Podbeskidzie - GKS Katowice 2-0. GieKSa piękna, ale "Górale" dojrzalsi
02.04.2011
Mecz miał być hitem i rzeczywiście nim był. To było piękne spotkanie z wieloma atutami z obu stron. Katowiczanie świetnie rozgrywali piłkę przez długie fragmenty nie dopuszczając do niej bielszczan, za to Podbeskidzie, kiedy przechodziło do ataku, niesamowicie groźne, potrafiło to, co GieKSie nie wychodziło - stwarzało niezwykle groźne sytuacje. Gdyby nie niesamowity Jacek Gorczyca, mecz mógł się skończyć podobnym wynikiem do tego z jesiennego spotkania w Katowicach. Inna sprawa, że gdyby przyjezdni zwyciężyli, nie byłaby to wcale niesprawiedliwość. A to oznacza, że mecz był naprawdę ciekawy.
Początek spotkania idealnie ułożył się dla bielszczan. Nie minął jeszcze kwadrans, gdy Dariusz Kołodziej dośrodkował z rzutu rożnego na długi słupek do Juraja Danczika, który zgrał do stojącego w polu bramkowym Sylwestra Patejuka. Rezerwowy napastnik "Górali" bez problemów skierował piłkę do siatki. - To nas mocno uspokoiło. Włożyliśmy w te pierwsze 15 minut wiele wysiłku i potem trochę zabrakło nam tlenu, musieliśmy "dychnąć" i dobrze, że GKS tego nie wykorzystał. Ale widać, że to naprawdę fajna drużyna - chwalił rywali strzelec bramki.
Zawodnicy Stawowego zamykali Podbeskidzie na długie minuty w hokejowym zamku i z dużym wyczuciem rozgrywali piłkę. Większość okazji stwarzali jednak po uderzeniach z dystansu, kiedy albo niepewnie interweniował Richard Zajac, albo bramkarza musiał ratować na linii bramkowej Bartłomiej Konieczny. - Przegraliśmy dziś środek boiska. Posiadanie piłki prawdopodobnie wyglądało tak, jak w rewanżowym meczu z Wisłą Kraków - mówił Robert Kasperczyk. - Nikt się tutaj tak dobrze nie zaprezentował - kiwał z uznaniem głową Dariusz Łatka.
Bielszczanie mogą chwalić, ale to oni pokazali wielką rozwagę. Nie zważając na piękną grę GKS-u, wyprowadzali groźne akcje. Po strzałach z woleja Roberta Demjana i Adama Cieślińskiego piłka trafiała odpowiednio w słupek i poprzeczkę. Gorczyca znajdował się czasem w sytuacjach niemal beznadziejnych, a jednak zazwyczaj bronił. Nie poradził sobie kilka minut przed końcem, kiedy po akcji Macieja Rogalskiego z Cieślińskim, w długi róg fantastycznie uderzył wprowadzony chwilę wcześniej Sebastian Ziajka. - Mieliśmy dobre sytuacje. Może nie takie 100-procentowe jak Bielsko, bo brakowało nam ostatniego podania, ale przegrać wcale nie musieliśmy - podkreślił Krzysztof Kaliciak, napastnik katowiczan.
Konferencja prasowa:
Wojciech Stawowy (trener GKS-u): Podbeskidzie miało dużo sytuacji, ale ich nie wykorzystywało. Natomiast strzelało gole z tych, w których my robiliśmy duże błędy. Nie musiało się to tak skończyć. Różnicy punktowej na boisku nie było widać i momentami graliśmy naprawdę dobrą piłkę. Zawiesiliśmy poprzeczkę gospodarzom wysoko.
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Po meczu w Wodzisławiu powiedziałem, że nadchodzą mecze, które będą się podobać kibicom, bo przecież wiem, na co nacisk kładzie trener Stawowy. Nie było kontroli środka pola, dobrze radziliśmy sobie tylko w szesnastce. Dziękuję Wojtkowi za ciepłe słowa.
Początek spotkania idealnie ułożył się dla bielszczan. Nie minął jeszcze kwadrans, gdy Dariusz Kołodziej dośrodkował z rzutu rożnego na długi słupek do Juraja Danczika, który zgrał do stojącego w polu bramkowym Sylwestra Patejuka. Rezerwowy napastnik "Górali" bez problemów skierował piłkę do siatki. - To nas mocno uspokoiło. Włożyliśmy w te pierwsze 15 minut wiele wysiłku i potem trochę zabrakło nam tlenu, musieliśmy "dychnąć" i dobrze, że GKS tego nie wykorzystał. Ale widać, że to naprawdę fajna drużyna - chwalił rywali strzelec bramki.
Zawodnicy Stawowego zamykali Podbeskidzie na długie minuty w hokejowym zamku i z dużym wyczuciem rozgrywali piłkę. Większość okazji stwarzali jednak po uderzeniach z dystansu, kiedy albo niepewnie interweniował Richard Zajac, albo bramkarza musiał ratować na linii bramkowej Bartłomiej Konieczny. - Przegraliśmy dziś środek boiska. Posiadanie piłki prawdopodobnie wyglądało tak, jak w rewanżowym meczu z Wisłą Kraków - mówił Robert Kasperczyk. - Nikt się tutaj tak dobrze nie zaprezentował - kiwał z uznaniem głową Dariusz Łatka.
Bielszczanie mogą chwalić, ale to oni pokazali wielką rozwagę. Nie zważając na piękną grę GKS-u, wyprowadzali groźne akcje. Po strzałach z woleja Roberta Demjana i Adama Cieślińskiego piłka trafiała odpowiednio w słupek i poprzeczkę. Gorczyca znajdował się czasem w sytuacjach niemal beznadziejnych, a jednak zazwyczaj bronił. Nie poradził sobie kilka minut przed końcem, kiedy po akcji Macieja Rogalskiego z Cieślińskim, w długi róg fantastycznie uderzył wprowadzony chwilę wcześniej Sebastian Ziajka. - Mieliśmy dobre sytuacje. Może nie takie 100-procentowe jak Bielsko, bo brakowało nam ostatniego podania, ale przegrać wcale nie musieliśmy - podkreślił Krzysztof Kaliciak, napastnik katowiczan.
Konferencja prasowa:
Wojciech Stawowy (trener GKS-u): Podbeskidzie miało dużo sytuacji, ale ich nie wykorzystywało. Natomiast strzelało gole z tych, w których my robiliśmy duże błędy. Nie musiało się to tak skończyć. Różnicy punktowej na boisku nie było widać i momentami graliśmy naprawdę dobrą piłkę. Zawiesiliśmy poprzeczkę gospodarzom wysoko.
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Po meczu w Wodzisławiu powiedziałem, że nadchodzą mecze, które będą się podobać kibicom, bo przecież wiem, na co nacisk kładzie trener Stawowy. Nie było kontroli środka pola, dobrze radziliśmy sobie tylko w szesnastce. Dziękuję Wojtkowi za ciepłe słowa.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku