Podbeskidzie Bielsko-Biała, czyli... Brygada Kryzys [OPINIA]

22.08.2013
Jeśli dziś myślę, że Podbeskidzie jest głównym kandydatem do spadku z ligi, to nie tylko dlatego, że ma słaby skład. Raczej dlatego, że wiem, iż coś tak zarządzanego musi runąć. Nie dziś, to jutro.
Trochę mi się to nudzi. Ja nie jestem człowiekiem, który by chodził i narzekał. Jestem dość pozytywnie nastawiony do życia i nie cierpię, kiedy ktoś widzi same minusy. Ale obowiązek codziennego monitorowania Podbeskidzia Bielsko-Biała stawia mnie w niewdzięcznej pozycji. Chcąc zachować jakąś przyzwoitość, muszę pisać sporo nieprzyjemnych tekstów.

Prezes Borecki mi to wykrzyczał. Wrzeszczał, że piszę o Podbeskidziu tylko źle. Cóż, widziałem kiedyś powód, żeby pisać dobrze. To było początkiem czerwca. Dzień później dowiedziałem się, że prezes chce fuzji w Bielsku. Który normalny dziennikarz będzie pisał o skuteczności napastników i błyskotliwości skrzydłowych, gdy na tapecie będzie temat likwidacji dwóch największych bielskich klubów? Chyba tylko ten z oficjalnej strony klubowej. Ale ja nie jestem z oficjalnej strony klubowej.

To może być dobry punkt wyjścia. Oficjalna strona klubu Podbeskidzie Bielsko-Biała niemal nie istnieje. Regularnie, codziennie czytam strony wszystkich zespołów z województwa. Strona Podbeskidzia lokuje się gdzieś pomiędzy Energetykiem ROW Rybnik a Rakowem Częstochowa. Za Rozwojem Katowice, Zagłębiem Sosnowiec, nie mówiąc o GKS-ie Tychy czy Katowice. Jeśli na bielskiej oficjalce widzę, że gola w sparingu strzelił Bartłomiej Kołodziej, to myślę, że ktoś nie wiedział, że Konieczny to Bartłomiej a Kołodziej to Dariusz. Gdybym zobaczył to na innej stronie, pomyślałbym, że ktoś się pomylił.

Znam tych ludzi, wielu nawet lubię. Nie wydaje mi się, żeby to była ich wina. Oni naprawdę nic nie wiedzą. Pamiętam, że kiedyś dzwoniłem do poprzedniego rzecznika, kiedy Podbeskidzie zatrudniło Czesława Michniewicza. Chciałem jego numer telefonu. Rzecznik za żadne skarby nie chciał mi podać, co mnie dziwiło, bo za jego poprzednika nie było z tym nigdy problemu.

- Ale wie pan, panie Michale. Tak naprawdę, to ja nie mam tego numeru.

Z innego źródła uzyskałem po 47 sekundach. Żal mi się zrobiło rzecznika, zastanawiałem się, czy mu nie podesłać numeru Michniewicza, bo jest ryzyko, że w klubie nikt mu nie poda.

Rzecznik prasowy. To - obok prezesa - powinna być osoba, która wie o klubie najwięcej. Dobry rzecznik wie wszystko, ale nie mówi wszystkiego. Wie, co może powiedzieć, wie, co trzeba ukrywać. W Podbeskidziu - jak rzecznik coś chlapnie - to nawet nie wie, że mówił coś tajnego. I to nie jest uwaga do Marcina Nikiela, Sławomira Horowskiego czy Marcina Zarębskiego osobiście. To jest błąd systemowy.

Tak samo jest z innymi działami. Dzwonił do mnie kiedyś kolega prowadzący telewizję klubową Podbeskidzia. Chciał, żebyśmy na SportSlaski.pl publikowali te filmiki. Powiedziałem, że nie wiem czy mogę to zrobić, bo przecież to telewizja Podbeskidzia, są jakieś prawa autorskie, a nie mamy z klubem umowy o współpracy. Powiedział, że zadzwoni do rzecznika i się dowie. Rzecznik nie wiedział, trzeba było pytać prezesa. Naprawdę prezes się ma zajmować takimi pierdołami jak to czy SportSlaski.pl może brać filmiki z oficjalnej strony? Ale zajął się. Po dwóch miesiącach dostałem telefon, że mogę wrzucać filmiki. Wrzuciłem. Minął dzień i zadzwonił rzecznik Horowski z awanturą, że wykorzystuję filmy Podbeskidzia, że to jest sąd i mam natychmiast usunąć. Wkurzyłem się i powiedziałem: "Sami mnie prosicie, a potem z awanturą dzwonicie? Mi to nie jest do szczęścia potrzebne". Zdziwił się i przeprosił. Nie wiedział, że ktoś mnie o to poprosił.

Przepływ informacji w tym klubie niemal nie istnieje i to cieszy prezesa Boreckiego. Od któregoś momentu, nie umiem powiedzieć którego, dba o to, żeby z klubu nic się nie wydostawało. Tak kompletnie nic. Na mecz do Warszawy nie mógł jechać Dariusz Łatka. Zdziwiłem się i zadzwoniłem do niego oraz trenera. Zrobiłem o tym tekst. Dzień później Borecki wkurzał się ponoć w klubie, kto powiedział dziennikarzom, że Łatka nie jedzie. Ktoś mu trzeźwo zwrócił uwagę, że kadrę meczową podali na oficjalnej stronie. Złośliwi powiedzą: przyzwyczaił się, że strona jest tak słaba, że zapomniał, iż na niej też są jakieś informacje. Stowarzyszenie "Druga Strona" założyło stronę internetową jakoś miesiąc temu i znajduję tam ciekawsze informacje niż na oficjalnej.

Pamiętam, że prezes Janusz Okrzesik też starał się, by pewne informacje nie wypływały. Tylko cel był inny. Okrzesik chciał, żeby pewne rzeczy najpierw były na oficjalnej stronie, a później np. na SportSlaski.pl. Boreckiemu zależy tylko na tym, żeby nikt nie wiedział. Kiedy sport.bielsko.biala.pl napisał o tym, że niejednokrotnie kibice wożą piłkarzom koszulki meczowe na spotkania wyjazdowe, wyglądało jakby Borecki nie miał problemu z tym, że tak amatorskie zjawisko ma miejsce, ale z tym, skąd dziennikarze wiedzą.

Wiadomo jednak, że ludzie są z natury złośliwi, a chcesz, żeby ktoś się czegoś dowiedział, powiedz, że to tajne - rozejdzie się błyskawicznie. W klubie niby mieli zakaz informowania o tym, kto przyjedzie na testy z Czarnogóry. A jakoś wiemy, że Miroslav Vujadinović i jakoś niespecjalnie nawet o tę informację zabiegałem. Ot, przyszła. Ludzie wiedzą też kto co pije i że robi to np. w autokarze jadąc z zawodnikami na wyjazd. To nie te czasy, że zablokujesz jedną telewizję i ktoś się czegoś nie dowie.

Że jednak za Boreckiego Podbeskidzie nie będzie mieć polityki medialnej, informacyjnej czy marketingowej, można się było domyślać. Liczyłem, że będzie mieć mocny dział sportowy. Po Glogazie, wydawało się, że przyjdzie prezes, który zna się na piłce. I Borecki pewnie zna się na piłce, raczej lepiej niż ja i lepiej niż większość z nas. I to tylko dla niego gorzej. Glogaza osłabiał drużynę, bo się na tym nie znał. Skoro Borecki się zna, to po co osłabia?

Ekstraklasy nie da się robić za darmo. Nie da się. Nawet jeśli Borecki ma rację, że w polskiej piłce zawodnicy są przepłacani, a menedżerowie biorą za wysokie prowizje, to jednak jest prezesem spółki działającej w gospodarce rynkowej. Tu cen nie dyktuje Borecki, tylko rynek. Borecki może oczywiście się uprzeć i powiedzieć zawodnikowi, że tyle za niego nie zapłaci, ale musi się liczyć z tym, że ten pójdzie gdzieś indziej, gdzie mu zapłacą. To samo menedżerowie. Czasy, w których dogadać się musiał zawodnik i klub już minęły. Teraz są to rozmowy trójstronne, więc trzeba zadowolić trzy strony. W rozmowach z takim Demjanem, zadowolone były dwie strony - Borecki i Demjan. W rozmowach z Beveren, zadowolony był klub, Demjan zaakceptował indywidualny kontrakt, a menedżerowie byli zadowoleni z prowizji. Borecki zadowolił dwie strony, prezes Beveren zadowolił trzy strony, więc Demjan gra w Beveren. Tu nie ma wielkiej filozofii.

A sprawa Danczika? O nim się milczy, choć niewielu jest zawodników, którzy tak długo grali w Podbeskidziu i choćby z tego powodu należy im się szacunek. Skoro poprzednik pana Boreckiego podpisał taką, a nie inną umowę, to trzeba ją respektować albo przedstawić sensowną propozycję rozstania. Umów należy dotrzymywać. Nie można się tłumaczyć, że tej nie podpisał pan Borecki. Nie podpisał, ale musi ją respektować. To jest sztafeta prezesów. Równie dobrze można by powiedzieć, że klub Boreckiego nie powinien grać w ekstraklasie, skoro "załatwił" ją Okrzesik. Tak to już jest, że przejmuje się i sukcesy i porażki poprzedników.

O Boreckim wiadomo od dawna, że umie liczyć i to nie jest zła cecha. Tyle, że do dobrej sytuacji finansowej nie dochodzi się poprzez ciągłe cięcie kosztów, ale też poprzez zwiększanie przychodów. Mam wrażenie, że w Podbeskidziu większość energii trwoni się na cięcie kosztów, ale niespecjalnie jest ktoś, kto by szukał nowych sponsorów, nowych kibiców. Przez samo cięcie kosztów można co najwyżej spaść z ligi i stracić miliony z Canal+. Podbeskidzie nie sprzedaje gadżetów, nie widać go w mieście, chce obciąć kasę telewizji klubowej, najlepiej, gdyby z kamerą po boiskach latał rzecznik. Albo praktykanci, których klub poszukuje. Bo są darmowi.

To cięcie kosztów też jest zresztą robione bez głowy. Bo jak się ma do cięcia kosztów zatrudnianie bramkarza, po którym na pierwszy rzut oka widać, że nie umie bronić i dawanie mu dwuletniego kontraktu? Jak się ma do tego zatrudnianie kolejnego bramkarza, który nie umie bronić i wiadomo to od pół roku, bo tyle już w tym klubie był i przedłużanie z nim kontraktu? Mam wrażenie, że gdyby Michniewicz miał wystawić w bramce Piotra Adamka, to już wolałby postawić na Marka Sokołowskiego. O nim przynajmniej nie wiadomo, że nie umie bronić, o Adamku wiadomo. Tym sposobem każe się jechać biednemu Czarnogórcowi na własny koszt przez pół Europy, po to, by powiedzieć mu, że nie stać nas na zatrudnianie czwartego bramkarza. A  Czesław Michniewicz akurat bardzo go chciał.

Jak się ma do cięcia kosztów trzymanie w drużynie zawodników, którzy od lat kompletnie nic jej nie dają? Trzech takich odrzucić i znalazłaby się nawet kasa na prowizję dla menedżerów Demjana. Notabene, w sprawie Demjana największym błędem nie było wypuszczenie go do Belgii, ale zrobienie z tej sprawy medialnej jatki, publikowanie kwot, oświadczeń. Środowisko się trzyma razem. Zagadywałem znajomych menedżerów o to, czy planują przywieźć kogoś do Podbeskidzia i kilkakrotnie słyszałem: "Co ty, pie...ę interesy z tym klubem". Tak to działa.

Te rozważania można by ciągnąć. Pisanie "Michniewicz spieprzył przygotowania" jest bardzo na rękę władzom Podbeskidzia, bo zdejmuje z nich odpowiedzialność. Pierwsza drużyna jest odzwierciedleniem tego, co się dzieje w klubie. Atmosfera pomiędzy drużyną a władzami zależy m.in. od tego, czy jasny jest system podziału premii za utrzymanie (a nie jest). To, jak gra drużyna, jak jest na stadionie, w dużej mierze zależy od tego, jak działa klub. Oczywiście, czasem zdarza się, że perfekcyjnie naoliwiony klub przegrywa na boisku, bo to jest sport. I odwrotnie: czasem biedna Polonia Bytom może awansować do ekstraklasy. Ale to nie trwa wiecznie. Cierpliwie, budowany od podstaw klub w końcu musi odnieść sukces. A klub notorycznie rozsadzany wojenkami, konfliktami personalnymi, wódką i oszczędnościami musi w końcu runąć. Tu nie ma cudów.

Michniewicz jest największym przegranym tego, co się dzieje w Podbeskidziu. Kowal zawini, a cygana powieszą. Gdyby Borecki dogadał się z Bastą, Szumskim, Robakiem i Demjanem, to Podbeskidzie nie byłoby na przedostatnim miejscu, nie mam wątpliwości.

Od momentu odejścia Okrzesika w Podbeskidziu jest permanentny kryzys. Raz gorzej jest od strony sportowej, raz od strony organizacyjnej. Sielanki nie było już od lat. Nie da się robić tak, żeby wiecznie ambicja i waleczność piłkarzy zaciemniała to, co się dzieje w klubie. Cesarstwo Rzymskie upadło, a Podbeskidzie nie może spaść z ekstraklasy?

Pewne jest, że polecą głowy. Ktoś musi odpowiedzieć za to, co się dzieje i jak się o Podbeskidziu mówi. Pytanie czy najpierw Borecki zwolni Michniewicza czy prezydent Boreckiego. Myślę, że raczej to drugie.

Jeśli tak, pojawia się pytanie co dalej. Mówię szczerze: nie wiem. Uważam, że jaki by prezes nie był, problem tkwi raczej w chorym układzie własnościowym. Ale wiem, kogo bym nie chciał. Pani Podsiadlik i pana Hetnała, czyli dyżurnych kandydatów na wszystkie funkcje w klubie, wpychanych przez krewnych i znajomych królika.  Klubowi – jako całości - potrzeba więcej odwagi i więcej trzeźwości. Nie tylko w spojrzeniu, ale też w wydychanym powietrzu.

Michał Trela


autor: Michał Trela

Przeczytaj również