Podbeskidzie - Górnik 5-2. "Górale" srogo zemścili się za ligę
06.09.2013
W wyjściowym składzie Górnika po raz pierwszy wystąpił zakontraktowany wczoraj stoper Błażej Augustyn. Szansę dostali też rzadko grający Michał Płonka i Szymon Skrzypczak. W rezerwie pozostawali natomiast testowani obrońca Gerard Aafjes oraz napastnik Igor Lambulić, a także zgraja młodych zawodników. Z kolei w Podbeskidziu nie mógł wystąpić Bartłomiej Konieczny, którego czeka 3-tygodniowa przerwa, po kontuzji jakiej doznał w ostatnim meczu z Koroną. Na środku defensywy zamiast niego wystąpił Błażej Telichowski, który doszedł już do zdrowia.
Mecz lepiej rozpoczęli bielszczanie, którzy za sprawą Adama Dei objęli prowadzenie. Pomocnik Podbeskidzia przyjął piłkę po za krótkim wybiciu Pavelsa Steinborsa i płackim strzałem z dystansu pokonał łotewskiego bramkarza. "Górale" poszli za ciosem i pięć minut później prowadzili już 2-0, bowiem po dograniu Marcina Wodeckiego niepilnowany w polu karnym był Frank Adu Kwame, który nie zmarnował szansy. Jedyną negatywną informacją dla gospodarzy w pierwszej kwarcie - bo tak był podzielony mecz - była kontuzja Marka Sokołowskiego, którego czeka głębokie szycie nogi.
W drugiej kwarcie do roboty zabrali się zabrzanie, którzy szybko odrobili straty. Najpierw do odbitej przez Ladislava Rybansky'ego piłki dopadł Łukasz Madej, a później Krzysztof Mączyński wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Błażeja Telichowskiego na Mateuszu Zacharze, który wychodził na czystą pozycję. Ta część meczu należała zdecydowanie do zabrzan, ale Podbeskidzie nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa...
W 60. minucie na boisku pojawili się dwaj testowani przez zabrzan zawodnicy, ale to bielszczanie rozpoczęli show. Najpierw, kolejnego gola, tym razem po wykorzystaniu sytuacji sam na sam, strzelił Deja, a potem - co się niemal nigdy nie zdarza - piękne trafienie z dystansu uzyskał Dariusz Łatka. Na zakończenie strzelania, po krótkim rzucie rożnym bramkę zdobył również Dariusz Kołodziej. Bielszczanie mogli zdemolować Górnika jeszcze bardziej dotkliwie, ale w ostatniej kwarcie rzutu karnego nie wykorzystał Telichowski.
Mecz lepiej rozpoczęli bielszczanie, którzy za sprawą Adama Dei objęli prowadzenie. Pomocnik Podbeskidzia przyjął piłkę po za krótkim wybiciu Pavelsa Steinborsa i płackim strzałem z dystansu pokonał łotewskiego bramkarza. "Górale" poszli za ciosem i pięć minut później prowadzili już 2-0, bowiem po dograniu Marcina Wodeckiego niepilnowany w polu karnym był Frank Adu Kwame, który nie zmarnował szansy. Jedyną negatywną informacją dla gospodarzy w pierwszej kwarcie - bo tak był podzielony mecz - była kontuzja Marka Sokołowskiego, którego czeka głębokie szycie nogi.
W drugiej kwarcie do roboty zabrali się zabrzanie, którzy szybko odrobili straty. Najpierw do odbitej przez Ladislava Rybansky'ego piłki dopadł Łukasz Madej, a później Krzysztof Mączyński wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Błażeja Telichowskiego na Mateuszu Zacharze, który wychodził na czystą pozycję. Ta część meczu należała zdecydowanie do zabrzan, ale Podbeskidzie nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa...
W 60. minucie na boisku pojawili się dwaj testowani przez zabrzan zawodnicy, ale to bielszczanie rozpoczęli show. Najpierw, kolejnego gola, tym razem po wykorzystaniu sytuacji sam na sam, strzelił Deja, a potem - co się niemal nigdy nie zdarza - piękne trafienie z dystansu uzyskał Dariusz Łatka. Na zakończenie strzelania, po krótkim rzucie rożnym bramkę zdobył również Dariusz Kołodziej. Bielszczanie mogli zdemolować Górnika jeszcze bardziej dotkliwie, ale w ostatniej kwarcie rzutu karnego nie wykorzystał Telichowski.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów