Podbeskidzie - GKP 0-0. "Wszyscy jesteśmy totalnie wkurzeni"

26.05.2010
Miało być zwycięstwo i coraz bliższe utrzymanie, a wyszło jak... w poprzednim meczu z Wisłą Płock. Trudne warunki nie ułatwiały gry, a remis sprawił, że sytuacja "Górali" znów jest niebezpieczna.
Szok przeżywał każdy, kto wszedł na Stadion Miejski. Zamiast pięknej, równiutkiej płyty boiska, uznawanej za jedną z najlepszych na zapleczu ekstraklasy, zobaczył rozległe błotniste pasy na środku placu gry. Wszystko przez.... BKS Stal, którego sobotni mecz z Ruchem Zdzieszowice doprowadził murawę do takiego stanu. - Boisko było takie samo dla obu drużyn, tyle, że łatwiej się na takim bronić niż atakować. Oni przyjechali po remis i swoje osiągnęli - mówił po końcowym gwizdku Piotr Bagnicki.

Zaczęło się jednak bardzo obiecująco. "Górale" ruszyli z impetem na gorzowian, pokaz szybkości dawał Ndabenculu Ncube, który popisywał się efektownymi rajdami. Po jednym z nich oddał strzał z ostrego kąta, bramkarz sparował piłkę przed siebie, a z dobitką pospieszył Dariusz Kołodziej. Uderzył jednak zbyt mocno, a za mało precyzyjnie i Sławomir Janicki ponownie dobrze interweniował.

Swoje okazje mieli również piłkarze GKP. Szczególnie godna odnotowania jest ta z końcówki pierwszej połowy, kiedy to po strzale głową Mateusza Piątkowskiego, Richard Zajac w FENOMENALNY sposób wybił jedną ręką piłkę, zmierzającą w okienko. W innej sytuacji bielszczanie mieli bardzo dużo szczęścia, ponieważ skorzystali na błędzie arbitra - Jacek Broniewicz poślizgnął się w polu karnym i ewidentnie dotknął futbolówki ręką. Na szczęście dla gospodarzy, Jacek Walczyński, nie zauważył tego zagrania. Po prawdzie w drugiej połowie identyczne zdarzenie sprokurował obrońca gorzowian i gwizdek sędziego również milczał.

Świetnie mogła się zacząć druga część gry. Ledwie trzy minuty po jej rozpoczęciu Kołodziej tak uderzył z dystansu, że wszyscy widzieli już piłkę w siatce. Jak na złość, trafiła w... słupek. Później zaczęło się bicie głową w mur. Bielszczanie dawali rywalom szansę na kontry. Przeprowadzano je zwłaszcza lewą stroną boiska, gdzie Tomasz Górkiewicz często spóźniał się z kryciem. Trochę ożywienia w szeregi Podbeskidzia wniosło wejście na boisko Mateusza Żyły, lewoskrzydłowego, który po półtorarocznym oczekiwaniu na debiut, wreszcie dostał szansę.

- Gdy gra się na takim boisku, każdy metr zostaje w nogach. Ciężko kontrolowało się futbolówkę, ale cały czas walczyliśmy - tłumaczył Sylwester Patejuk.  - Musieliśmy grać długą piłką, bo zmuszało nas do tego boisko. Problem w tym, że obrońcy GKP dobrze się czuli w powietrzu i wygrywali większość pojedynków. Trudno, teraz musimy wygrać z Motorem - mówił Jacek Broniewicz. I tylko Richard Zajac, bohater meczu, próbował doszukiwać się przyczyn niepowodzenia w czymś innym. - Presja związana z zagrożeniem spadkiem wyraźnie pęta nam nogi. To siedzi gdzieś w głowach i nie pozwala normalnie grać - wyjaśnił bramkarz. Czas najwyższy, żeby wreszcie pozwoliło, bo nad strefą spadkową tylko punkt przewagi, a do końca jeszcze dwa mecze...

Konferencja prasowa

Adam Topolski (trener GKP): Mecz był rozegrany w bardzo trudnych warunkach, ale nie zweryfikowaliśmy swoich planów i nadal walczyliśmy o trzy punkty. Szanujemy Podbeskidzie, ale nie chcemy się oglądać za siebie.  Byliśmy blisko zwycięstwa, chociaż na początku to gospodarze mogli zdobyć bramkę. Ostatnie dziesięć minut to było z naszej strony bronienie remisu, bo to nie jest wcale zły wynik. Niemniej, cały czas staramy się walczyć o miejsce w "piątce".

Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Czuliśmy pełnię niepokoju, gdy zobaczyliśmy w jakim stanie jest boisko, bo jeszcze na takim nie graliśmy w tej rundzie. Swoje zrobiło, że przez ostatnie dwa tygodnie w ogóle nie trenowaliśmy na naturalnej trawie. Dzisiaj kompletnie nie graliśmy swojej piłki, trzeba było szukać rozwiązań siłowych. W drugiej połowie postawiliśmy wszystko na jedną kartę, naprawdę bardzo chcieliśmy wygrać, ale nie udało się. Jesteśmy wszyscy totalnie wkurzeni, bo trzeba było zdobyć dziś trzy punkty. Szkoda, że tuż po przerwie nie weszło to uderzenie Darka Kołodzieja...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również