Podbeskidzie - Kluczbork 1-0. Rezerwowi "pozamiatali" w trzy minuty!
06.11.2010
- Spodziewaliśmy się, że ten mecz będzie wyglądał tak, że rywal przyjedzie się bronić, a my będziemy musieli prowadzić grę. To nakłada na nas presję, która powodowała dużo niedokładności i nerwowości w rozegraniu. Na szczęście jest ktoś taki jak Adam Cieśliński, który robi super robotę - tłumaczył po meczu Sławomir Cienciała, kapitan Podbeskidzia. - Atak pozycyjny sprawia problemy większości drużyn w Polsce, dlatego tym bardziej cieszy, że wygraliśmy. Zwycięstwa z takimi drużynami są najcenniejsze - powiedział Łatka.
Bielszczanie zaczęli mecz nieźle, choć nie tak dobrze jak spotkania z GKS-em Bełchatów czy Sandecją Nowy Sącz. Z czasem grali jednak coraz gorzej, a ich akcję w ogóle się nie kleiły. Gdyby w futbolu obowiązywał system "trzy kornery=jedenastka", bielszczanie prowadziliby do przerwy bardzo wysoko. Zamiast tego były tylko w miarę groźne strzały Jacka Broniewicza i Bartłomieja Koniecznego, czyli... stoperów Podbeskidzia, po rzutach rożnych.
Kluczowe wydarzenia nastąpiły na początku drugiej połowy. Po kolejnym rzucie rożnym, wykonanym przez Macieja Rogalskiego, piłkę na długim słupku zgrał do środka Konieczny. Z najbliższej odległości dwukrotnie próbował zdobyć gola Sylwester Patejuk, ale najpierw jego strzał głową obronił Krzysztof Stodoła, a dobitka nogą, była kompletnie nieudana. Ta akcja przesądziła o zmianie Patejuka na wracającego po kontuzji Adama Cieślińskiego. Chwilę później, wprowadzony równocześnie ze snajperem bielszczan, Piotr Malinowski urwał się obrońcom lewym skrzydłem, dośrodkował na krótki słupek, a naciskany Cieśliński zdołał trącić futbolówkę i tym sposobem wpakował ją do siatki.
- Ta bramka była, trzeba przyznać, dość szczęśliwa - wskazał Grzegorz Kowalski, trener MKS-u. - Lepiej bym się czuł, gdyby gol padł z innej sytuacji - mówił. Jego drużyna prezentowała się w Bielsku-Białej naprawdę nieźle. MKS od początku był nastawiony na wywiezienie punktu, starał się urywać cenne sekundy i raz po raz wychodził z kontratakami. Najbliżej pogrążenia "Górali" był... Dariusz Góral, którego techniczny strzał z drugiej połowy, minimalnie chybił celu.
- Brakowało nam dziś dokładności i dlatego ciężko było wyjść z dobrą kontrą - przyznał Tomasz Kazimierowicz, kapitan gości. Z kolei ich trener trochę żałuje ostatnich 30 minut meczu. - Wtedy, po stracie gola, chłopcy pokazali, że można to Podbeskidzie ukłuć. Dało się choćby zremisować - zakończył.
Konferencja prasowa:
Grzegorz Kowalski (trener MKS-u Kluczbork): Gratuluję zwycięstwa i w ogóle całej rundy Podbeskidziu, bo zespół nazbierał już dużo punktów. Nie do końca udało mi się przekonać zawodników, że z tym Podbeskidziem można grać. Niestety, w początkowej fazie zbyt krótko utrzymywaliśmy się przy piłce, pozwoliliśmy się rozpędzić zawodnikom gospodarzy, co stwarzało jakieś zalążki sytuacji. Wydawało się jednak, że w tej defensywie stoimy dobrze.
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Po tych dwóch wyjazdowych meczach trzeba było kreować grę. W Nowym Sączu dominowała taktyka, konsekwencja, tu mieliśmy dużo więcej pola do rozgrywania, ale z tym był troszeczkę problem. Człowiek zawsze mądry po fakcie, ale wydaje mi się, że może trzeba było dać ze 2-3 świeże ogniwa, mimo że ten skład zagrał z Sandecją bardzo dobrze. Chłopcom gratuluję wyniku i pewnych fragmentów gry. W pierwszych 15 minutach animusz był widoczny, potem gra siadła. W drugiej, nawet przy 1-0 dążyliśmy do zdobycia drugiej bramki. Może brakowało takich szelek, żeby ich cofnąć i grać sobie na 1-0, ale to jest taki kunktatorski futbol.
Bielszczanie zaczęli mecz nieźle, choć nie tak dobrze jak spotkania z GKS-em Bełchatów czy Sandecją Nowy Sącz. Z czasem grali jednak coraz gorzej, a ich akcję w ogóle się nie kleiły. Gdyby w futbolu obowiązywał system "trzy kornery=jedenastka", bielszczanie prowadziliby do przerwy bardzo wysoko. Zamiast tego były tylko w miarę groźne strzały Jacka Broniewicza i Bartłomieja Koniecznego, czyli... stoperów Podbeskidzia, po rzutach rożnych.
Kluczowe wydarzenia nastąpiły na początku drugiej połowy. Po kolejnym rzucie rożnym, wykonanym przez Macieja Rogalskiego, piłkę na długim słupku zgrał do środka Konieczny. Z najbliższej odległości dwukrotnie próbował zdobyć gola Sylwester Patejuk, ale najpierw jego strzał głową obronił Krzysztof Stodoła, a dobitka nogą, była kompletnie nieudana. Ta akcja przesądziła o zmianie Patejuka na wracającego po kontuzji Adama Cieślińskiego. Chwilę później, wprowadzony równocześnie ze snajperem bielszczan, Piotr Malinowski urwał się obrońcom lewym skrzydłem, dośrodkował na krótki słupek, a naciskany Cieśliński zdołał trącić futbolówkę i tym sposobem wpakował ją do siatki.
- Ta bramka była, trzeba przyznać, dość szczęśliwa - wskazał Grzegorz Kowalski, trener MKS-u. - Lepiej bym się czuł, gdyby gol padł z innej sytuacji - mówił. Jego drużyna prezentowała się w Bielsku-Białej naprawdę nieźle. MKS od początku był nastawiony na wywiezienie punktu, starał się urywać cenne sekundy i raz po raz wychodził z kontratakami. Najbliżej pogrążenia "Górali" był... Dariusz Góral, którego techniczny strzał z drugiej połowy, minimalnie chybił celu.
- Brakowało nam dziś dokładności i dlatego ciężko było wyjść z dobrą kontrą - przyznał Tomasz Kazimierowicz, kapitan gości. Z kolei ich trener trochę żałuje ostatnich 30 minut meczu. - Wtedy, po stracie gola, chłopcy pokazali, że można to Podbeskidzie ukłuć. Dało się choćby zremisować - zakończył.
Konferencja prasowa:
Grzegorz Kowalski (trener MKS-u Kluczbork): Gratuluję zwycięstwa i w ogóle całej rundy Podbeskidziu, bo zespół nazbierał już dużo punktów. Nie do końca udało mi się przekonać zawodników, że z tym Podbeskidziem można grać. Niestety, w początkowej fazie zbyt krótko utrzymywaliśmy się przy piłce, pozwoliliśmy się rozpędzić zawodnikom gospodarzy, co stwarzało jakieś zalążki sytuacji. Wydawało się jednak, że w tej defensywie stoimy dobrze.
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Po tych dwóch wyjazdowych meczach trzeba było kreować grę. W Nowym Sączu dominowała taktyka, konsekwencja, tu mieliśmy dużo więcej pola do rozgrywania, ale z tym był troszeczkę problem. Człowiek zawsze mądry po fakcie, ale wydaje mi się, że może trzeba było dać ze 2-3 świeże ogniwa, mimo że ten skład zagrał z Sandecją bardzo dobrze. Chłopcom gratuluję wyniku i pewnych fragmentów gry. W pierwszych 15 minutach animusz był widoczny, potem gra siadła. W drugiej, nawet przy 1-0 dążyliśmy do zdobycia drugiej bramki. Może brakowało takich szelek, żeby ich cofnąć i grać sobie na 1-0, ale to jest taki kunktatorski futbol.
Polecane
I liga