin Brosz, opiekun bielszczan. Po dwóch kolejkach tak jedni, jak i drudzy pozostają zatem bez zwycięstwa. - I co z tego, że jeszcze nie przegraliśmy? - pytają na Rychlińskiego.
Pod szatniami
Tomasz Zieliński (pomocnik MKS-u): Nie będziemy ustępować przed kimś tylko dlatego, że w tamtym sezonie prezentował się dobrze. Podbeskidzie zagrało solidnie, ale wielkiego futbolu nie pokazało.
Sławomir Cienciała (obrońca Podbeskidzia): Człowiek biega, stara się, a nic z tego nie wynika. Może chcieliśmy za bardzo...
Marcin Adamczyk (obrońca MKS-u): Uderzając na bramkę, liczyłem, że któryś z kolegów przetnie tę próbę. A wyszło jeszcze lepiej. W drugiej połowie gospodarze zagrali bardzo wysoko.
Piotr Bagnicki (napastnik Podbeskidzia): Kluczbork zaimponował tym, co zawsze jest domeną beniaminka, a więc walecznością. Nam zabrakło z kolei szczęścia.
Konferencja prasowa
Grzegorz Kowalski (trener MKS-u): To by ł mecz walki. Remis jest dla nas dobrym wynikiem.
Marcin Brosz (trener Podbeskidzia): Styl, jaki dzisiaj zaprezentowaliśmy, to nie było "to". Mecz z Pogonią Szczecin będzie dla nas świetną okazją do rehabilitacji.
- Oprócz czysto piłkarskich umiejętności ważny jest również ten irracjonalny czynnik, jakim jest szczęście. Dzisiaj było ono przy nas - przyznał Grzegorz Kowalski. Jego MKS mógł bowiem stracić nawet kilka goli więcej. Tymczasem licznik "Górali" - choć ruszył bardzo szybko - zatrzymał się ledwie na jednym trafieniu. Jego autorem był Rocki, który ładnym wolejem wykończył podanie Danczika. Później kibice byli świadkami powtórki z tego, co działo się na Rychlińskiego w kończącym zeszłoroczne zmagania meczu ze Zniczem.
Wtedy "Górale" też bili głową w mur. Ten jednak ani drgnął. - Kluczbork przyjechał się bronić. Dlatego w końcówce trener przestawił nas na grę czwórką napastników - zauważył Piotr Bagnicki, który już chwilę po wejściu na boisko niemalże wznosił ręce w geście triumfu. Piłka po jego uderzeniu zmierzała do bramki, ale zatrzymała się - o zgrozo - na... Matuszu.
Jeśli dodamy do tego sytuacje Rockiego, Osińskiego i Cienciały, wniosek może być tylko jeden. - To dla nas zwycięski remis - zaznaczył Adamczyk. - Cóż, nie zawsze się wygrywa - pokręcił głową Marcin Brosz, opiekun bielszczan. Po dwóch kolejkach tak jedni, jak i drudzy pozostają zatem bez zwycięstwa. - I co z tego, że jeszcze nie przegraliśmy? - pytają na Rychlińskiego.
Pod szatniami
Tomasz Zieliński (pomocnik MKS-u): Nie będziemy ustępować przed kimś tylko dlatego, że w tamtym sezonie prezentował się dobrze. Podbeskidzie zagrało solidnie, ale wielkiego futbolu nie pokazało.
Sławomir Cienciała (obrońca Podbeskidzia): Człowiek biega, stara się, a nic z tego nie wynika. Może chcieliśmy za bardzo...
Marcin Adamczyk (obrońca MKS-u): Uderzając na bramkę, liczyłem, że któryś z kolegów przetnie tę próbę. A wyszło jeszcze lepiej. W drugiej połowie gospodarze zagrali bardzo wysoko.
Piotr Bagnicki (napastnik Podbeskidzia): Kluczbork zaimponował tym, co zawsze jest domeną beniaminka, a więc walecznością. Nam zabrakło z kolei szczęścia.
Konferencja prasowa
Grzegorz Kowalski (trener MKS-u): To by ł mecz walki. Remis jest dla nas dobrym wynikiem.
Marcin Brosz (trener Podbeskidzia): Styl, jaki dzisiaj zaprezentowaliśmy, to nie było "to". Mecz z Pogonią Szczecin będzie dla nas świetną okazją do rehabilitacji.
Polecane
I liga