Podbeskidzie - Jagiellonia 2-1. Marsz nie do zatrzymania!
01.05.2014
Wydarzenie
Największym ofensywnym atutem „Górali” w czwartkowy wieczór były... rzuty z autu. W końcu jeden z nich, wykonywanych przez Marka Sokołowskiego, przyniósł gospodarzom gola. Była 50. minuta, gdy fatalny błąd popełnił źle piąstkujący piłkę bramkarz Jagiellonii, miejscowi strzelali zaś „na raty”. Pierwsze uderzenie Błażeja Telichowskiego obrońcy ekipy z Podlasia wybili, ale akcję ponowił Fabian Pawela, a wspomniany defensor Podbeskidzia z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do bramki gości. To zdarzenie "nakręciło" gospodarzy, którzy byli już nie do powstrzymania, dopiero w końcówce tracąc animusz.
Bohater
Nie kto inny, jak... Marek Sokołowski! Pomocnik Podbeskidzia... prawie strzelił swojego siódmego gola w sezonie i potwierdził, że to wiosna drużyny, ale i jego osobista w piłkarskiej karierze. „Sokół”, w 61. minucie po doskonałej wrzutce Piotra Malinowskiego, tak naciskał gruzińskiego obrońcę Georgija Popkhadze, że ten skierował piłkę do własnej bramki. Wcześniej natomiast największe zagrożenie pod bramką Jagiellonii gospodarze stwarzali właśnie za sprawą swojego kapitana, którymi długimi wrzutami piłki z autu doprowadzał do zamieszania w „16” białostoczan.
Rozczarowanie
Identycznie, jak we wcześniejszym wiosennym starciu obu drużyn – Dani Quintana. Pomocnik Jagiellonii, kreator gry tego zespołu, dziś kompletnie nic nie pokazał. Najlepszy obraz występu Hiszpana to strzał z 71. minuty. Po zwodzie do środka, niczym w meczu z Piastem Gliwice, uderzył w kierunku bramki Richarda Zajaca, ale sprawdził... nowe trybuny od ulicy Rychlińskiego. Trudno oczywiście winić Quintanę za to, że i jego koledzy spisywali się w Bielsku-Białej fatalnie, ale od tak nietuzinkowego gracza wymaga się jednak znacznie więcej. Owszem, w 88. minucie lider białostoczan do siatki trafił - z bliska, na otarcie łez.
Co ciekawego
- Blisko miesiąc temu rozegrali piłkarze Podbeskidzia ostatni mecz na Stadionie Miejskim. Ten, jak mogliśmy się dziś przekonać, rośnie w oczach. Reflektory dostrzegalne są już na trybunie przy ulicy Żywieckiej, prace postępują od strony hali BKS-u.
- Po raz pierwszy na ławce rezerwowych „Górali” zasiadł 17-letni bramkarz Sebastian Madejski. To następstwo kontuzji Ladislava Rybanskiego.
- Przy okazji meczu prowadzono zbiórkę karmy i innych przydatnych produktów na rzecz Miejskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt.
- W bielskich szeregach zabrakło pauzującego za kartki Dariusza Łatki, na ławce zasiadł natomiast awizowany wcześniej jako kontuzjowany Dariusz Pietrasiak.
- Premierowy celny strzał bielszczan nastąpił w 21. minucie. Głową w środek bramki uderzył jednak Błażej Telichowski.
- Czwartą żółtą kartkę w tym sezonie, oznaczającą obowiązkową absencję, otrzymał pomocnik „Jagi” Dawid Plizga.
- W 26. minucie doszło do przepychanki w środkowej strefie boiska. Słownie i nie tylko aktywni byli Dani Quintana i Maciej Iwański. Choć powinno skończyć się kartkami, sędzia Tomasz Kwiatkowski tylko słownie upomniał zwaśnionych piłkarzy.
- Ze sporych opresji „Górale” wybrnęli w 36. minucie. Strzał głową Adama Dźwigały niechybnie zmierzał do siatki, wybił go sprzed linii bramkowej Anton Sloboda.
- Między słupkami Jagiellonii stanął dziś Krzysztof Baran, wiosną sezonu 2012/2013 wypożyczony do... Podbeskidzia.
- Na trybunach Stadionu Miejskiego pojawił się... Adamek Tomasz. Najlepszy polski pięściarz, w szaliku Podbeskidzia, wzbudził rzecz jasna duże zainteresowanie zgromadzonych kibiców. A piłkarzom przyniósł szczęście.
- Tak, jak i w niedawnym meczu w Krakowie sporo ożywienia w poczynania „Górali” wniósł Piotr Malinowskie. W przerwie zmienił bezproduktywnego Przemysława Pietruszkę.
- To 11 kolejny mecz Podbeskidzia w roli gospodarza bez porażki! Do Jagiellonii, do niedawna będącej w górnej części tabeli, bielszczanie tracą już tylko jeden punkt. I przynajmniej do soboty okupować będą 10. miejsce w stawce.
Największym ofensywnym atutem „Górali” w czwartkowy wieczór były... rzuty z autu. W końcu jeden z nich, wykonywanych przez Marka Sokołowskiego, przyniósł gospodarzom gola. Była 50. minuta, gdy fatalny błąd popełnił źle piąstkujący piłkę bramkarz Jagiellonii, miejscowi strzelali zaś „na raty”. Pierwsze uderzenie Błażeja Telichowskiego obrońcy ekipy z Podlasia wybili, ale akcję ponowił Fabian Pawela, a wspomniany defensor Podbeskidzia z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do bramki gości. To zdarzenie "nakręciło" gospodarzy, którzy byli już nie do powstrzymania, dopiero w końcówce tracąc animusz.
Bohater
Nie kto inny, jak... Marek Sokołowski! Pomocnik Podbeskidzia... prawie strzelił swojego siódmego gola w sezonie i potwierdził, że to wiosna drużyny, ale i jego osobista w piłkarskiej karierze. „Sokół”, w 61. minucie po doskonałej wrzutce Piotra Malinowskiego, tak naciskał gruzińskiego obrońcę Georgija Popkhadze, że ten skierował piłkę do własnej bramki. Wcześniej natomiast największe zagrożenie pod bramką Jagiellonii gospodarze stwarzali właśnie za sprawą swojego kapitana, którymi długimi wrzutami piłki z autu doprowadzał do zamieszania w „16” białostoczan.
Rozczarowanie
Identycznie, jak we wcześniejszym wiosennym starciu obu drużyn – Dani Quintana. Pomocnik Jagiellonii, kreator gry tego zespołu, dziś kompletnie nic nie pokazał. Najlepszy obraz występu Hiszpana to strzał z 71. minuty. Po zwodzie do środka, niczym w meczu z Piastem Gliwice, uderzył w kierunku bramki Richarda Zajaca, ale sprawdził... nowe trybuny od ulicy Rychlińskiego. Trudno oczywiście winić Quintanę za to, że i jego koledzy spisywali się w Bielsku-Białej fatalnie, ale od tak nietuzinkowego gracza wymaga się jednak znacznie więcej. Owszem, w 88. minucie lider białostoczan do siatki trafił - z bliska, na otarcie łez.
Co ciekawego
- Blisko miesiąc temu rozegrali piłkarze Podbeskidzia ostatni mecz na Stadionie Miejskim. Ten, jak mogliśmy się dziś przekonać, rośnie w oczach. Reflektory dostrzegalne są już na trybunie przy ulicy Żywieckiej, prace postępują od strony hali BKS-u.
- Po raz pierwszy na ławce rezerwowych „Górali” zasiadł 17-letni bramkarz Sebastian Madejski. To następstwo kontuzji Ladislava Rybanskiego.
- Przy okazji meczu prowadzono zbiórkę karmy i innych przydatnych produktów na rzecz Miejskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt.
- W bielskich szeregach zabrakło pauzującego za kartki Dariusza Łatki, na ławce zasiadł natomiast awizowany wcześniej jako kontuzjowany Dariusz Pietrasiak.
- Premierowy celny strzał bielszczan nastąpił w 21. minucie. Głową w środek bramki uderzył jednak Błażej Telichowski.
- Czwartą żółtą kartkę w tym sezonie, oznaczającą obowiązkową absencję, otrzymał pomocnik „Jagi” Dawid Plizga.
- W 26. minucie doszło do przepychanki w środkowej strefie boiska. Słownie i nie tylko aktywni byli Dani Quintana i Maciej Iwański. Choć powinno skończyć się kartkami, sędzia Tomasz Kwiatkowski tylko słownie upomniał zwaśnionych piłkarzy.
- Ze sporych opresji „Górale” wybrnęli w 36. minucie. Strzał głową Adama Dźwigały niechybnie zmierzał do siatki, wybił go sprzed linii bramkowej Anton Sloboda.
- Między słupkami Jagiellonii stanął dziś Krzysztof Baran, wiosną sezonu 2012/2013 wypożyczony do... Podbeskidzia.
- Na trybunach Stadionu Miejskiego pojawił się... Adamek Tomasz. Najlepszy polski pięściarz, w szaliku Podbeskidzia, wzbudził rzecz jasna duże zainteresowanie zgromadzonych kibiców. A piłkarzom przyniósł szczęście.
- Tak, jak i w niedawnym meczu w Krakowie sporo ożywienia w poczynania „Górali” wniósł Piotr Malinowskie. W przerwie zmienił bezproduktywnego Przemysława Pietruszkę.
- To 11 kolejny mecz Podbeskidzia w roli gospodarza bez porażki! Do Jagiellonii, do niedawna będącej w górnej części tabeli, bielszczanie tracą już tylko jeden punkt. I przynajmniej do soboty okupować będą 10. miejsce w stawce.
Polecane
Ekstraklasa