Podbeskidzie Bielsko-Biała jak drużyna z... "Czarnego lądu"

12.07.2009
Dwóch graczy z Zimbabwe i Nigeryjczyk, tak wyglądał środek pola Podbeskidzia w sparingu z Ruchem Chorzów. Clemence Matawu przedłużył kontrakt, zaś Ndabenkulu Ncube jest nabytkiem.
Na wymowie imienia nowego zawodnika rodem z Zimbabwe (został wypożyczony na rok) można sobie połamać język. Jeszcze trudniejsze życie mają boiskowi rywale, o czym przekonali się gracze "Niebieskich". Egzotyczny tercet bielszczan, swoją agresywną grą, stworzył im "gehennę". Po ostrym faulu jednego z ciemnoskórych zawodników doszło nawet do przepychanek. - Nie brakowało walki. Tak to jest, kiedy przeciwnikiem jest zespół z niższej ligi. My podjęliśmy rękawicę, bo nie chcieliśmy, aby ktoś nam zarzucił, że "odfajkowaliśmy" ten mecz - skwitował Pavol Balaż, gracz chorzowian.

Faktem jest, że w pierwszej połowie sobotniego sparingu zdecydowanie lepiej radzili sobie pomocnicy Podbeskidzia, w czym zasługa zaciągu z Afryki. Bernard Ocholeche pełnił rolę defensywnego pomocnika, w odbieraniu piłki wspierał go Ncube, a rolę zawieszonego elektronu pełnił Matawu. Dwaj ostatni do Polski trafili za sprawą Wiesława Grabowskiego, który graczy z Zimbabwe umieszcza wpierw w klubie KS Wisła, a po aklimatyzacji sprzedaje bądź wypożycza do wyżej notowanych zespołów.

Ściągnięcie piłkarzy z "Czarnego lądu", to jeden ze sposobów Podbeskidzia na zaciśnięcie pasa. - Nasza kadra została mocno "ścięta", bo widzimy, co się dzieje w krajach ościennych. Kryzys daje o sobie znać, więc nie chcemy narażać budżetu na problemy finansowe - tłumaczy trener, Marcin Brosz.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również