Podbeskidzie - Cracovia 1-1. Z obustronnym niedosytem

23.03.2014
Zarówno „Górale”, jak i piłkarze Cracovii liczyli w niedzielnym meczu w Bielsku-Białej na komplet punktów. Ale potwierdziło się, że obie ekipy mają swoje problemy.
Łukasz Laskowski/Pressfocus

Wydarzenie
38. minuta meczu toczonego w bardzo sennej atmosferze nieco rozbudziła kibiców. Sebastian  Steblecki idealnie dograł do Giannisa Papadopoulosa, który ładną „podcinką” po tzw. długim rogu zapewnił Cracovii zasłużone prowadzenie. Meczu to zdarzenie jednak całkowicie nie ustawiło.


Bohater
Marek Sokołowski. Brak kapitana „Górali” w wyjściowym składzie był sporym zaskoczeniem. Ale gdy już pojawił się na boisku w 46. minucie ewidentnie rozruszał grę Podbeskidzia i zrehabilitował się za błąd w Poznaniu. W 61. minucie to „Sokół” nie pomylił się z rzutu karnego, podyktowanego po zagraniu ręką Krzysztofa Nykiela. Aktywność Sokołowski wykazywał również w dalszej rywalizacji i kilka jego akcji mogło przynieść miejscowym powodzenie. Dodatkowo pomocnik zrównał się liczbą goli z najlepszym strzelcem Podbeskidzia, Fabianem Pawelą.


Rozczarowanie
Postawa Podbeskidzia w pierwszej połowie. Gospodarze wyglądali nie, jak zespół walczący o życie, ale taki, który w niedzielę zbytnio przemęczać się nie chce. Trudno właściwie znaleźć słowo, które oddawałoby w najlepszym stopniu zaangażowanie i piłkarskie aspekty w wykonaniu bielszczan. W premierowej części „Górale” nie przeprowadzili ani jednej godnej wspomnienia akcji, nie oddali też celnego strzału! Mylili się kilka razy w defensywie, dyspozycję zawodników ofensywnych należałoby natomiast przemilczeć. Zareagował na to trener Leszek Ojrzyński, który w przerwie dokonał dwóch trafionych zmian.


Co ciekawego
- Cracovia przyjechała do Bielska-Białej po przełamanie serii pięciu kolejnych wyjazdowych meczów bez wygranej. Ostatni raz z sukcesu na boisku przeciwnika „Pasy” cieszyły się w... październiku ubiegłego roku w Zabrzu.

- Spore osłabienia personalne Cracovii. W składzie krakowian zabrakło dziś m.in. ofensywnych zawodników – Dawida Nowaka i Saidiego Ntibazonkizy.

- Przed meczem z Cracovią seria meczów nieprzegranych przez „Górali” na Stadionie Miejskim wynosiła 8. W czterech ostatnich rywale bielszczan nie zdołali strzelić im nawet jednego gola.

- Szkoleniowiec Leszek Ojrzyński nieoczekiwanie posadził na ławce kapitana Marka Sokołowskiego. Funkcję przejął Błażej Telichowski.

- W przerwie meczu wręczono nagrody dla dzieci, które nadesłały do klubu kolorowankę zamieszczaną w gazetce meczowej „Górale”.

- Klub poinformował na kilka dni przed meczem o braku biletów na spotkanie. Kompletu w niedzielę jednak na trybunach nie było, sporo miejsce pozostało wolnych... Łączna, oficjalna liczba widzów to 3056.

- W 8. minucie zrobiło się groźnie pod bramką gospodarzy. Z rzutu wolnego z okolic 20 metrów uderzył Vladimir Boljević – ponad murem, tuż przy słupku. Richard Zajac fenomenalnie obronił, ale zderzył się ze słupkiem. Do gry po interwencji medycznej golkiper powrócił.

- Bielszczanie omal nie stracili drugiego gola w 68. minucie, gdy katastrofalnego błędu w obrębie „szesnastki” dopuścił się Dariusz Pietrasiak. Strzał Boljevicia golkiper Podbeskidzia obronił.

- Szkoleniowiec gości ze zmianami czekał aż do 76. minuty. Wówczas na murawie zameldował się Edgar Bernhardt, który w poprzednim meczu zapewnił swojej drużynie pełną pulę przeciwko Jagiellonii Białystok.

- Jedni i drudzy końcowy wynik traktować mogą, jak porażkę. Cracovia wciąż jest poza grupą mistrzowską, Podbeskidzie w strefie zagrożonej degradacją.

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również